Mają nowy dach

Anna Lamers wierzyła w ludzką dobroć. Nie zawiodła się (fot. Łukasz Piecyk)

Straciły matkę, a dach ich domu nadawał się wyłącznie do generalnego remontu. Matylda i Tymoteusz oraz ich opiekunka Anna zwrócili się do wszystkich ludzi dobrej woli o pomoc. Efekt? 

O tragicznej śmierci Beaty i godnej podziwu postawie jej przyjaciółki Anny pisaliśmy w lipcu. Zamieściliśmy również apel, prosząc o zbiórkę pieniędzy na remont dachu.

Zmarła nagle Beata (l. 47) pozostawiła dwoje dzieci: 13-letnią Matyldę i 17-letniego Tymoteusza. Zaopiekowała się nimi przyjaciółka Beaty – Anna. Gdyby nie to, dzieci trafiłyby do domu dziecka. 

Anna nie wahała się ani chwili. Było dla niej oczywiste, że dzieci zostaną z nią. Że nie ma mowy o żadnym domu dziecka. Beata zrobiłaby to samo dla niej.  

Bliższa i dalsza rodzina dzieci nie wykazała zainteresowania ich losem. Anna Lamers wzięła to na siebie. Sama też zapłaciła za pogrzeb przyjaciółki. 

– Chciałam, by dzieci zostały w swoim domu – mówi Anna. – Dlatego nie wzięłam ich do siebie. To ich dom rodzinny. Tu się urodziły i wychowały. To dom, w którym mieszkają od zawsze. Tu chodzą do szkoły, tu mają przyjaciół. Nie chciały go opuszczać. Są z tym miejscem bardzo zżyte. To była nasza wspólna decyzja, że to tutaj będziemy mieszkać. Chciałam, by nam się ułożyło i jak dotąd jest fantastycznie. 

Prócz troski o relacje z dziećmi Anna miała jeszcze inne zmartwienie. Czekało ją znacznie bardziej przyziemne wyzwanie: zatroszczenie się o sam budynek, którego stan pozostawiał wiele do życzenia. 

Dom, w którym Anna chce wraz z dziećmi tworzyć rodzinę, wymagał generalnego remontu. Wybudowany w 1972 r., nie był poddawany od tamtego czasu żadnym pracom. Zwłaszcza katastrofalny był stan dachu. 

Anna z pomocą przyjaciół zorganizowała akcję charytatywną, której intencją była zbiórka pieniędzy na remont. Również i w tym względzie rodzina dzieci nie wsparła Anny. Matylda i Tymoteusz niestety nie mają po matce renty, ponieważ nie była ona ubezpieczona. To dlatego Anna musiała sama opłacić koszty pogrzebu. 

– Musieliśmy zacząć zbiórkę na remont dachu, ponieważ woda lała się do mieszkania strumieniami i z każdej strony odpadał tynk – dodaje Anna Lamers. – Dokonaliśmy szacunkowej wyceny.  

Aby przedsięwzięcie zakończyło się pomyślnie, potrzebowali zebrać ok. 30 tys. zł. 

– Nie oczekiwaliśmy litości ani współczucia – mówi Matylda. – Chcemy tylko normalnie mieszkać. Żeby nam się nie lało na głowę. 

Zbiórka pieniędzy rozpoczęła się jeszcze w lipcu. Zorganizowano również koncert charytatywny dla nowej rodziny Anny. 

– Wierzyłam w ludzi, ale to, co nas spotkało, przerosło wszelkie moje oczekiwania – wyznaje Anna Lamers. – Udało się zebrać łącznie aż 60 tys. zł! A to oznaczało, że mogliśmy nie tylko wyremontować dach, ale i wymienić okna. Cieszymy się bardzo, bo również na okna czas był najwyższy. Miały ponad 40 lat. 

Część pieniędzy pochodziła z koncertu, część z aukcji dzieł sztuki. Mnóstwo od prywatnych darczyńców. W akcję zaangażowało się wiele osób. 

– Chcę podziękować imiennie przede wszystkim Dorocie Nijak-Bujanowskiej, która aukcję wymyśliła, przygotowała i w całości zorganizowała – dodaje Anna Lamers. – Osobne podziękowania należą się również Rafałowi Rupniewskiemu z Klubu Lizard King, który umożliwił organizację koncertu. Chcę też podziękować firmie Altom, która na wymianę okien dała nam duże upusty. Muszę przyznać, że ludzie zachowali się rewelacyjnie. Zarówno znajomi, jak i ofiarodawcy anonimowi. Wiem już, że zimę spędzimy w domu ciepłym i suchym. Dzięki wszystkim ludziom dobrych serc. Bardzo wam wszystkim serdecznie dziękuję!