Makieta i wydmuszka UNESCO?

(fot. Łukasz Piecyk)

Czy toruńskie Stare Miasto kojarzy się z czymś więcej niż knajpy, banki i gotyk? Co z pantomimą, ulicznymi artystami, rewitalizacją społeczną i zagospodarowaniem najbliższego otoczenia? Czy to naturalny koniec roli starego centrum miasta jako najbardziej ruchliwej części miasta, czy brak pomysłu na inwestycje w człowieka, który będzie animował swoją małą ojczyznę?

O dziedzictwie kulturowym tej części Torunia przekonywać nikogo nie trzeba. Czy jednak nadążamy za realiami XXI wieku i jesteśmy zdolni zbudować centrum z prawdziwego zdarzenia, tętniące i przesiąknięte kulturą, odmienianą przez wiele przypadków? W końcu w 2016 roku miasto Kopernika miało być Europejską Stolicą Kultury.

O potencjale imprezowym tego miejsca powiedziano wiele, więc nie ma sensu tego powtarzać. Kilkaset lokali gastronomicznych (klubów, pubów, restauracji) robi wrażenie i przyciąga klientelę. „To jedno z najbardziej imprezowych miast w Polsce” – mówi wielu. Tylko co z kulturą, rozumianą inaczej niż na wzór sarmacki?

Pytamy o to wiele osób związanych z samorządem, instytucjami kultury, stowarzyszeniami i polityką. W końcu tylko partnerstwo tych sfer życia może pomóc w zbudowaniu wizytówki danego miasta. Odpowiedzi nie są jednoznaczne, więc tym lepszy to przyczynek do dyskusji. Termin „kultura uliczna” wzbudza kontrowersje, bo w istocie „street art” najczęściej utożsamiany jest z grafficiarzami, wandalizmem i niszczeniem zabytków, i raczej z dzielnicami biedy niż z centrum miasta. O „koloryt”, na co zwraca mi uwagę jeden z rozmówców, idzie.

– To, o co pan pyta, to raczej tzw. „koloryt” – mówi Jarosław Jaworski, jeden z twórców znanego już w całej Polsce festiwalu filmowego „Toffifest”. – Uliczni grajkowie, sprzedawcy obrazów etc. I to istnieje na naszej starówce, w skali odpowiedniej do skali Torunia. W cieplejszych miesiącach, bo trudno wymagać, by muzycy grali przy minus dziesięciu stopniach Celsjusza. Porównywanie z Krakowem i Wrocławiem jest nieuprawnione. To zupełnie inne skale miast, ruchu turystycznego, rozpoznawalności w świecie i – przede wszystkim – budżetów. Sam w sobie „koloryt” nie ma wartości artystycznej, to tylko taki kwiatek. Władze miejskie mogą animować rozwój „kolorytu” i w Toruniu to robią. Przykładami są chociażby letnia galeria/sklep obrazów pod Krzywą Wieżą, uliczne festiwale, Święto Muzyki, Festiwal Piosenki i Ballady Filmowej.

Zupełnie inaczej patrzy na to Marcin Zalewski, który z toruńską kulturą i sferą instytucji pozarządowych związany jest od dobrych kilku lat. Teraz wiele kwestii czuje na własnej skórze, bo pracuje w Domu Kultury na Bydgoskim Przedmieściu.

– Starówka się wyludnia – mówi Marcin. – To podstawowy problem, który generuje kolejne. W Toruniu realizuje się jeden rodzaj rewitalizacji – infrastrukturalną. Nie ma planu i zharmonizowanych działań dotyczących rewitalizacji społecznej. Coraz mniej osób mieszka na Starym Mieście, jest tam coraz większa bieda, a cały akcent położono na turystykę. A przy całym szacunku i miłości do tego miasta, to z turystyki nie jest ono w stanie żyć. To nie Wenecja. Brak „gospodarzy” tego miejsca powoduje, że nie ma kto dbać o najbliższe otoczenie i jest ono coraz uboższe.

Pracownik Domu Kultury zwraca uwagę także na inny, niezwykle ważny wątek.

– Przez takie działania ta część Torunia staje się często makietą, wydmuszką, a nie żywym organizmem – mówi. – Stawiamy, jako miasto, na wielkie inwestycje kubaturowe i duże imprezy, jak na przykład festiwale – efektowne, świetnie wyglądające na zdjęciach, ale tylko wycinkowo traktujące obszar działalności kulturalno-społecznej. Instytucje pozarządowe traktowane są w tym mieście po macoszemu. Dotuje się je, w ograniczonym zakresie, ale nie konsultuje z nimi wielu kwestii, nie korzysta wielokrotnie z ich doświadczenia albo korzysta w ograniczonym zakresie. Doskonałym przykładem była aplikacja w konkursie o miano Europejskiej Stolicy Kultury 2016. Przecież napisali ją urzędnicy i wypadła ona groteskowo. Przecież nikt teraz już nie realizuje planu, zawartego w tamtej strategii, bo nie była to wnikliwa analiza potrzeb, tylko efekciarstwo, na dodatek zrobione nieudolnie. Żeby nie wyszło, że wszystko mi się nie podoba. Wiele kwestii jest dobrze zrobionych, ale nawet te fajne giną przez ogólne wrażenie.

Wiele osób zwraca uwagę, że klimat Starego Miasta zatraca się również poprzez wypieranie –chociażby rzemiosła – przez bankowość i finanse.

– Obecność banków na reprezentacyjnych ciągach miejskich została wielokrotnie opisana – mówi Jarosław Jaworski. – Przyczyną jest budowa wielkich centrów handlowych, zabijających mały handel. I to dotyczy wszystkich miast. Proszę obejrzeć odpowiedniki ulicy Szerokiej – niegdyś tłumną ulicę Tumską w Płocku czy ulicę Sienkiewicza w Kielcach. Tam hula wiatr! Tylko bankom się opłaca tam pozostawać i pewnie nie na długo. A że są na Starym Mieście knajpy i restauracje? To bardzo dobrze. Mamy półtora miliona turystów rocznie, te miejsca są dla nich. Koniec roli starych centrów (starówek), jako najbardziej ruchliwych części miast, postępuje wszędzie. Toruń i tak wypada bardzo dobrze na tle innych miast polskich. Wiem, bo jeżdżę po nich.

Inaczej patrzy na to Zalewski.

– Tylko że ci turyści to głównie mieszkańcy Inowrocławia, Golubia-Dobrzynia, Włocławka, a najdalej Gdańska – Polacy – mówi młody społecznik. – Nie przyjeżdżają tu ludzie z Sztokholmu czy Kopenhagi. Dobrze, że przyjeżdżają, ale trzeba zadbać o mieszkańców tego terenu, to oni winni budować tożsamość tego miejsca.

Jak widzi ten problem nowa dyrektor Biura Toruńskiego Centrum Miasta?

– Owszem, starówka idealna do clubbingu i zależy mi na tym, aby młodzi ludzie, użytkownicy starówki włączyli się do dyskusji na temat centrum i jego przeznaczenia – mówi Aleksandra Iżycka. – Najbliższe działania komunikacyjne BTCM będą skierowane również do tej grupy odbiorców. Gmina Miasta Toruń w maju przystępuje do projektu „Gen – Y City – Get into the swing of the City!”. Jego celem jest zwiększenie atrakcyjności miast uczestniczących w przedsięwzięciu dla młodych osób. W maju rozpoczynamy projekt, który będzie skierowany do generacji Y. Projekt potrwa dwa lata.

Może taki okrągły stół, dotyczący przeznaczenia Starego Miasta, jest potrzebny? Bo głosy Jarosława Jaworskiego i Marcina Zalewskiego są jednymi z wielu, w soczewce pokazującymi różnicę zdań.

– Zawsze włączę się w taką dyskusję – mówi Joanna Scheuring-Wielgus, kandydatka na prezydenta Torunia w ostatnich wyborach, dziś parlamentarzystka. – Problemem jest tylko to, że nasz klub w Radzie Miasta zgłaszał wiele projektów zmierzających do rewitalizacji najbliższego otoczenia na wielu polach, ale ten głos często nie był brany pod uwagę.

Redakcja „Tylko Toruń” może podjąć się animowania takiej konferencji. Bo wszystkim nam powinno zależeć na tym, żeby serce Torunia żyło i biło jak najsilniej.