Masz dla nas temat?
Coś Cię denerwuje?
napisz: redakcja@tylkotorun.pl
zadzwoń: 733 842 795
Masz dla nas temat? Coś Cię denerwuje? napisz: redakcja@tylkotorun.pl zadzwoń: 733 842 795
Mała syrenka znad Wisły
24 lipca, 2016, 13:24 Aktualności

Wydawać by się mogło, że syreny współcześnie żyją tylko w baśniach Andersena i Disneyowskich kreskówkach. A jednak istnieją naprawdę. Jedną z nich można nawet spotkać w Toruniu, choć sama przyznaje, że od kąpieli w Wiśle woli pływanie z rekinami w oceanie.

Syreny to magiczne stworzenia rodem z greckiej mitologii. Pół kobiety, pół ryby, wabiły swoim nieziemskim śpiewem żeglarzy ku zgubie na nieznanych wodach. Stały się jednak też symbolem wdzięku i gracji, łącząc to, co najpiękniejsze w świecie ludzi i w królestwie morza. Choć nikt już nie wierzy w ich istnienie, to fascynacja tymi cudownymi stworzeniami nie słabnie.

Niektórym nie wystarczy słuchanie starych żeglarskich opowieści, lektura baśni Hansa Christiana Andersena czy oglądanie przygód animowanej małej syrenki Arielki. Sami chcą choć raz na jakiś czas poczuć się jak prawdziwa syrena.

Na świecie jest około pięciu tysięcy osób zajmujących się mermaidingiem – „syrenieniem”, jak mówią miłośnicy tej pasji w Polsce, których jest zaledwie kilku. Najsłynniejszym jest Syren Ariel z Poznania, który kilka miesięcy temu stał się bohaterem mediów. Mermaiding to po prostu upodabnianie się wyglądem do syreny, przede wszystkim za sprawą rybiego ogona.

– Przebywanie na lądzie w takim ogonie jest bardzo niewygodne, ale po wejściu do wody to się całkowicie zmienia – mówi jedyna syrena w Toruniu, Iwona Szałucka. – Choć waży około ośmiu kilogramów, w wodzie nie ma to znaczenia. Pływa się w nim super. Można się poczuć jak… prawdziwa syrena!

Iwona sama przygotowała swój syreni ogon. Zrobiony jest z silikonu wykorzystywanego przy efektach specjalnych, tak zwanego dragon skin. Można taki ogon kupić u kilkunastu światowych projektantów, ale jego koszt dochodzi do 12 tysięcy złotych. Syrenka znad Wisły woli sama tworzyć swoje ogony. Myśli też o przygotowywaniu ogonów na sprzedaż.

– Własnoręczne zrobienie ogona też nie jest tanie, bo kosztuje ponad 2 tysiące złotych i pochłania 150 godzin pracy. Ale efekt jest wspaniały – przekonuje Iwona. – Najpierw wyrzeźbiłam z gliny płetwę, później zalałam ją gipsem, tworząc formę, w którą wlałam płynny silikon. Stanik zrobiłam również sama. Powycinałam kółka z pianki EVA, zalałam to gipsem, a następnie silikonem. Całość przez kilkanaście godzin malowałam aerografem. Mój ogon jest porównywalny do ogonów za kilkanaście tysięcy, więc jestem niego bardzo zadowolona.

Syreni ogon Iwona ubiera do pływania oraz przy okazji sesji zdjęciowych, do których chętnie pozuje – ich efekty oraz tutoriale tworzenia rybiego ogona można obejrzeć na fanpage’u „Syrenka znad Wisły – Mermaid Pogo” (www.facebook.com/syrenkaznadwisly). Niezwykła pasja budziła początkowo u znajomych zdziwienie – z podobną reakcją spotyka się ze strony mieszkańców Torunia, którzy niekiedy mogą ją zobaczyć w stroju morskiej istoty.

– Przyjaciele na samym początku uśmiechali się, widząc mnie w kostiumie – mówi. – Kibicowali mi, ale nie spodziewali się, że to okaże się tak dużym przedsięwzięciem. Początkowo patrzyli z przymrużeniem oka, ale teraz podziwiają i dopingują. A torunianie? Kiedyś pozowałam na fontannie Cosmopolis. Ludzie myśleli, że to jakiś happening i że zaraz zacznę tańczyć z tym ogonem – śmieje się syrenka.

Pomysł mermaidingu zrodził się u Iwony z połączenia dwóch jej wielkich pasji – przebierania się i fascynacji morską przyrodą. Torunianka uwielbia kostiumowe imprezy w rodzaju Halloween czy sylwestra. Ostatnio stworzyła przy jednej z okazji kostium demonicznej nimfy. Przyznaje jednak, że w tej chwili mermaiding staje się dominującym motywem jej przebrań. – Nie wyobrażam sobie teraz pływania bez ogona – mówi toruńska syrenka. – Zawsze pływałam jak pokraka, dopóki nie założyłam trzy lata temu po raz pierwszy płetw. Kolejnym krokiem była monopłetwa, która trochę przypomina przecież syreni ogon. Pływając podczas wakacji w Egipcie, zobaczyłam rafę koralową i uznałam, że to najpiękniejszy widok, jaki widziałam w życiu. Wtedy postanowiłam stać się częścią tego niesamowitego królestwa, jednym ze stworzeń żyjących pod wodą.

Rok temu Iwona przygotowała sobie ogon na wakacje w Egipcie. Wzbudziła oczywiście zachwyt i zdumienie turystów. Syreni ogon będzie jej towarzyszył również podczas wakacji w tym roku. Zabiera go na Przystanek Woodstock. Nie będzie tam gdzie popływać, więc zaopatrzyła się w… żeliwną wannę na kółkach, która będzie jej festiwalowym pojazdem. Celem numer jeden toruńskiej syrenki w tym roku są jednak Filipiny, a dokładnie wyspa Cebu, gdzie wybiera się ze swoim partnerem Michałem Organiściakiem.

– Na Filipinach znajdują się cztery… szkoły dla syren. Zamierzam odwiedzić jedną z nich, by zostać jeszcze lepszą syreną – mówi ze śmiechem. – Poza tym, wokół tej wyspy żyją rekiny wielorybie. Moim marzeniem jest popływać z nimi. Ale spokojnie, te rekiny nie są groźne dla ludzi.

Fascynacja syrenami wzięła się u Iwony z miłości do oceanicznej natury. Toruńska syrenka planuje nie tylko promować swoim strojem mermaiding, ale też uświadamiać ludzi na temat zagrożeń, jakie dotykają morską faunę i florę. – Chciałabym zostać obrońcą podwodnych stworzeń – deklaruje. – Staram się promować postawy proekologiczne przy okazji mojego „syrenienia”. Morskie zwierzęta i rośliny to najpiękniejsze stworzenia na świecie i powinniśmy robić wszystko, by człowiek mógł je jak najdłużej podziwiać. Na początek wystarczy na przykład zrezygnować z toreb foliowych, które pochopnie wyrzucane, często dostają się do rzek i mórz, będąc śmiertelnym zagrożeniem dla wodnych zwierząt. Syreny żyją tylko w baśni – nie pozwólmy, by morskie stworzenia stały się znane tylko z opowieści.


Komentarze

komentarzy

| E-wydanie
| Facebook
| Czytaj także