Mały Oluś jest po operacji. Jaś na nią czeka. Ich serduszkami zajmie się najlepszy kardiolog w Europie

Jaś Magiera szykuje się do operacji (fot. Łukasz Piecyk)

Serduszka chłopców są w dobrych rękach – mały Olek Magiera, po narodzinach i pierwszej operacji połowy serduszka, jest już w domu. Przed nią stoi dopiero Jaś Łuczyński, który od narodzin również zmaga się z hipoplazją serca. Już w styczniu pojedzie do tej samej Kliniki Uniwersyteckiej w Munster, oddając się w ręce najlepszego dziecięcego kardiologa w Europie.

Monika i Tomasz Magierowie w przyszłość nie wybiegają. Cieszą się z tego, co jest tu i teraz. Oluś zdrowo rośnie, patrząc każdego dnia pięknymi, dużymi oczyma na kochających rodziców. Pierworodny syn jest spełnieniem ich najskrytszego marzenia – tego, o które walczyli kilka ostatnich miesięcy.

– Tuż po narodzinach synek przeszedł pierwszą operację serduszka – mówi Monika, mama chłopca. – Termin drugiej, spośród trzech etapów, wyznaczony jest na marzec. Wtedy też lekarze postarają się stworzyć mu serce jednokomorowe. A co później? Jeżeli wszystko pójdzie zgodnie z planem, z takim serduszkiem będzie mógł normalnie funkcjonować.

Nad jego zdrowiem czuwać będą lekarze. Obecnie co dwa tygodnie chłopiec badany jest przez kardiologa. W przyszłości zaś Olek będzie musiał zwracać uwagę na niewskazany dla niego większy wysiłek fizyczny. Jego rodzice, szykując się do kolejnej walki o zdrowie, są jednak dobrej myśli.

– Niedługo dowiemy się, ile będziemy musieli uzbierać na kolejne etapy operacji – dodają. – Z pewnością kwota ta nie wyniesie tyle, ile potrzeba było uzbierać na pierwszy zabieg.

Niezbędną sumę 150 tys. zł udało się zebrać rodzicom Jasia Łuczyńskiego, dla którego operacja jedynej komory serduszka przewidziana jest na styczeń 2018 r. Dziś chłopiec czuje się dobrze. Pod koniec listopada wraz z mamą i tatą wyjedzie do Łodzi, na kontrolę do kardiologa. Jeżeli nie będzie komplikacji, za dwa miesiące wyruszy w jedną z najważniejszych podróży swojego życia.

– Termin dostaliśmy na jedenastego stycznia – mówią Monika i Łukasz Łuczyńscy. – Dwa dni wcześniej powinniśmy być już na oddziale, aby synek mógł przejść jeszcze ostatnie badania. Staramy się nie mieć obaw, jednak za każdym razem drobny niepokój się pojawia.

Rodzice trzylatka nie kryją zadowolenia z szansy na operację w niemieckiej klinice. Jak podkreślają, mają świadomość, że syn będzie w dobrych rękach.

– Szpital ten oferuje o wiele lepszą opiekę niż ta, którą otrzymać moglibyśmy w Polsce – dodaje ojciec chłopca. – Jesteśmy więc pozytywnie nastawieni.

Jedna komora serduszka po operacji będzie musiała pracować za całe serce. W ramach operacji, oprócz korekty wady, poszerzone zostaną tętnice płucne.

– Musimy czekać – podsumowują rodzice chłopca. – Dbamy, aby Jaś się nie zaziębił, ponieważ każda infekcja mogłaby przekreślić nasze szanse na zabieg.

Operacje w niemieckiej klinice są dla obu chłopców jedyną szansą na uratowanie malutkich serduszek. Aby rodziny mogły tam wyjechać, przez kilka miesięcy zarówno ich najbliżsi, jak i mieszkańcy Torunia, a także osoby z całej Polski, wspólnie się jednoczyli i zbierali niezbędne pieniądze. Ponad 350 tys. zł dało szansę Olusiowi, 150 tys. zł zaś Jasiowi. Za kilka lat sami będą mogli przekonać się jednak, że dla nas ich serduszka są naprawdę bezcenne.

Chłopcom można przekazać swój 1% podatku:
KRS 0000266644, a w polu informacji dodatkowych: ZC 8019 Jan Łuczyński
KRS 0000290273, cel szczegółowy: Aleksander Magiera