Manifest Marcina [felieton]

Marcin Czyżniewski, Przewodniczący Rady Miasta Torunia (fot. Łukasz Piecyk)

Nowe serce Marcina postanowiło zatrzymać się na dobre w Światowym Dniu Przeszczepów, ani dzień wcześniej, ani dzień później. Trzy dni po tym, jak pokazano w Toruniu jego ostatni film. Premiera planowana była parę miesięcy temu, ale odwołano ją, bo tamtego dnia zatrzymało się jego stare serce.

Pan Bóg chciał pokazać Marcinowi, że jest wyjątkowo przewrotnym scenarzystą i czekał na niego z wieloma takimi historiami. Bo w to, że Marcin już zabrał się Tam za robienie filmów, nie wątpię. I że zatrudni do nich plejadę najważniejszych świętych i archaniołów, tak jak bez trudu namówił niegdyś pół Torunia, żeby zagrało w jego „Panoptikonie”. Byłem w tej połowie i wtedy właśnie poznałem Marcina Gładycha. Każdy, kto go znał, ma swoje wspomnienia. Ja mam niewiele osobistych, a jednak wyjątkowo żal mi jego odejścia. Bo Marcin pokazał, że Toruń to nie tylko historia przez duże H, że to miasto, w którym nie brakuje tematów na zaskakująco ciekawe opowieści. Trzeba się tylko rozejrzeć, a to potrafi mało kto. Marcin potrafił. To on przypomniał nam historię „Hakerów wolności”, niby znaną opowieść z czasów komuny, która okazała się godna hollywoodzkich scenariuszy. Opowiedział nam sto lat historii Torunia z najdziwniejszej możliwej perspektywy – „Okrąglaka”, a ostatnio odkrył rodzinę Smużnych, którą niby znaliśmy, a jednak mało. Przed nami jeszcze premiera filmu o pomniku Kopernika. Każdy z nas ma jakieś związane z nim wspomnienie, raczej błahe, ale dopiero Marcin wpadł na to, żeby pozbierać je razem i z tych zwykłych wspomnień zrobić naprawdę intrygującą historię.

Skromny był Marcin i nigdy nie wpadłoby mu do głowy, by zostawiać po sobie jakiś manifest. Ośmielony wspólnotą imienia zrobię to więc za niego. Patrzmy na Toruń z jego perspektywy, zauważajmy zza Wielkiej Historii tę małą, nie mniej pociągającą, uwierzmy, że mieszkamy w ciekawym, żyjącym miejscu, nie w turystycznym skansenie. Ucieszy to Marcina, gdy spojrzy na nas między kolejnym dublem któregoś z archaniołów.