Marcel Woźniak: Wydaje mi się, że napisałem niezły kryminał

Marcel Woźniak niedawno wydał także biografię Leopolda Tyrmanda (fot. Łukasz Piecyk)

Książka nie musi być genialna. Wystarczy, że będzie niezła – mówi Marcel Woźniak, autor powieści kryminalnej „Powtórka” w rozmowie z Robertem Kamińskim.

Czy „Powtórka” to powieść niezła?
Wydaje mi się, że napisałem niezły kryminał. Na pewno nie jest nudny – więc już jest nieźle. To książka logiczna i w klimacie. Spełnia warunek bycia i książką, i kryminałem. A czy ludzie powiedzą „świetna”, czy powiedzą „taka sobie”, czy spytają, kiedy będzie druga część, to już nie zależy ode mnie.

Dlaczego wystarczy „tylko” niezła?
Ludzie często w ogóle czegoś nie robią, bo się boją, że nie są dość dobrzy. Obawiają się krytyki, która podetnie im skrzydła i spowoduje, że więcej czegoś nie zrobią. Nikt nas nie uczy, jak przyjmować krytykę. A przecież wcale nie chodzi o to, by być najlepszym. Większość książek jakie powstały, to nie są wyjątkowe książki napisane przez wyjątkowych ludzi. Lepsza jest powieść średnia niż taka, której nie napisano wcale.

Jak przełamać ten strach?
Nie oceniać siebie. Pewnego dnia pomyślałem, że zamiast zadręczać siebie rozmyślaniem o sobie, będę po prostu pisał. To, że coś mi się dzisiaj nie podoba, nie znaczy wcale, że jest kiepskie. Złóż w całość i spójrz na to z dystansu. I tak zrobiłem. I co? Naprawdę uważam, że nie mam się czego wstydzić. Napisałem ją nieźle. Jeśli więc tę napisałem nieźle, to oznacza, że kolejną napiszę jeszcze lepiej. Bo uczę się. To będzie mój progres. Na tym polega rozwój.

Akcja książki rozgrywa się w Toruniu.
To książka o naszym mieście. Mieszkam tu od 14 lat, jest to więc naturalny wybór. Kiedy mieszkasz długo w jakimś miejscu, to w końcu się nim stajesz – jak powiedział Rocky Balboa. Wiesz te wszystkie rzeczy, które wiedzieć musisz: kim był Cygan Saper albo pan grający na łyżkach. Wiesz, że jadąc Żwirki i Wigury zatrzeszczy ci w samochodzie radio, wiesz z jakim szalikiem nie iść na jaką ulicę, wiesz co się mówi o Bydgoszczy, a co myśli o Ciechocinku.

Pierwsze skojarzenie jakie przychodzi mi do głowy na myśl o kryminale, którego akcja rozgrywa się w Toruniu, to ulice Podmurna i Ciasna. Są w twojej książce?
Podmurna tak, Ciasna nie.

Przechadzałeś się po miejscach, gdzie się dzieje akcja?
Oczywiście. Miałem w głowie pewne miejsca, które znam: Krowi Mostek, ulicę Sportową, tam gdzie jest cmentarz, ruiny i targowisko, „Czeczenię” na Rubinkowie, zajezdnie autobusowe, Wiślaną, Podgórz, Rudak, chodziłem tam i kręciłem aparatem filmy. Wracałem Grudziądzką, by policzyć, ile pięter ma komenda.

Fani Joyce’a spacerują po Dublinie z Ulissesem pod pachą, szukając konkretnych miejsc z książki. To samo będzie można zrobić z twoją „Powtórką”?
W pewnym sensie. Jakkolwiek jest to opowieść fikcyjna, to miejsca są jak najbardziej rzeczywiste. Kiedy bohater zagląda do baru Małgośka, to jest tam przecież taki, a nie inny zapach. I ja tam poszedłem. Jedząc obiad, rozglądałem się, notowałem, jak tam pachnie, jak tam się mówi. I to wszystko w książce jest.

A co z postaciami? Też są prawdziwe?
Częściowo. Jest na przykład słynny „Głos Starówki”, czyli pan Andrzej, który swoim tubalnym głosem reklamuje knajpy. Jest też taksówkarz Henryk, który jeździ dużym fiatem. To postać wzorowana na taksówkarzu Henryku Janickim, który jeździł takim właśnie dużym fiatem. Powstał o nim film „Taksówkarz”. Zmarł kilka lat temu. Doskonale go pamiętam. Był niezwykłą postacią. Każdy, kto z nim jeździł, go pamięta. Postanowiłem go uhonorować. Jest też prezydent, ale nazywa się inaczej.

Jest może łysy?
To nie jest w książce powiedziane. Ale występują ludzie, których znam naprawdę: barmani z różnych lokali, ochroniarze. Jest na przykład scena wernisażu w CSW. Tam się dzieje część akcji z kilkoma postaciami wzorowanymi na autentycznych. Mężczyzna na okładce książki stoi pod nowym mostem drogowym. Są sceny w kościele św. Janów, w barze ze striptizem, w barach mlecznych, na Wiślanej, na Winnicy, na Popiela, na Chełmińskiej.

Dlaczego piszesz?
Być może to spełnienie literackich ambicji. Być może źródło zarobku, czyli praca. Z całą jednak pewnością z powodu fascynacji miejscem, w którym przebywam. Jestem torunianinem w 100%. Kocham to miasto razem z jego linią tramwajową do Portu Drzewnego, Radiem Maryja, piernikami, Elaną tłukącą się z Apatorem. Takie jest to miasto i żadne inne nie jest takie jak to. Chciałem, by ludzie zobaczyli to miasto tak, jak ja je widzę i dali się wciągnąć w morderczą grę.

A propos. W książce podajesz numer telefonu do autentycznego mordercy. Można do niego naprawdę zadzwonić? Usłyszeć jego głos?
Można.

I co się wtedy wydarzy?
Zadzwoń, to się przekonasz.

„Powtórka” to pierwsza część trylogii.
Tak. Dwie kolejne: „Mgnienie” i „Otchłań” również będą osadzone w Toruniu. Póki co jednak koncentrujemy się na promocji części pierwszej. Oficjalna premiera odbędzie się w połowie czerwca. Udało mi się jednak zorganizować spotkanie przedpremierowe w Toruniu 27 maja w Dworze Artusa.

A tak między nami: z tym mordercą to jakaś lipa?
Mówię ci: zadzwoń, to się przekonasz.