Marcin Czyżniewski: Dzień Dziecka

(fot. archiwum)

W Dniu Dziecka zajrzałem do rocznika statystycznego. Dzieci nazywają się tam oficjalnie „ludnością w wieku przedprodukcyjnym”. W Toruniu, jak wynika z danych, stanowi ona 16,5 proc. mieszkańców. Swoje święto obchodziło więc wczoraj 33 433 młodych torunian.

Do wertowania danych statystycznych zainspirowała mnie bardzo ciekawa debata, w której miałem przyjemność uczestniczyć. Zastanawialiśmy się, czy Toruń jest miastem przyjaznym rodzinom z dziećmi, zwłaszcza małymi. Mówiliśmy o miejscach w żłobkach i przedszkolach, o miejskich placach zabaw, o coraz większej liczbie imprez dla rodziców i dzieci organizowanych przez instytucje kultury. Jednak okazuje się, że nie zawsze pamiętamy o rzeczach najdrobniejszych, na które tylko mama z małym dzieckiem na ręku zwróci uwagę. O wciąż niewielkiej liczbie dostępnych toalet z przewijakami, miejsc, w których dyskretnie można nakarmić niemowlę, czy takim urządzeniu placów zabaw, które zapewni opiekunom dzieci, zwłaszcza babciom i dziadkom, cień w upalne południe. Od takich rzeczy powinno się zaczynać budowę miasta przyjaznego rodzicom.

Jednak to nie tylko zadanie miasta – w budynkach urzędu są zresztą ogólnodostępne przewijaki czy kąciki do zabawy. To także zadanie właścicieli lokali gastronomicznych, które obowiązkowo powinny tak organizować toalety, by rodzice z dziećmi mogli skorzystać z nich łatwo i za darmo, spółdzielni mieszkaniowych, które mogą stawiać ławeczki z porośniętą pergolą zapewniające komfort karmiącej mamie, mieszkańców, którzy nie muszą zamieniać placu zabaw na kolejne miejsca parkingowe.

Ludność w wieku przedprodukcyjnym wejdzie z czasem w wiek dorosły. Jeśli przyzwyczaimy dzieci, że nie bardzo umiemy przejmować się innymi, pewnie uznają taki stan rzeczy za normalny. I nie będą przejmować się nami, już wtedy w wieku zdecydowanie poprodukcyjnym, na próżno poszukującymi zacienionej ławeczki.