Marcin Czyżniewski: Ostrożnie z ogniem

(fot. Łukasz Piecyk)

Stało się: uchodźcy pojawili się w Toruniu. Nie, nie stoją na rogatkach, czekając na przeprawę nowym mostem. Pojawili się jako broń polityczna.

Udało się w wymiarze krajowym i grupa polityków uznała, że warto wystrzelić z nich na krajowym rynku politycznym. Trudno zabraniać jakiejkolwiek sile politycznej, by korzystała ze skutecznych narzędzi marketingowych. To przecież od dawna istota polityki. Zadziałało celnie, strzelać póki można– ot, taka polityczna filozofia. Ale to akurat broń wyjątkowo paskudna i niebezpieczna. 

Stawianie znaku równości między uchodźstwem jako takim i terrorystami rozjeżdżającymi ludzi na ulicach na długo może zamieszać ludziom w głowach. Nic to, że uchodźców nie widać nawet ze szczytu ratuszowej wieży, i że nikt nie zapowiada przyjęcia ich do Torunia. Wiele mieliśmy w historii, także naszej, wypadków, gdy mity i plotki uruchamiały najgorsze ludzkie instynkty, kończąc się rozlewem krwi. Zagrożenie terrorystyczne w Europie to temat, o którym trzeba rozmawiać i któremu trzeba przeciwdziałać. Ale mam jakoś wrażenie, że kolegom straszącym uchodźcami nie o problem chodzi. Mój dziadek, przedwojenny żołnierz, przypominał, że każda broń raz do roku sama strzela. Jeśli ta broń wystrzeli, będzie doskonale wiadomo, kto naciągnął kurek.