Marek Czarnecki: Żyję w trójkącie z dwiema kobietami

Mimo że pracują wspólnie nad projektami, to Jadwiga i Marek Czarneccy wspólnego jeszcze się nie dorobili. Teraz chcą to nadrobić (fot. archiwum prywatne)

W studiu fotograficznym ciszę najczęściej przerywa dźwięk migawki. W jednym z najlepszych w tej części Europy równie często słychać mały helikopter, który wznosi się nad lampami i statywami. Geniusze bowiem też muszę się czasem oderwać od ziemi.

Dorobku Marka Czarneckiego, toruńskiego fotografika, przedstawiać nie trzeba. Dość powiedzieć, że jest czołowym panoramistą świata, a na międzynarodowych konkursach jego prace praktycznie zawsze zdobywają nagrody i wyróżnienia. Ostatnie miesiące spędził 8000 km od Polski, podróżując z aparatem między Uralem a Bajkałem. Co jednak skrywa się za setkami dyplomów, statuetek i listów gratulacyjnych, które obok ulubionych prac, skrzętnie pokrywają każdy kawałek ścian w pracowni Jadwigi i Marka Czarneckich?

– Pewnie tego wszystkiego by nie było, gdyby nie miłość – mówi toruński fotografik. – Tu jednak mamy do czynienia z bardzo trudnym i wielowarstwowym układem. Razem z Jadwigą pracowaliśmy w jednej firmie, ośrodku badawczo-rozwojowym, gdy stawiałem pierwsze kroki w fotografii. Zaproponowałem jej wizytę w mojej ciemni, bo akurat miałem wywoływać zdjęcia. Efekt był tego taki, że fotografia zawładnęła moją przyszłą żoną, a mnie zauroczyła, wtedy jeszcze, koleżanka z pracy. Sympatia do niej rosła, a Jadwiga w tym czasie zakochała się w mojej dziewczynie, czyli w fotografii. Stąd mówię, że żyję w trójkącie z dwiema kobietami. Prawda, że skomplikowane?

Od tego czasu małżeństwo zgrywa fotograficzny tandem. Oboje także pracują wspólnie nad wszystkimi projektami. Swojego wspólnego od początku do końca jednak jeszcze się nie dorobili.

– Zazwyczaj wspomagam, czy też zajmuję się postprodukcją projektów męża – mówi Jadwiga Czarnecka. – Niektórzy znajomi twierdzą, że Marek jest moim największym hobby. W tym roku planujemy wspólnie coś stworzyć. Projekt jest już rozpoczęty.

Do tej pory ich kooperacja przyniosła wiele projektów. Największy – „Nasz Bezpieczny Świat” – trwał trzy lata, w trakcie których Marek Czarnecki wykonał 17 tys. zdjęć. W ciągu dwóch miesięcy trwania wystawy zdjęcia obejrzało 10 tysięcy osób.

Jednym z ulubionych tematów prac Marka Czarneckiego jest przemysł. Bywał w miejscach, które odwiedza tylko garstka ludzi.

– Może się wydawać, że nic w tym nadzwyczajnego, ale uważam, że fotografia przemysłu jest dla odpowiedzialnych osób z wyobraźnią – tłumaczy Marek Czarnecki. – Wielokrotnie pracownicy wybranych przeze mnie miejsc mówili mi: stosuj się do naszych rad, bo możesz zginąć.

Jednym ze wspomnień, które fotografik zapamięta na długo, jest kopalnia miedzi. Miał się pojawić z aparatem na przodku wydobycia, czyli w miejscu, gdzie dzieje się najwięcej. Warunki mordercze, bo temperatura wynosiła ponad 45 stopni, a wilgotność – 100%. A gdzie jeszcze dźwiganie łącznie prawie 25 kg sprzętu fotograficznego i ekwipunku właściwego dla pracownika?

– Praca w takich warunkach jest ekstremalnym przeżyciem dla ludzi tam pracujących– dodaje Marek Czarnecki. – W ciągu zmiany wypijają nawet 8 litrów wody dziennie, więc daje to obraz warunków, które tam panują. Zwłaszcza, że dwa miesiące później w pobliżu tego miejsca zarwał się strop, o czym mówiły media. Niewesoło było także w jednej z najstarszych elektrowni w Europie. Tam wchodziło się z siarczystych, rosyjskich pól, gdzie temperatura spadała wtedy do -35 stopni Celsjusza, do pomieszczeń, w których jest ponad 60 stopni. Na plusie.

Drugim filarem jego dorobku są panoramy. Toruńska doczekała się wielu wersji – w podczerwieni oraz wykonanej analogowym aparatem – na filmie zwojowym w postaci slajdu, którego na wschód od Łaby nie uświadczymy. W Europie? Może w kilku miejscach.

– Toruń w naszym życiu odgrywa dużą rolę, jest nam bliski, więc poświęcamy mu dużo uwagi, stąd powstało tyle prac związanych z tym miastem, zwieńczonych kolejnymi wystawami – wyjaśnia Jadwiga Czarnecka. – Gdyby zapytać Marka, ile zdjęć składa się na jedną panoramę Torunia, pewnie musiałby chwilę się nad tym zastanowić.

Ponad 20 lat doświadczenia pozwala spojrzeć z góry na zmieniające się warunki pracy.

– Na początku lat 90. z żoną robiliśmy zlecenie dla jednej z firm budowlanych – wspomina Marek Czarnecki. – Chodziło o wizualizację pewnego budynku. Zrobiłem zdjęcia, żona w Photoshopie „dobudowała” jego pozostałą część. Obecny na spotkaniu kierownik budowy na widok zdjęcia gotowego budynku krzyknął: „kiedy oni go ….. zrobili?” i wybiegł zdezorientowany. Przy większości zdjęć studyjnych, które tworzę nie ma jednak takiej potrzeby. Wystarczy umiejętna gra świateł.

Sprzętu i wyposażenia studia może mu pozazdrościć wiele osób. Szron, kurz czy pajęczyny na zdjęciach – to także chemia fotograficzna do efektów specjalnych.

– Aparat mimo wszystko to tylko narzędzie, które nie robi zdjęcia – dodaje Marek Czarnecki. – Ono tylko ułatwia jego zrobienie. Czy posiadanie edytora tekstu gwarantuje nam, że dostaniemy nagrodę Nobla? No właśnie.