„Mateusz” pączkuje jak MONAR

Delegacja urzędników z Włocławka i przedstawicieli Służby Więziennej wśród przyjaciół „Mateusza” (fot. Łukasz Piecyk)

Włocławek i Grudziądz zamierzają otworzyć filie toruńskiego ośrodka readaptacyjnego „Mateusz”. Idea pomocy osobom opuszczającym zakłady karne zachwyciła najpierw naukowców i więzienników, teraz także samorządowców
Waldek Dąbrowski, były hokeista po przejściach alkoholowych, dopiął swego. Gdy zaczynał tworzyć przed sześciu laty ośrodek „Mateusz”, nie miał dosłownie nic poza ideą, którą wówczas niewielu rozumiało. Dziś na podstawie „Mateusza” powstają prace naukowe, a wielu specjalistów od pomocy postpenitencjarnej przyznaje: ten facet miał genialny pomysł, który warto powielać w całym kraju.

– Nie musiałem być geniuszem, by zauważyć, że wielu byłych skazańców autentycznie chce zmienić swoje życie, ale zwyczajnie nie ma się gdzie podziać – tłumaczy Waldek. – Kryminogenne środowisko szybko wchłania ich ponownie, często zostają bezdomnymi. To błędne koło. „Mateusz” to po prostu dom, w którym mogą się wyciszyć i nauczyć normalnego życia w społeczeństwie. Trzeba do nich wyciągnąć rękę, a przy okazji wytłumaczyć, jakie od tej chwili obowiązują ich zasady.

A te są proste: mieszkańcy „Mateusza” są jak rodzina, nie dotykają alkoholu i narkotyków, nie przeklinają i powstrzymują wszelką agresję. Koniec. Wystarczy. Terapia stosowana przez Waldka sprawdziła się przez lata – kilkadziesiąt osób przeszło przez „Mateusza”, większość ułożyła sobie życie.

Władze Torunia najpierw ostrożnie podchodziły do prywatnej idei Waldemara Dąbrowskiego. Trzeba było czasu, by mu wreszcie zaufano. Dopiero niedawno ośrodek, budowany i rozbudowywany rękami byłych więźniów przy wsparciu finansowym życzliwych przyjaciół tego miejsca za Młynem Wiedzy, odwiedził prezydent Torunia. Obiecał wsparcie.

Wiele wskazuje na to, że szybsze i bardziej zdecydowane ruchy wykonają prezydenci Włocławka i Grudziądza. Niedawno toruński ośrodek wizytowała delegacja wysokich urzędników z Włocławka. Dziś już wiadomo, że w mieście tym powstanie filia „Mateusza”. Miasto chce przekazać na ten cel odpowiedni budynek. Waldek ma wskazać osobę prowadzącą.

– Najlepiej by było pana sklonować… – przyznał Piotr Bielicki, kierownik Wydziału Zdrowia UM we Włocławku, oczarowany toruńskim ośrodkiem.

Tydzień później konkretna decyzja powielenia „Mateusza” zapadła w Grudziądzu.

– Zarówno prezydent Robert Malinowski, jak i dyrektor Zakładu Karnego płk Krzysztof Janiszewski uznali, że zacząć w Grudziądzu trzeba od ośrodka dla kobiet – wyjaśnia Waldek Dąbrowski. – Dawno mi to chodziło po głowie, bo sporo kobiet szuka lokum dla siebie w toruńskim „Mateuszu”. Przyjmowałem je jedynie w naprawdę wyjątkowych sytuacjach. Dom dla kobiet jest po prostu potrzebny.

Mają w nim obowiązywać takie same zasady, jak w męskim toruńskim domu. – Sądzę, że będę musiał pomieszkiwać tam jakiś czas, aż znajdę wśród mieszkanek liderkę, której będę mógł w pełni zaufać. Podobnie będzie z obsadzeniem stanowiska kierownika we Włocławku – tłumaczy Waldemar Dąbrowski.

Zdaniem prof. Lecha Witkowskiego, filozofa i specjalisty od nauk społecznych, który obserwuje rozwój idei „Mateusza” od samego początku, właśnie następuje przełomowy moment. – Podobnie rozwijał się MONAR Marka Kotańskiego – zauważa. – Mamy do czynienia ze zjawiskiem społecznym na wielką skalę.