mec. Jan Kwietnicki: prof. Kopcewicz to po prostu porządny człowiek

Oświadczenia lustracyjne profesor Kopcewicz składał kilkukrotnie.

Nie mam pojęcia, kto za tym stoi, wiem natomiast jedno: prof. Kopcewicz to po prostu porządny człowiek – mówi obrońca profesora, mecenas Jan Kwietnicki w rozmowie z Robertem Kamińskim. 

Jak to jest możliwe, że dochodzi do procesu praktycznie bez żadnych dowodów? 

Nie można powiedzieć, że nie było żadnych dowodów. Były zeznania świadka, byłego funkcjonariusza SB. Były one jednak, w mojej ocenie, źle odebrane. Świadek ten przed sądem zupełnie inaczej przedstawił całą tę rzekomą „współpracę”, a właściwie kontakty z panem rektorem Kopcewiczem. Kontakty, które miały charakter służbowy, nie były tajne. Stanowiły one normalną procedurę w tamtych czasach pomiędzy kierownikiem jednostki a służbami bezpieczeństwa.

W listopadzie 2016 roku świadek ten został najpierw przesłuchany w IPNie

Sposób przeprowadzenia tego wywiadu, jak wynika z zeznań świadka, był wadliwy, by nie powiedzieć tendencyjny. Zmierzał do takiego ukształtowania tego zeznania, żeby mogło ono stanowić dowód w sprawie. Przesłuchanie to zostało wadliwie przeprowadzone, bo jak zeznał świadek przed sądem, na wiele okoliczności w ogóle nie został rozpytany, które to okoliczności były istotne z punktu widzenia późniejszego zarzutu. Dopiero dogłębne przesłuchanie przed sądem pozwoliło na ujawnienie okoliczności, które właściwie przekreślają, w mojej ocenie, zasadność tego zarzutu.

Jakich okoliczności? 

Przede wszystkim okoliczność, że wprowadzenie profesora Kopcewicza na listę tajnych współpracowników było wynikiem polecenia służbowego pułkownika Grochowskiego, a nie efektem podjęcia współpracy. To był argument, który został przez sąd ujawniony w wyniku tego szczegółowego przesłuchania. W listopadzie na tę okoliczność świadek nie był w ogóle rozpytany. To, że rzekomo profesor w lutym 1978 roku był kandydatem na TW, a w 1979 był już rzekomym kontaktem operacyjnym o pseudonimie „Biolog”, pozostawało całkowicie poza wiedzą i świadomością profesora. Były to wewnętrzne projekty SB, które nie miały nic wspólnego ze świadomą i realną współpracą. Dowiedział się o tym dopiero w styczniu 2017 roku, kiedy to wezwano go na przesłuchanie do IPN-u.

Oświadczenia lustracyjne profesor Kopcewicz składał kilkukrotnie. Ostatnie w 2008. Dlaczego dopiero to ostatnie zakwestionowano i to po 8 latach? A na dodatek w momencie, kiedy profesor nie pełni już żadnych funkcji? Kiedy od lat jest na emeryturze? 

Nie chciałbym tutaj składać jakichś złośliwych komentarzy pod adresem pionu śledczego IPN-u, niemniej jednak pytanie jest o tyle zasadne, że albo pion śledczy IPN-u nie wykonuje swoich zadań na bieżąco w sposób prawidłowy (bo jeżeli taka sytuacja zaszła, to już ten zarzut powinien zostać postawiony grubo wcześniej), albo teraz, po 8 latach szuka ofiar, które mogłyby być rzucone na żer lustracji. I robi to w sytuacji, gdy są one całkowicie bezbronne, a jednocześnie mają odpowiednią pozycję społeczną i odpowiednie zasługi. Uważam, że jest to wielce niewłaściwe, mówiąc delikatnie, postępowanie, kiedy na takich kruchych materiałach dowodowych stawia się zarzut osobie tak zasłużonej i godnej szacunku jak profesor Kopcewicz. Oczywiście nie jest on jedyną ofiarą takiej polityki pionu śledczego IPN-u.

Myśli pan, że czemu ma ona służyć? 

Uważam, że pion śledczy IPN-u od dłuższego już czasu wykonuje zlecone zadania zmierzające do tego, żeby poniżyć i zdyskredytować wszystko, co się działo w Polsce przed 2015 rokiem.

Zlecone przez kogo?

Przez aktualną ekipę rządzącą. Profesor Kopcewicz jest tylko jedną z postaci tamtego okresu. Ale jeśli słyszę dziś od prominentnych polityków PiS-u, że wszystko, co do tej pory działo się w naszym kraju, było złe, że dopiero w tej chwili Polska podnosi się z kolan, to przestaję się dziwić, że dochodzi do podobnych procesów.

Grzegorz F. twierdził, że były jakieś teczki. Że on gromadził na temat profesora notatki. Czy takie teczki rzeczywiście istniały

To jest jego twierdzenie. Mogły istnieć jakieś teczki związane z osobą profesora, bo był w kontakcie z tymi pracownikami. Nie istnieją jednak żadne dowody współpracy. Być może świadek pisał jakieś raporty z rozmów, którym to rozmowom nikt nie zaprzecza. Były, bo być musiały. Żadne jednak teczki się nie zachowały. Nie ma takich dowodów w tej sprawie.

Cały proces oparty jest na zeznaniach Grzegorza F., które w dużej części już wycofał, a także uzupełnił w wyniku pytań sądu o takie okoliczności, które zarzut o współpracy profesora Kopcewicza z SB przekreślają.

Jest obecnie takie powiedzenie, że tak jak ZOMO było kiedyś bijącym sercem partii, tak obecnie IPN jest bijącym sercem PiS-u. Czy by się pan pod tym podpisał? 

Oczywiście. I dlatego postulat, żeby całkowicie zlikwidować pion śledczy w IPN-ie jest jak najbardziej uzasadniony. Jest to postulat stawiany nie tylko przez opozycję. Wydaje mi się, że wykonywanie tego typu poleceń i zadań przez prokuraturę IPN-u w pełni uzasadnia tę propozycję.

IPN nie powinien być organizacją uwikłaną w politykę?

Powinien być tylko instytucją historyczną. Wtedy byłby naprawdę cenny.