mec. Łukasz Płaza: Nie w państwie króla Haralda

(fot. Łukasz Piecyk)

Dwa miesiące temu norweski sąd uznał, że można było zwolnić z pracy polską lekarkę, która powołując się na klauzulę sumienia, odmawiała wypisywania środków antykoncepcyjnych oraz kierowania kobiet na zabiegi aborcji. Zdaniem norweskiego wymiaru sprawiedliwości w przypadku praktykującego lekarza najważniejsze jest dobro pacjenta i może on korzystać z osiągnięć współczesnej medycyny. 

Takie jest prawo na ziemiach króla Haralda i obowiązuje ono każdego, kto po niej chodzi. Sumieniem swoich poddanych norweski król ani jego sądy się nie zajmują. Przecież to nie ich sprawa.

U nas tymczasem sprawy sumienia zajmują nie tylko demokratycznie wybranych władców, ale sądy też. W toczącej się u nas od lat dyskusji o antykoncepcji i aborcji wyrok norweskiego sądu jest zupełnie odmienny od zapatrywań naszego Trybunału Konstytucyjnego. Stwierdził on, że wolność przekonań i sumienia lekarza również powinna być chroniona i lekarz powinien mieć prawo odmowy prowadzenia procesów leczniczych niezgodnych z jego przekonaniami. Co z tego, że w dalszej części orzeczenia mowa jest o obowiązkach państwa na którym spoczywa obowiązek umożliwienia pacjentowi uzyskania rzeczywistej informacji, gdzie może konkretnej pomocy medycznej szukać. Od orzeczenia Trybunału minęło już półtora roku i przepis jest martwy. A w państwie króla Haralda żaden lekarz nie wpadnie dziś na pomysł powoływania się na swoje sumienie…

Patrząc na obydwa rozwiązania, nie sposób nie dostrzec, że to proponowane przez Trybunał jest wyważone i racjonalne. Nie stawia żadnej ze stron w sytuacji bez wyjścia. Lekarz może odmówić zabiegów sprzecznych z jego sumieniem, ale jednocześnie pacjent nie zostaje ich pozbawiony. W królestwie Norwegii, tak bogatym, że nie musiało wstępować do Unii Europejskiej, lekarz jest narzędziem, którego zadaniem jest wykorzystywać wiedzę dla zdrowia pacjentów.

Mogliśmy mieć nowoczesne rozwiązanie prawne, a w miejsce tego mamy wieczną polityczną kłótnię. W państwie króla Haralda też się kłócą, ale nie o aborcję, antykoncepcję i zbrodnie niepopełnione. No i tam płacą. A wiadomo, że nic nie koi tak wyrzutów sumienia jak pieniądze.