mec. Łukasz Płaza: Ostoja tolerancji

(fot. Łukasz Piecyk)

Był taki kraj, który w obliczu katastrof trawiących kontynent, wojen domowych i religijnych, szeregu plag szedł w ówczesnym świecie pod prąd.

Wbrew narastającym trendom był otwarty na imigrantów, czy to religijnych, czy ekonomicznych. Przyjmował innowierców, zachęcał do przyjazdu przywilejami dla obcych i czerpał całymi garściami ze wszystkich nowożytnych myśli renesansu. Więcej, poszedł pod prąd rodzącym się trendom i wprowadził najbardziej liberalne rządy wśród europejskich krajów.

Rzeczpospolita Złotej Ery. Byliśmy oazą tolerancji, gdzie władze dbały o zapewnienie przybyłym opieki i bezpieczeństwa. I nie był to przejaw szaleństwa naszych władców w epoce krwawej Nocy św. Bartłomieja. Efekt tych działań przeszedł najśmielsze oczekiwania. Do kraju o trudnym klimacie wybierały się najczęściej osoby aktywne, otwarte i ukierunkowane na sukces. Stały się kołem zamachowym naszej złotej ery. Wprowadziły i rozwinęły nowe metody uprawy, produkcji rzemieślniczej. To wtedy, m.in. dzięki ich kontaktom, rozwinął się handel polskim zbożem. Energia imigrantów nadała nam rozmachu.

Podobnie potencjał przyjezdnych wykorzystał obecny lider demokratycznego świata. Dzięki zdeterminowanym Europejczykom, ale nie tylko,powstały silne, demokratyczne i liberalne Stany Zjednoczone. Tym bardziej że u zarania historii USA nikt nie wróżył sukcesu krajowi imigrantów. W Ameryce potęgą terytorialną i militarną był wówczas znacznie bardziej konserwatywny Meksyk. Jak się okazało, kolos na glinianych nogach. 

Krótkie spojrzenie w przeszłość i liberalne kraje otwarte na innych okazują się przysłowiowymi tygrysami regionów. Imigracja to szansa, nie zagrożenie. Polska ma wielki potencjał, wykorzystajmy aktywność i determinację imigrantów, jeśli tylko chcą wśród nas zamieszkać. Mamy szansę na kolejną Złotą Erę.