Miecze samurajskie z Muzeum Okręgowego to niespotykane w Polsce eksponaty

Paweł Czopiński trzyma w dłoniach XVII-wieczny miecz japoński (fot. Adam Zakrzewski)

W depozycie Muzeum Okręgowego w Toruniu, w Kamienicy Pod Gwiazdą, znajdują się dwa najbardziej wartościowe ostrza samurajskie w polskich kolekcjach. Do dziś, zanim weźmie się w dłonie pochodzącą z XVII wieku katanę i krótszy nóż tanto, trzeba się najpierw odpowiednio ukłonić. Niczym są przy nich nasze sarmackie szabelki…

Japońska sfera sacrum. Atrybuty prawdziwego wojownika. Skarb narodowy, duma i mistyka w jednym. Historie tych najcenniejszych mieczy znane są światu do dziś. O tych, które znajdują się w Toruniu – wiadomo tylko, że z pochew wyjmowane były niejeden raz. Żeby zranić albo zabić.

Tanto nie przez przypadek zwany jest „strażnikiem honoru” i „bronią ostatniej szansy”. Sztylet przeznaczony był do pchnięć i korzystały z niego głównie kobiety. W obronie godności, jak zwykło się mawiać. Nie ma drugiego miejsca na świecie, w którym miecze czczono by w ten sposób. A ile prawdy jest w legendach opowiadanych na ich temat? Tego nie wie nikt.

Zmysły zwykłych śmiertelników nieustannie rozgrzewają opowieści o słynnym kowalu, Sengo Muramasie. To jego miecz, umieszczony pionowo w nurcie strumienia, miał przecinać napływające liście lotosu. Do dziś mówi się o tym, że katana przetnie surowe jajka, stalową lufę karabinu i gruby na dwa centymetry miedziany arkusz. Przepołowi ciało człowieka. Od głowy aż po krocze.

– Wszystko zależy od kunsztu kowala – mówi Paweł Czopiński. – Miecze wykuwano ze słynnej stali tamahagane. Co wpływa na to, że tylko niektóre są wyjątkowe? Podobnie jak z malarzami – każdemu można dać przecież te same farby…

O przywiązaniu Japończyków do tej tradycji może świadczyć fakt, że do noty japońskiej o przyjęciu kapitulacji po II wojnie światowej załączone było memorandum zawierające prośbę o pozostawieniu oficerom prawa noszenia mieczy.

– Japonia przez stulecia była pogrążona w wojnie domowej, przeszła dwie wielkie inwazje mongolskie – przypomina Paweł Czopiński. – Miecz stał się nieodłącznym atrybutem wojownika, z którym nie rozstawał się nigdy. Był eksponowany w najważniejszym miejscu domu i przekazywano go z ojca na syna. Stał się wręcz symbolem Japonii. W naszym depozycie mamy jeszcze osiem mieczy, ale te XVII-wieczne są najcenniejsze. Krwi musiały zasmakować…

Ich produkcja jest niezwykle skomplikowana i trwa wiele tygodni. Każdy fragment oraz etap tworzenia ma swoją nazwę i zajmuje się nim inna osoba. Wykuwa się je ze stali pozyskiwanej wyłącznie w Kraju Kwitnącej Wiśni.

– Krąży anegdota, że więcej samurajskich mieczy jest w USA niż w Japonii – mówi, uśmiechając się lekko, Paweł Czopiński. – Żołnierze zabierali je do kraju jako łup wojenny. Na całym świecie powstają podróbki wykonywane na podobieństwo samurajskich broni. A japońscy kowale tę pracę traktują jak obrzęd, zakładają do niej rytualne szaty. Tajemna wiedza przekazywana jest z pokolenia na pokolenie. Mimo tego miecze współczesne są często droższe od tych zabytkowych. Dziś kowale umiejętnie wykorzystują nowoczesne technologie i doświadczenia pokoleń.

Dawniej w dobrym tonie było, żeby w każdym japońskim domu znajdowała się tradycyjna broń. Dziś sprzedaje się historie samurajskich mieczy w otoczeniu komiksowych obrazków. Musi się sprzedać.

– Japoński rząd bardzo dba o swoje dziedzictwo narodowe, ale pewnych procesów nie da się uniknąć – dodaje Paweł Czopiński. – Dziś taka broń jest synonimem piękna, nie wojennej pożogi. Tworzy się ją z szacunku dla historii, tradycji i dla nas – pasjonatów i kolekcjonerów. Ich historie i legendy sprawiają, że miecze nie są tylko zwykłym kawałkiem stali, niosącym niegdyś tylko śmierć.