Miss trafiła na śmietnik

Codziennie trafia tu prawie 200 ton odpadów. A znaleźć w nich można wszystko. (fot. Łukasz Piecyk)

Tu królują śmieci. Na kilkumetrową hałdę odpadów śmieciarka dorzuca kolejny pełny kontener. Na beton wysypują się kolorowe worki, papiery i puszki, przez taśmę do segregacji przejeżdża tabliczka z nazwą jednej z toruńskich ulic. To tu kończy się historia wielu do czasu przydatnych przedmiotów. 

Specyficzny zapach i hałas pracujących maszyn nikomu już tu nie przeszkadza. Dziewięćdziesięciu pracowników od wschodu do późnej nocy sortuje odpady z Torunia i siedmiu ościennych gmin. Śmieci gromadzone przez ponad 250 tysięcy ludzi lądują w Zakładzie Unieszkodliwiania Odpadów Komunalnych w Toruniu, po dwóch stronach hali – na lewo pochodzące ze zbiórki selektywnej, na prawo zmieszane. To właśnie z tymi pierwszymi, zrzucanymi z wielkiej łopaty koparki, rozpoczynamy „podróż” po obiekcie.

– Pierwszym ogniwem unieszkodliwiania odpadów jest rozrywarka do worków – opisuje Aleksandra Organiak, kierownik ZUOK. – Stamtąd trafiają one na tzw. sito, za pomocą którego rozdzielane są od siebie elementy drobne od tych o większych gabarytach. Następnie, po pierwszej selekcji, trafiają na taśmę, która transportuje odpady do punktu ręcznej ich segregacji.
Na tym etapie zadaniem pracujących przy taśmie dwunastu mężczyzn jest rozsegregowanie odpadów na konkretne frakcje, które zostaną później przekazane do recyklingu. Na wolno poruszającej się taśmie przejeżdżają m.in. kartony, puszki oraz plastikowe butelki. Każdy pracownik odpowiedzialny jest za konkretny rodzaj odpadów.

– A znaleźć tam można niemal wszystko – kontynuuje opowieść przedstawicielka toruńskiego MPO. – Na szczęście odkryć makabrycznych ani worków z pieniędzmi nie dokonaliśmy.
Często też mieszkańcy wydzwaniają do zakładu w poszukiwaniu swoich zaginionych przedmiotów.

– Odbieramy wiele próśb o odnalezienie wyrzuconych przypadkiem rzeczy – komentuje Magdalena Krzyżanowska, rzecznik MPO w Toruniu. – W hałdzie sięgającej do połowy wysokości budynku nie da się odnaleźć tak drobnych przedmiotów. Kilka lat temu jeden z mieszkańców miasta przyjechał za śmieciarką, informując nas, że właśnie w niej znajdują się wyrzucone rano przez niego kluczyki do służbowego pojazdu. Jak zobaczył odpady, podziękował i poszedł dorobić drugi komplet.

Najgorszym widokiem nie są jednak śmieci same w sobie. Jak zaznaczają pracownicy, przez taśmę przejeżdżają nowe przedmioty, reklamówki pełne jedzenia, a w okresie świąt całe ciasta czy kilogramy pomarańczy.

Choć każdego dnia do sortowni trafia prawie 200 ton śmieci, tylko niewielka ich część ląduje na składowisku. Większość z nich jest zagospodarowywana i przekazywana do recyklingu. Ostatnim etapem „podróży” jest maszyna, która każdy rodzaj surowców prasuje w nawet trzystukilowe kostki. Są one następnie przekazywane do recyklingu. Odpady biologiczne są przetwarzane, część energetyczna zaś przeznaczona zostaje do produkcji alternatywnego paliwa.

Każdy odpad znajdzie tu swój finał, choć zdarzają się i takie przedmioty, które na długo pozostają w pamięci pracowników.

– Raz do naszego zakładu trafiła miss – i to nie byle jaka – 90/60/90 – śmieją się pracownicy sortowni. – Z napisu na kartonie jasno wynikało: „Miss Polonia 2008”. Postanowiliśmy zrobić sobie z nią zdjęcie, bo przecież nie każdy ma taką okazję sfotografować się z jedną z najpiękniejszych Polek. Później jednak miss trafiła na śmietnik. A w zasadzie do recyklingu, ponieważ była z papieru.