Mundurowi uratowali… mewę

Mewa nazwana została Ewa. Jak zaznaczają mundurowi, nie mają jednak pojęcia, czy to samiec, czy samica (fot. policja)

Spostrzegawczością i empatią wykazali się toruńscy wodniacy, którzy podczas rejsu patrolowego zauważyli mewę potrzebującą pomocy. Ptak był zaplątany w żyłkę wędkarską a w dziób miał wbity haczyk. Dzięki profesjonalnej pomocy ptak został uratowane. Mewa Ewa – bo tak nazwali ją mundurowi wróciła cała i zdrowa do swojego naturalnego środowiska.  

Trudna i niebezpieczna służba policjantów pełniących służbę na wodzie czasami przynosi niecodzienne sytuacje. Tak też było pod koniec ubiegłego tygodnia, kiedy mundurowi patrolujący łodzią Wisłę na wysokości ul. Winnica na środku nurtu zauważyli ptaka, który potrzebował pomocy – miotał się próbując uwolnić się z żyłki wędkarskiej, w którą był zaplątany.

– Kiedy podpłynęliśmy bliżej zauważyliśmy, że w dziobie mewy tkwi wędkarski haczyk – mówi mł. asp. Marek Tokarski. – Nie zastanawialiśmy się ani chwili i podążyliśmy mu z pomocą. Podpłynąłem łodzią najbliżej jak się dało, a współtowarzysze wyciągnęli mewę na pokład. Ptak był spokojny i zachowywał się tak, jakby wiedział  widział, że chcemy mu pomoc. Po rozplątaniu więzów i wyjęciu z dzioba haczyka popłynęliśmy w stronę przystani. W czasie drogi ptak był bardzo spokojny i nawet dał się pogłaskać.

Mewa nazwana została Ewa. Jak zaznaczają mundurowi, nie mają jednak pojęcia, czy to samiec, czy samica.

-Już po dopłynięciu do przystani wysadziliśmy mewę na pomost – podsumowuje mężczyzna. – W ogóle się nas nie bała i pozwoliła zrobić sobie kilka zdjęć, a potem odleciała – dodaje mł. asp. Marek Tokarski.