Na początku października Oratorium na Bydgoskim Przedmieściu świętowało dwie dekady działalności

Rocznie w Oratorium pojawia się ok. 150 podopiecznych. W tym miejscu mogą wspólnie odrabiać lekcję, zjeść ciepły posiłek i oddać się zabawie (fot. Adam Zakrzewski)

Od 20 lat pokazują właściwe ścieżki dzieciom i młodzieży. Ich pracę najlepiej podsumowują podziękowania płynące od wychowanków po kilku latach od założenia własnych rodzin. Świetlica ojców michalitów na Rybakach to jakość w kształtowaniu ludzkich charakterów zdobyta ciężką praca nad wychowaniem młodego człowieka.

Dziennie w budynku przy kościele Św. Michała Archanioła i bł. Ks. Bronisława Markiewicza pojawia się nawet kilkadziesiąt dzieci, które nie zawsze mają warunki do nauki w domu. W skali roku jest tu ich nawet 150.

– Byliśmy pierwszą placówką pomocy dziennej w Torunia i niedawno w Dworze Artusa świętowaliśmy nasz jubileusz – mówi ks. Krzysztof Winiarski, obecny dyrektor Oratorium. – Mieliśmy okazję podziękować wszystkim, którzy przyczynili się do naszego rozwoju. Jeśli możemy mówić o tym, że odnosimy sukces, to tylko w kategoriach wychowawczych. Dokładamy wszelkich starań, aby to miejsce miało domowy klimat. Stąd chociażby tak prozaiczne rzeczy jak kiszenie kapusty w kuchni są bardzo ważne.

Jubileusz przez łzy

Do oratorium trafiają dzieci od piątego roku życia i często odwiedzają budynek przy ulicy Rybaki 59 do osiągnięcia pełnoletniości. Nierzadko po 18. urodzinach sami zostają wolontariuszami i pomagają swoim młodszym kolegom i koleżankom w lekcjach.

– Rocznie w naszych murach pojawia się ok. 30 wolontariuszy – mówi ks. Krzysztof Winiarski, który kieruje świetlicą od 8 lat. – Teraz przeżywamy jednak jedną ze smutniejszych historii naszego Oratorium.

Krótko po północy 12 października w pożarze budynku przy ul. Bydgoskiej zginęły dwie osoby, które były związane ze świetlicą – 16-latek, który przychodził na zajęcia do Oratorium oraz jego 21-letnia siostra będąca wolontariuszką. Zanim nią została, również korzystała z dobroci michalitów. Z tego powodu świetlica odwołała obchody Dnia Nauczyciela. Jednak wśród najmłodszych, którzy jeszcze nie są świadomi tragedii, wciąż panuje uśmiech. W końcu tu mogą śmiać się do woli, rozwijać swoje talenty, czy nadrabiać w spokoju szkolne zaległości.

– Nasza współpraca – pracowników, wolontariuszy i, co najważniejsze, dzieci jest bardzo ważna – dodaje ks. Krzysztof Winiarski. – Sporo osiągamy dzięki dużej bazie lokalowej. Nasi wychowankowie mogą tym samym korzystać z wielu kół zainteresowań. Nie jesteśmy zmuszeni ich ograniczać, bo mają spore pole do popisu.

Dwie dekady poświęcenia

Adam Żurowski pracuje w Oratorium praktycznie od początku istnienia świetlicy. Z wykształcenia jest doktorem nauk humanistycznych. U michalitów jest, jak sam żartuje, omnibusem.

– Praca tutaj wymaga, aby przygotować człowieka zarówno do matury jak i nauczyć go liter alfabetu – dodaje filolog polski po UMK. – Gdy pada pytanie, czy młodzież jest teraz gorsza, zaprzeczam. Jest po prostu inna. Jej największym problemem jest to, że nie mają autorytetów. Teraz idą śladem idoli, a to nie jest to samo.

Gdy rozmawialiśmy z „omnibusem”, przyznał, że właśnie tego dnia obchodził 65. urodziny. Zachował tę informację dla siebie, żeby nie burzyć żałoby po stracie dwóch bliskich świetlicy osób.

– Każdemu z nas można na pewno życzyć sił do dalszej posługi – dodaje Adam Żurowski. – Jednak nic tak nie motywuje do pracy, jak wychowanek, który przyjeżdża z żoną i dwójką dzieci, aby podziękować za cały trud naprawiania jego świata.