Najpierw pokonać siebie

Swoim świetnym występem na mistrzostwach Europy, Adam Waczyński przyciągnął wzrok wielu skautów zespołów z NBA. (fot. Łukasz Piecyk)

Urodził się 26 lat temu w Toruniu. Karierę rozpoczął w klubie WAX – założonym przez ojca i dziadka. Geny koszykarskie ma znakomite. Teraz coraz głośniej mówi się, że dostanie swoją szansę w NBA – najlepszej lidze świata

To w Marcinie Gortacie upatrywano lidera polskiej kadry podczas Eurobasketu 2015. Turniej zrodził jednak innego bohatera. Bezsprzecznie liderem reprezentacji był nasz krajan Adam Waczyński. Polska odpadła po dramatycznym meczu z Hiszpanią w 1/8, ale pozostawiła po sobie bardzo dobre wrażenie. Koszykarz rodem z Torunia wyjaśnia dla „Tylko Toruń”, czego brakuje temu pokoleniu, żeby odnosić sukcesy na arenie międzynarodowej.

Szczepan, dziadek Adama Waczyńskiego, był bardzo zdolnym zawodnikiem. Przez kilka lat był nawet kapitanem AZS Toruń i zagrał w reprezentacji kraju. We Włocławku poprowadził klub do historycznego medalu mistrzostw Polski.

– Od zawsze wiedzieliśmy, że Adaś będzie grał w koszykówkę – mówi Witold Waczyński, niegdyś koszykarz, a później trener. – Wszyscy kochaliśmy ten sport, więc od najmłodszych lat syn odbijał piłkę o podłogę. Najpierw lżejszą i nie taką twardą. Celnie rzucał już jako maluch. Dlatego postanowiłem, że założę w Toruniu klub dla juniorów, żeby syn miał wszystko, czego potrzebuje.

Jak pomyślał, tak zrobił. A teraz zbiera żniwo.

– Z wielkim wzruszeniem oglądałem Mistrzostwa Europy – mówi Witold Waczyński. – Wiem na co stać Adama, ale do tej pory w reprezentacji nie miał szczęścia. Mam nadzieję, że ta karta odwróciła się na dobre.

Najlepszy polski koszykarz Eurobasketu 2015 studzi entuzjazm i nie popada w huraoptymizm.

– Każdy, kto chce się rozwijać i dojść do jakiegoś poziomu, musi dostrzegać mankamenty w swojej grze – mówi Adam Waczyński. – Ja takie, co oczywiste, także widzę. Muszę pracować nadal nad grą w obronie. W tym roku było już lepiej, ale nadal brakuje mi tężyzny fizycznej, żeby na pozycji numer 3 walczyć z silniejszymi od siebie.

A właśnie fizyczność może zadecydować o przyszłości naszego koszykarza. Za oceanem w najlepszej lidze świata – NBA – gra oparta jest na szybkości i tężyźnie.

– Do niedawna myślałem, że to liga nie dla mnie, bo jestem za słabym atletą. Jakieś sygnały pojawiły się jednak niedawno, ale na razie to nic konkretnego. Na nic nie liczę. Co ma być to będzie. Muszę mieć chłodną głowę i robić swoje, a na pewno będę się rozwijał.

Występ na Eurobaskecie Waczyński ocenia jako dość udany. Żałuje pojedynku z Hiszpanią, w którym toczyliśmy wyrównaną rywalizację do końca trzeciej kwarty.

– Zabrakło nam doświadczenia i ogrania w takich meczach – mówi gwiazda kadry. – Problem zawsze jest w głowie. Żeby pokonać rywala, najpierw trzeba pokonać samego siebie. A my często w starciu z legendami, jak Pou Gasol, mamy gorące głowy. A w koszykówce trzeba być wyrachowanym.

O angażu w NBA mówi ostrożnie. Dobrą robotę promocyjną zrobił mu wśród tamtejszych agentów nasz jedynak w tej lidze i kolega z reprezentacji – Marcin Gortat.

– Nie podpytywałem go jeszcze o niuanse związane z grą w elitarnym towarzystwie – mówi Adam Waczyński. – Póki co nie ma powodu, żebym mu zawracał głowę.

Rodzina koszykarza wierzy jednak, że świetny występ na mistrzostwach Europy nie pozostanie bez echa.

– Ze szczęścia bym się chyba popłakał, gdyby mój syn zagrał w NBA – mówi Witold Waczyński. – Gdy uczyłem go pracy nadgarstkiem podczas rzutu, to nawet nie przypuszczałem, że tak daleko zajdzie. Jestem jego najwierniejszym fanem.