Najsłynniejszy głos w Toruniu? To Andrzej Langer

Był zawodowym żołnierzem, gdy w wypadku doznał uszkodzenia kory mózgowej i stracił umiejętność liczenia. Wrócił więc tam, gdzie się wychował i dorastał – do Torunia. Dziś jego tubalny głos słychać regularnie na ulicach Starego Miasta. Andrzej Langer – „żywa reklama”, symbol ulicy Szerokiej.

Niektórzy mówią o nim „krzykacz toruński”. On sam woli miano „Głosu Starówki”, pod którym zaistniał już na Facebooku na swoim fanpage’u. Spacerując po ulicach Torunia, deklamuje wymyślane przez siebie teksty reklamowe.

Skąd wziął się ten genialny pomysł na interes? Z konieczności życiowej. Andrzej Langer jest byłym żołnierzem zawodowym. Po przejściu na wcześniejszą emeryturę szukał różnych form dodatkowego zatrudnienia. Imał się między innymi zajęcia agenta ubezpieczeniowego. Sytuację życiową pana Andrzeja skomplikował poważny wypadek komunikacyjny, w wyniku którego doznał silnego niedokrwienia kory mózgowej. Jego skutkiem było między innymi zatracenie umiejętności liczenia. Były żołnierz nie poddaje się jednak tak łatwo – był zdeterminowany, by wciąż walczyć z przeciwnościami losu.

– Tak się czasem zdarza – wspomina. – Uznałem jednak, że to nie powód, by się położyć i czekać na śmierć. Chciałem coś robić, a czułem w sobie jeszcze wiele energii do działania. Szukałem nowej możliwości spełnienia i zająłem się pracą reklamową.

Początkowo pan Andrzej zajmował się roznoszeniem ulotek, ale zorientował się, że w pracy może z powodzeniem wykorzystywać swój naturalny dar. Specyficzny, natychmiast rozpoznawalny, bardzo donośny głos, słyszalny w promieniu wielu metrów. I nienaganną dykcję. Zaistniał więc jako „żywa reklama”, nie potrzebując do tego żadnego sprzętu. Jego głos dociera w każdy zakamarek Starówki i nie sposób przejść obok niego obojętnie.

– Zaczynałem od reklamowania pubów, restauracji czy hoteli – mówi. – Ludzie zaczęli kojarzyć mój głos, zaczęły przychodzić kolejne propozycje pracy. W ubiegłym sezonie zapraszałem też do Domu Legend Toruńskich.

Pomysł okazał się strzałem w dziesiątkę. Głos Starówki osiągnął tak wielką rozpoznawalność wśród torunian, że lokale, do których zaprasza, są już znane chyba każdemu bywalcowi starówki. Właściciele lokali są bardzo zadowoleni ze współpracy z Langerem.

– Zanim pan Andrzej zaczął reklamować nasz pub, kojarzyłem jego charakterystyczny głos podobny trochę do lektora filmowego – wspomina Arkadiusz Grochowski, jeden z pracodawców Głosu Starówki. – Jego działalność to bardzo skuteczna forma reklamy, która doskonale pasuje do klimatu naszego lokalu.

Przybywają kolejne oferty zatrudnienia, ale pan Andrzej podkreśla jednak, że właśnie ze względu na natychmiastowe skojarzenia z firmowanymi miejscami starannie wybiera pracodawców.

– Zdarzały się sytuacje, że zaczynałem reklamować jakieś miejsce i widziałem, że klienci wychodzili z niego niezadowoleni – opowiada. – W takich sytuacjach wolę sam zrezygnować, bo jeśli coś firmuję, to powinno to mieć określoną markę.

„Żywa reklama” jest nie tylko skuteczna z punktu widzenia marketingowego, ale jest też chyba jedyną jej formą, która budzi autentyczną sympatię klientów. Głos Starówki stał się jej nieodłącznym elementem, rzec można – jedną z jej atrakcji.

– Chociaż chodzę po ulicy przez cały czas, tylko raz spotkałem się z negatywną reakcją – wspomina. – Pewnego wieczoru zostałem uderzony przez mężczyznę, ale był on pod wpływem narkotyków i nie kontrolował się. Za wyjątkiem tego incydentu zawsze jestem odbierany pozytywnie.

Przechodnie przysłuchują się panu Andrzejowi z życzliwością, tym bardziej, że jest on ujmującym rozmówcą, którego zawsze można zapytać o informacje na temat Starego Miasta. Spacerując jego ulicami codziennie, zna przecież swoje miejsce pracy jak nikt.

– Miałem pomysł, by rozszerzyć działalność i poprowadzić Mobilny Punkt Informacji – przyznaje. – Jestem w ruchu cały czas, znam dobrze Starówkę, więc pomyślałem, że można by zebrać kilka takich osób, które mogłyby udzielać turystom praktycznych informacji, np. o najbliższym bankomacie czy drodze na Bulwar Filadelfijski. Przedłożyłem ten pomysł prezydentowi Zaleskiemu, ale usłyszałem w odpowiedzi, że miasto nie ma na to pieniędzy. Okazało się, że sam musiałbym zainwestować w mapki turystyczne i zbierać do nich ogłoszenia, które finansowałyby projekt. Stwierdziłem, że to zupełnie nie dla mnie i zostałem przy tym, co teraz.

Pan Andrzej jest absolutnym innowatorem, jeśli chodzi o reklamę uliczną w naszym mieście. Na tak prosty i genialny pomysł nikt przed nim w Toruniu nie wpadł – a może nikomu nie starczyło tyle odwagi. „Żywa reklama” jest skuteczna i niezawodna – wystarczy jedno spotkanie z głosem pana Andrzeja, by zapamiętać go na zawsze.

– Zdarza się, że na mój widok ktoś w autobusie zakrzyknie jedną z moich zapowiedzi – mówi z uśmiechem pan Andrzej. – Ludzie powtarzają te moje wierszyki. To bardzo miłe, bo dzięki temu wiem, że moja żywa reklama naprawdę działa. Ale nie czuję się toruńskim celebrytą… Cieszę się, że moja praca jest doceniana, zarówno przez pracodawców, jak i przechodniów. Uśmiech na twarzach torunian jest dla mnie znakiem, że to, co robię, ma sens.