Masz dla nas temat?
Coś Cię denerwuje?
napisz: redakcja@tylkotorun.pl
zadzwoń: 733 842 795
Masz dla nas temat? Coś Cię denerwuje? napisz: redakcja@tylkotorun.pl zadzwoń: 733 842 795
Najsłynniejszy toruński streetworker stracił głos. Pomóżmy mu znowu przemówić
Maciej Koprowicz 23 września, 2016, 11:22 Aktualności
region_majster_007_piec
Majster ze światem porozumiewa się za pomocą tabliczki (fot. Łukasz Piecyk)

Każdy zna go pod ksywą Majster. Sam siebie nazywa ziomem ulicy. Jego współpracownicy mówią, że żyje dla pomagania innym. Wyciągnął znad życiowej przepaści wielu młodych ludzi, ale teraz sam potrzebuje pomocnej dłoni.

W Toruniu znają go wszyscy. Kiedy robiliśmy sesję zdjęciową do tego artykułu pod siedzibą Stowarzyszenia Wolontariuszy Wobec HIV/AIDS „Razem” na Jęczmiennej, Majstra pozdrawiał prawie każdy przechodzień, machał mu zza szyby niemal każdy kierowca. Wielu podchodziło przybić mu piątkę, witając się słowami: „siema, ziom!”.

– To jest taki człowiek, że z nim się rozmawia, jakby się go znało całe życie – mówi Artur Muras ze Stowarzyszenia „Razem”, współpracownik i przyjaciel Majstra. – W swojej pracy połamał wszystkie kanony, czasem kanony zdrowego rozsądku… Mistrz pierwszego kontaktu. Z każdym się dogada, nawet w sytuacji beznadziejnej. Jak nikt umie rozmawiać z młodzieżą, o jej problemach jej językiem. Nie możemy pozwolić, by ten wyjątkowy głos zamilkł.

Majster naprawdę nazywa się Zdzisław Betlejewski. To najsłynniejszy toruński streetworker, czyli ktoś pracujący z uzależnionymi i pomagający im wychodzić na prostą. Robi to od 23 lat. Zgarnia ze starówki i innych części Torunia młodzież, której coś się w życiu pokićkało – wpadła w narkotyki, alkohol i inne używki. Traktują go jak swojego, bo sam wygląda jak zbuntowany młodzieniec, w motocyklowej kurtce, ciężkich butach i z dredami.

– Wiele razy widziałam Zdzisława na Wrzosach, jak śmigał kolorowo ubrany swoim motorem – opowiada Teresa Szeląg, której synowi Majster pomógł wyjść z nałogów. – Jego wygląd, ale też niesamowita energia przyciągają młodzież. Zawsze powtarza dzieciakom: ziomy, kocham was! Zdzisław nikogo nie ocenia, on rozumie. Pokazuje młodym ludziom swoim przykładem, że wyjście z nałogu naprawdę jest możliwe. A pozostałych przekonuje, by mocno się zastanowili, zanim spróbują wejść w to bagno. „Uważaj, z kim tańczysz”, mówi.

Współpracownicy podkreślają, że ten wyjątkowy kontakt z młodzieżą bierze się nie tylko z charyzmy Majstra, ale też jego osobistych doświadczeń, których nie ma żaden dyplomowany terapeuta. Zdzisław w młodości miał te same problemy, które teraz pomaga rozwiązywać innym. Pochodził z trudnej rodziny, przemoc była dla niego codziennością. Brał wszystkie możliwe dragi, podejmował wiele prób detoksu, ale bezskutecznie. Zapytany o to, co dało mu siłę do pokonania nałogu, wyjmuje z torby Biblię.

– Do 24. roku życia walczyłem z uzależnieniem, ale zaufałem Bogu – wspomina Majster. – W dziewiątym i ostatnim ośrodku, w którym się leczyłem, Nowej Nadziei w Janowicach Wielkich, otrzymałem od duchownego sygnał, że mogę być pomocą w punktach konsultacyjnych dla takich osób jak ja. Poczułem, że to jest właśnie moja służba…
Od tamtej pory Zdzisław poświęcił się pracy streetworkera. Nigdy więcej nie brał narkotyków, chociaż cały czas kroczy przez ciemną dolinę, w której czyha pełno pokus. Ale jest silny, bo został dilerem najmocniejszego towaru na świecie – miłości i miłosierdzia.
– Majster podchodzi czasem do młodych ludzi wystających pod klubami. Widzi, że czekają na dilera i narkotyki – mówi Artur Muras. – Pyta ich: „Chcecie dobry towar? Za darmo?”. Na pytanie, co to za narkotyk, odpowiada: „Mój towar to wiara w Boga”.

Dzięki wierze i zaufaniu do Najwyższego Zdzisław nie traci ducha nawet w najtrudniejszych chwilach. Takich jak teraz – zmaga się z nowotworem, który zaatakował krtań. Majster nie może już mówić, ale jego uśmiech wyraża więcej niż tysiąc słów.

– Teraz jest spoko. Ból i cierpienie zostawiłem w jaskini – pisze na tabliczce, która służy mu do porozumiewania się z otoczeniem. Jest spoko, ale radioterapia oraz leki pochłaniają większość oszczędności streetworkera. Aby mógł nadal rozmawiać ze swoją ukochaną młodzieżą, potrzebuje syntezatora mowy, który kosztuje 3 tysiące złotych. Przyjaciele, współpracownicy i osoby, które zgarnął ze złej drogi, starają się mu pomóc, jak tylko mogą. 1 października organizują koncert charytatywny, z którego dochód przeznaczony będzie na leczenie Betlejewskiego. Rozpoczną o 17 w Sali Zespołu Szkół Muzycznych w Toruniu przy ul. Szosa Chełmińska 224. Biletem wstępu będą cegiełki, które kosztują 10 zł i można je kupić w księgarni „Tania Książka” przy ul. Małe Garbary 26. Dla Zdzisława zagrają zaprzyjaźnione zespoły Muras Project oraz Zagadka. Nikt nie ma wątpliwości, że z małą pomocą swoich przyjaciół ziom ulicy wciąż będzie działał. Bo dobra karma wraca.

– Zdzichu robi dobrą robotę, to co robi, jest jak poezja – mówi jego przyjaciel, muzyk Piotr Kamiński. – Są osoby, które wiedząc, że dostały od życia coś wyjątkowego, chcą to przekazywać dalej. Taki właśnie jest Majster.

Piotr Michalczewski, wolontariusz Stowarzyszenia „Razem” dodaje: – W Toruniu każdy postrzega go jako dobrego ducha. Majster to człowiek, który chce pomagać i w tym celu nie ustąpi przed niczym i zrobi wszystko. To nie jest pomoc, która jest dodatkiem do życia – to życie przez pomoc.

Pomóc Majstrowi możesz, wpłacając pieniądze na konto Stowarzyszenia Dzieciom i Młodzieży Wędka im. każdego Człowieka 73 2030 0045 1110 0000 0429 9480 BGŻ BNP Paribas S.A. (w tytule wpłaty „Dla Majstra).


Komentarze

komentarzy

| E-wydanie
| Facebook
| Czytaj także