Nie mają nic do ukrycia

Padła propozycja, aby przenieść schronisko na ul. Kociewską. (fot. Łukasz Piecyk)

Gdy dzieje się krzywda tym, którzy sami o siebie nie zawalczą, walczymy my. Tak jest ze zwierzętami. Kiedy mieszkańcy Bydgoskiego Przedmieścia skarżyli się na Schronisko dla Bezdomnych Zwierząt w Toruniu, od razu przeprowadzono w nim kontrolę. Na szczęście zwierzakom nie dzieje się krzywda.

Podczas jednego ze spotkań rady okręgu Bydgoskiego Przedmieścia posypały się skargi na toruńskie schronisko. Obecny na nim radny miejski Karol Wojtasik obiecał, że zajmie się sprawą. Słowa dotrzymał. Wraz z dwojgiem innych radnych, Dagmarą Tuszyńską i Pawłem Gulewskim, stworzył zespół kontrolny.

– Docierające do nas skargi dotyczyły zaniedbanych zwierząt, brudnych kojców i ciągłej rotacji wśród wolontariuszy – informuje Karol Wojtasik. – Wraz z dwojgiem innych radnych udaliśmy się do schroniska. Sprawdziliśmy dokumenty, zbadaliśmy księgowość, obeszliśmy wszystko dokładnie i odbyliśmy rozmowę z panią kierownik Agnieszką Szarecką. Zwierzęta są naszym zdaniem pod dobrą opieką i krzywda na pewno im się nie dzieje.

Dodał, że szefowa schroniska podczas kontroli wyjaśniła, że problem z wolontariuszami występuje ze względu na brak wiedzy niektórych osób. Czasem nowi wolontariusze chcą wprowadzać w życie swoje zasady, łamią przy tym i burzą harmonogram działalności schroniska, nie zdając sobie sprawy z konsekwencji tych poczynań. Często odchodzą sami, czując się niesłuchani, czasem też kierownictwo rezygnuje z ich pomocy. Jedyną uwagą skierowaną do kierowniczki schroniska była konieczność wprowadzenia księgowości w formie elektronicznej.

Podczas spotkania rady okręgu mieszkańcy zaproponowali, by przenieść schronisko na ul. Kociewską. Byli zdania, że nieprzyjemne zapachy z kojców odstraszają użytkowników położonych niedaleko parku czy hali targowej.

– Pani kierownik wyjaśniła nam, że jeśli przeniesiemy schronisko w miejsce, w które nie docierają nawet autobusy, to na pewno władze schroniska nie będą mogły liczyć na pomoc wolontariuszy – mówi radny. – Osobami wspierającymi schronisko są najczęściej mieszkańcy Bydgoskiego Przedmieścia i studenci mieszkający przy ul. Gagarina. Mają więc blisko do zwierzaków. Zgodziłem się z tymi argumentami.
Agnieszka Szarecka w rozmowie z nami przyznała, że przechodzi kilka kontroli rocznie i uważa to za zasadne. Dodała, że gdyby wszystkie schroniska były kontrolowane, nie dochodziłoby do patologii, które zdarzają się w Polsce.

– Zaskoczeniem był dla mnie jedynie fakt zgłaszania skarg przez mieszkańców Bydgoskiego Przedmieścia – stwierdza. – Wydawało mi się, że z nami sympatyzują…

Dodała, że nie została zapoznana z zarzutami, a szkoda… Bo jeśli ze strony schroniska wystąpiła jakakolwiek uciążliwość dla mieszkańców, warto to przedyskutować. Zapytana o to, czy pomoc finansowa ze strony miasta wystarczy na prowadzenie ośrodka, odparła, że nie byłaby dobrym kierownikiem, gdyby uważała ją za wystarczającą.

– Zwłaszcza że stale podnosimy poziom opieki nad naszymi podopiecznymi. Zresztą oczekiwania społeczne wobec schroniska stale rosną, i słusznie – przyznaje. – Odczuwamy jednak, że rośnie również wsparcie od lokalnej społeczności. Widać to w przypadku prośby o dary, kiedy jesteśmy w trudniejszej sytuacji ze względu na liczbę zwierząt (sezonowo i niestety cyklicznie) lub w przypadku chociażby głosowania w budżecie partycypacyjnym.