Nie zwolniono, rozwiązano tylko umowę. Anna Sobecka zaniepokojona losem toruńskich nauczycieli

Fot. Łukasz Piecyk

Reforma edukacji wprowadzona przez PiS miała być całkowicie bezkosztowa i w żadnym razie nie miała dotknąć nauczycieli. I się to niemalże udało.

Od samego początku słynnej „reformie pisanej nocą”, czyli reformie edukacji zaproponowanej przez obecny rząd, towarzyszyły niezdrowe emocje. Były protesty i ogólnopolskie strajki. Na niewiele się jednak to zdało. Reforma weszła w życie i ma się dobrze… Ma się dobrze?

Ostatnio o zwalnianych z pracy toruńskich nauczycieli upomniała się posłanka PiS Anna Sobecka, klubowa koleżanka minister Zalewskiej. Pozwala to przypuszczać, że jednak nie wszystko układa się tak, jak by rząd sobie tego życzył.

Posłanka zaniepokojona losem toruńskich nauczycieli przypomniała minister, że „wprowadzenie reformy miało się odbyć właściwie bez kosztów, tymczasem w samym tylko Toruniu magistrat musiał wydać już 500 tys. zł na przystosowanie budynków oraz ponad 1,5 mln zł na dodatkowe wyposażenie klas dla starszych uczniów szkół podstawowych”. Następnie Sobecka dzieli się z Zalewską „najbardziej niepokojącą informacją”, którą jest to, że „wbrew rządowym zapowiedziom skutki reformy w oświacie odczuło 200 toruńskich pedagogów: 30 straciło pracę, 90 zmniejszono etaty, reszta planuje urlopy zdrowotne, ratując się w ten sposób przed zwolnieniem”. Interpelacja kończy się przypomnieniem zapewnień pani minister, iż „zmiany nie spowodują zwolnień nauczycieli” oraz obietnicy, że „dzięki reformie w samym Toruniu potrzebnych będzie 22 nauczycieli”.

– Oczywiście nie są to zarzuty pod adresem pani minister czy samej reformy – mówi posłanka Anna Sobecka. – Pisząc tę interpelację, cytowałam jedynie zdanie totalnej opozycji. Chodziło mi jedynie o upewnienie się, że wszystko działa jak należy. Minister Anna Zalewska rozwiała wszelkie moje wątpliwości.

Minister Anna Zalewska na zapytania posłanki odpowiedziała rzeczowo. Nauczycieli nie zwolniono, tylko nie przedłużono im umów. Z niektórymi rozwiązano jedynie stosunki pracy. Nie są to zresztą żadne „zwolnienia”, a zwykłe „fluktuacje”. Jeśli nawet się gdzieś przytrafiły, to nie na skutek reformy, a z powodu niżu demograficznego. Jest też zbyt wcześnie, by mówić o konkretnych danych, bo te będą znane dopiero w trzecim kwartale tego roku. Szacunki podawane przez ZNP są nieprawdziwe i wyssane z palca.

– O rzeczywistych ruchach kadrowych Związek Nauczycielstwa Polskiego przestał być informowany na skutek zmiany w prawie oświatowym – mówi Urszula Polak, prezes ZNP w Toruniu. – Faktyczne szacowanie liczby zwolnień jest bardzo utrudnione.

O jakich szacunkach mowa?

Z danych ZNP zebranych do 30 września wynika, że w województwie kujawsko-pomorskim zwolniono 439 nauczycieli. W całym kraju liczba ta wynosi 6 492. I rzeczywiście są to dane niepełne, ponieważ obejmują jedynie 70 proc. szkół. Reszta miała odmówić przesłania informacji.

Jak do argumentu liczb, które „mówią same za siebie”, odniosła się pani minister?
Zalewska napisała: „Na chwilę obecną (9.10.2017 r.) informuję, że z danych uzyskanych od Kujawsko-Pomorskiego Kuratora Oświaty wynika, iż z dniem 1 września 2017 r. w Toruniu nie przedłużono umów 168 nauczycielom zatrudnionym na czas określony (najdłużej do dnia 31 sierpnia 2017 r.) oraz rozwiązano stosunki pracy z 34 nauczycielami”.

Czyli w wyniku reformy zostali oni zwolnieni?

Minister odpowiada na to, że w rzeczywistości reforma edukacji chroni miejsca pracy nauczycieli. Jeśli nawet ktoś stracił pracę, to dlatego, że zachodzą zmiany demograficzne. Poza tym jest to wina samorządów i dyrektorów szkół. Bo to ich „indywidualne decyzje bezpośrednio przekładają się na strukturę zatrudnienia w szkołach”.

Przypomnijmy, że w styczniu tego roku minister Anna Zalewska podpisała się pod stwierdzeniem: „Żaden nauczyciel nie straci pracy w związku z reformą”. I właściwie nie stracił. Rozwiązano z nim tylko umowę.