Niewidomy torunianin mierzy w Ironmana

Marzeniem niewidomego Piotra Śliwińskiego z Torunia jest udział w Ironmanie (fot. nadesłane)

– Idąc przez miasto, wiem, gdzie jest kiosk Ruchu, ponieważ czuję zapach gazet – mówi niewidomy sportowiec. – Zmysłem węchu posługuję się tylko z konieczności. Osoba widząca nie ma potrzeby przyjmowania na ulicy innych bodźców niż wzrok. Podobnie jest w sporcie, do którego rozbudziłem w sobie ogromną miłość.  

Piotr Śliwiński na co dzień pracuje jako technik masażysta w Miejskiej Przychodni Specjalistycznej w Toruniu. To właśnie tam ma swoje królestwo. Leżąca w rogu pokoju biała laska jest tylko potwierdzeniem, że wąskie korytarze zna na pamięć. Niepełnosprawność nie jest więc żadną przeszkodą w spełnianiu swoich marzeń – zarówno zawodowych, jak i prywatnych. 

– Już jako dziecko byłem krótkowidzem – mówi Piotr Śliwiński. – Całkowicie wzrok straciłem w wieku 13 lat, wskutek wypadku na sankach. Dwa lata wcześniej na jedno oko, kiedy ktoś trafił we mnie workiem z tenisówkami. Nastąpiło nieodwracalne odwarstwienie siatkówki. 

Mimo wypadku Piotr się nie poddał. Pasję odnalazł w sporcie. Pierwsze sukcesy odnosił już w szkole dla niewidomych i słabowidzących w Bydgoszczy, trenując biegi lekkoatletyczne oraz skok w dal. Karierę zawiesił, aby rozpocząć pracę w bydgoskim GRYF-ie (gdzie podjął się drobnych zadań) oraz – jako pierwszy niewidomy – ukończyć toruńskie Centrum Kształcenia Ustawicznego. Chcąc realizować się zawodowo, wyjechał do Krakowa, gdzie w 1997 roku ukończył studium masażu leczniczego. 

Do sportu powrócił w 2010 roku, wsiadając na tandem. Obecnie należy do klubu sportowego Łuczniczka w Bydgoszczy, gdzie wraz z pilotem przed laty trenował kolarstwo tandemowe. 

– Osoby niewidome, które chcą uprawiać sport, napotykają poważny problem: brak pilotów – mówi Piotr Śliwiński. – Myślę, że ci boją się odpowiedzialności. Ich szukanie bardzo mnie zniechęciło do sportu i zdecydowałem się odłożyć pasję na drugi tor. 

Udział w bydgoskim triathlonie niewidomemu mieszkańcowi Torunia zaproponował Tomek Chmurzyński z Łuczniczki. Wtedy właśnie Piotr Śliwiński poznał Zbigniewa Wiśniewskiego, sołtysa Olimpina w gminie Nowa Wieś Wielka, który postanowił zostać jego pilotem. 

– Decyzja o wystartowaniu w triathlonie była spontaniczna – tłumaczy sołtys Olimpina. – Aby trenować, co kilka dni przyjeżdżałem do Piotra. I choć ten był pełen obaw przed startem, wspólnie przełamaliśmy strach. 

Razem trenowali w Toruniu oraz Bydgoszczy – jeździli na tandemie, biegali i pływali. Odpowiednie komendy pilota pozwoliły zsynchronizować ruchy w każdej z dyscyplin.  

– Pływanie ćwiczyliśmy w Bydgoszczy – relacjonuje Piotr Śliwiński. – Próbowaliśmy wielu kombinacji. W końcu, po konsultacji z instruktorem, zdecydowaliśmy, że będę płynął za Zbyszkiem. Biegi trenowaliśmy w lesie i, choć to trudny teren, bo wszędzie są wystające kamienie i gałęzie, przewodnik spisał się na medal. Był bowiem odpowiedzialny za dwie osoby. W rękach trzymaliśmy krótką linkę, dzięki której mogłem zachować orientację. 

Na metę triathlonu panowie dobiegli jako trzeci, zdobywając wymarzony puchar i medale. Zawody były dla torunianina nowym doświadczeniem, ponieważ pierwszy raz brał udział w tego typu rywalizacji. Teraz chce się zmobilizować i rozpocząć przygodę z bieganiem. 

Sportowcy już myślą o kolejnych wspólnych treningach i zawodach. 

– Chcemy wystartować w Półmaratonie Świętych Mikołajów – mówi Piotr Śliwiński. – Wspólne trenowanie ze Zbyszkiem jest jednak utrudnione, bo on mieszka pod Bydgoszczą.
Siłą rzeczy tych treningów nie ma tak często. Dla osoby niewidomej najlepszym rozwiązaniem byłaby bieżnia, wtedy trening mógłbym robić codziennie. 

Jak torunianin sam podkreśla, do tej pory miał wielkie szczęście do przewodników. I choć będąc osobą wcześniej widzącą, ma większą świadomość środowiska, w którym się porusza, niż osoba niewidoma od urodzenia, pomoc pilota jest bardzo ważna. 

W tym roku triathlonista z Torunia miał okazję wraz z bliskim sąsiadem wystartować w Velo Toruń, zawodach kolarskich organizowanych przez Michała Kwiatkowskiego. Jako jedyni mogli jechać tandemem, choć takiej kategorii nie było.  

– Coraz częściej spotykam się z otwartością innych na osoby niepełnosprawne – podsumowuje Piotr Śliwiński. – W przyszłości więc chcę ze Zbyszkiem wziąć udział w Półmaratonie Świętych Mikołajów, a może za kilka lat będę w stanie sprawdzić się w Ironmanie? Mógłbym, oczywiście żartobliwie, powiedzieć, że osobiście nie widzę przeszkód. Wierzę w to, co robię i nigdy się nie poddam.