Nieznany sprawca rozrzucił na wybiegu dla psów wędliny z gwoździami

Wędliny z pociętymi gwoździami znaleziono na wybiegu przy ulicy Uniwersyteckiej (fot. Adam Zakrzewski)

Parówki z nieznaną substancją na Legionów, mielone mięso z trutką na szczury na Lelewela – na takie “niespodzianki” natknęli się w ostatnich miesiącach mieszkańcy Torunia, którzy wychodzili ze swoimi pupilami na spacer. Niedawno na wybiegu dla psów przy ulicy Uniwersyteckiej znaleziono bryłę mięsa naszpikowaną pociętymi gwoździami.

Michał Ostrowski wyszedł ze swoim labradorem na spacer. Ze znajomymi umówił się na psim placu zabaw w pobliżu dworca PKS.

– Wypuściłem mojego psa luzem, ale na szczęście nie zdjąłem mu kagańca – mówi mieszkaniec Torunia. – Gdy wszedł do tamtejszego labiryntu, zauważyłem, że coś odbija się o ścianki tunelu. Okazało się, że to kawałki jakiegoś mięsa, a obok leżały gwoździe. Mój pies przez kaganiec zjadł trochę tej wędliny. Widać było, że wcześniej została już naruszona przez innego zwierzaka.

Właściciel ruszył z psem do kliniki weterynaryjnej, aby upewnić się, że wszystko z nim w porządku.

– Zbadaliśmy to mięso pod kątem obecności trutki na szczury, która należy do najczęściej używanych substancji przez osoby działające na szkodę zwierząt – tłumaczy Jarosław Głowacki z kliniki weterynaryjnej. – Zauważyliśmy także, że gwóźdź był pocięty tak, jakby ktoś go porcjował do innych dawek.

Psu nie stało się na szczęście nic poważnego – zwymiotował jedynie zjedzone na wybiegu mięso. Wykrycie osoby odpowiedzialnej za rozrzucenie gwoździ jest jednak utrudnione, bo na żadnym z sześciu psich wybiegów w Toruniu (do końca tego półrocza powstaną kolejne trzy) nie ma kamer.

– Wszystkie wybiegi są nadzorowane przez firmy obsługujące tereny zieleni w tym rejonie w zakresie uzupełniania worków na nieczystości i usuwania odpadów – wyjaśnia Aleksandra Iżycka, rzecznik prasowy prezydenta Torunia. – Monitoringu nie ma.

Ewa Włodkowska, prezes Toruńskiego Towarzystwa Ochrony Praw Zwierząt, zauważa, że w ciągu ostatnich kilku miesięcy zdechło kilka psów po tym, gdy spróbowały mięsa zostawionego na ulicach czy trawnikach.

– Ostatnio sygnały tego typu ucichły – mówi Ewa Włodkowska. – Ciszę przerwał incydent z ulicy Uniwersyteckiej. To przerażające.

Zarówno prezes Towarzystwa jak i Zbigniew Jaskólski, wieloletni działacz na rzecz ochrony zwierząt, mają podobne zdanie na temat tych zdarzeń.

– Podejrzewam, że sprawcą jest osoba, której ewidentnie przeszkadzają wybiegi czy obecność zwierząt – twierdzi Jaskólski.

Aby uniknąć sytuacji, w której nasz pupil sięgnie po zatrute lub zanieczyszczone mięso, warto od małego uczyć go dobrych nawyków. Przykładowo, przed wyjściem na spacer warto podać mu porcję karmy i pamiętać o kagańcu.

– Dużo zależy jednak od samego charakteru psa – dodaje Ewa Włodkowska. – Inną sprawą jest ochrona zwierząt. Ustawa, która to reguluje, to często fikcja, bo dochodzenia często kończą się umorzeniem ze względu na małą szkodliwość społeczną. Ludzie czują się bezkarni.

Dowodem na to jest chociażby sytuacji sprzed kilku miesięcy, gdy jedna z mieszkanek Torunia wzięła psa ze schroniska. Gdy zwierzak zniszczył jej okulary, porzuciła go na mieście i zgłosiła, że w jej okolicy wałęsa się jakiś pies. Zapomniała tylko, że jej pupil miał czip, który doprowadził władze schroniska do nieodpowiedzialnej właścicielki.

Do samego schroniska trafiają głównie wygłodniałe i wynędzniałe zwierzęta. Obecnie samych psów jest tam ponad 400.

– Z zasady są nieufne, ale ich stan zmusza je do kontaktu z ludźmi – tłumaczy Agnieszka Wiśniewska, szefowa schroniska dla bezdomnych zwierząt. – W ostatnim czasie bardziej drastycznych przypadków nie było. Jedyny, który przychodzi mi teraz na myśl, to pies ze sznurkiem w jelitach.

Komenda Miejska Policji w 2014 roku interweniowała 10 razy w zdarzeniach związanych ze znęcaniem się nad zwierzętami. Możemy się jedynie domyślać, ile takich sytuacji nie wychodzi poza ściany domów.