Nowy sąd [felieton]

Mec. Łukasz Płaza, Kancelaria Płaza i Wspólnicy (fot. Łukasz Piecyk)

Głośna sprawa z Wrocławia uświadomiła nam jak ważny jest niezależny Sąd. 18 lat izolacji niewinnego człowieka to niewytłumaczalny dramat. Patrząc na ówczesne postępowanie musimy pamiętać pod jaką presją mediów i szczególnie zwierzchników działała prokuratura (musiał być jakiś oskarżony) i Sąd (kara musi być surowa). Być może zabrakło dociekliwości, może niezależności, może presja była zbyt duża.

Minęło 18 lat i spadkobiercy ówczesnego ministra sprawiedliwości reformują sądy w duchu PRL., tworząc instytucje nieformalnego nacisku na sędziów oraz pozwalające dobierać wyrokujących wedle uznania de facto ministra sprawiedliwości. Już pojawiają się pierwsze jaskółki – oto wiceprezes sądu „nakazuje” sędziom przychylniejszym okiem patrzeć na wnioski prokuratury. Już tak było. Nie sprawdziło się.

Brakuje jeszcze, żeby prokurator ponownie uzyskał prawo stosowania aresztu. Bo kto w końcu kto wie lepiej czy areszt by się nie przydał. A jak ktoś spędzi trochę czasu w izolacji, w doborowym towarzystwie, to na pewno przypomni sobie wszystkie swoje niecne grzeszki. W końcu każdy ma coś za uszami.

I z jednej strony każdy jest zbulwersowany sprawą p. Komendy, a z drugiej strony większość z nas przychylnie zerka na proponowane zmiany w sądach. Nie dostrzegamy analogii i poważnych zagrożeń. Zepsuć system jest łatwo, wystarczy wybrać kilku usłużnych. Naprawa wymiaru sprawiedliwości wiąże się często ze zmianą pokoleniową. I nie chodzi o powrót karierowiczów z lat 80-ych.

Jeśli naprawdę chcemy, by pomyłki jak ta we Wrocławiu nie zdarzały się, to czas zaakceptować, że sędziowie muszą być niezawiśli i niezależni. I choć często w konsekwencji sędziowie sprawiają wrażenie oderwanych od życia, to taka jest ich rola. Bez tego procesy zawsze będzie wygrywał ten kto będzie bliżej ucha polityka. A „nasz” nowy „lepszy” sąd zmierza ku temu.