Nowy Sąd [felieton]

Mec. Łukasz Płaza, Kancelaria Płaza i Wspólnicy (fot. Łukasz Piecyk)

Dziś patrzę cały wieczór, jak powstaje nasz nowy sąd najwyższy. Nieprzypadkowo z małych liter.

Jest to kolejna ustawa, która psuje państwo. I chichotem historii jest, że jej orędownikiem jest człowiek PRL-u, nagrodzony Krzyżem Zasługi w latach 80. Człowiek, który korzysta ze schematów wtedy wpojonych i mówi o obowiązującej konstytucji Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej. Prawdziwy wolnościowiec i demokrata.

Co złego jest w obecnie procedowanych ustawach? Tylko jedna i aż jedna rzecz – upolitycznienie sądów.
Symptomatyczny jest raport wysłannika ONZ Diego Garcii-Sayana mającego ocenić reformy wymiaru sprawiedliwości (notabene, czy ktokolwiek pamięta, kiedy ostatnio był specjalny wysłannik ONZ do Polski?). Lektura wstępnego raportu jest wyjątkowo pouczająca – raport wyważony, rozsądny i trudno się z nim nie zgodzić.

Nasze sądy potrzebują reformy. Tylko czy wprowadzenie polityków do procedury nominowania sędziów jest dobrym kierunkiem? Czy koniecznym jest stworzenie izby dyscyplinarnej, którą mogą obsadzać również duchowni? Czy nowo powstała izba sądu, obsadzana przez polityków i związki wyznaniowe, powinna orzekać o legalności wyborów? Wątpliwości można mnożyć.

Przeraża mnie, że każdy obudzony w środku nocy prawnik praktyk wskaże, jak poprawić wydajność i sprawność sądów. Wystarczy zabrać sprawy błahe, przecież na całym świecie takie sprawy rozpoznają np. sędziowie pokoju. Czemu sędzia musi poświęcić rok pracy, by ustalić, czy sąsiad sąsiadowi urwał wycieraczkę z auta? Dlaczego u nas sędzia zajmuje się czynnościami technicznymi: ustalaniem, czy korespondencja dotarła do stron, sprawdzaniem, czy opłaty dotarły do sądu?

Czemu nikt nie promuje takich zmian? No cóż, łatwiej pokazać emerytowanego sędziego z demencją jako patologię sytemu niż powiedzieć, że rozwiązanie jest mało spektakularne.

No ale idąc torem myślenia „ludowego demokraty”, tylko sterowanie ręczne obecnie wprowadzone zapewni sprawiedliwość. Niestety, ponownie „ludową”. Sędzia Freisler byłby dumny.