O zawartości… (tu dopiszcie sobie sami) [FELIETON]

Natalia Pamuła-Cieślak, informatolożka, adiunktka w Instytucie Informacji Naukowej i Bibliologii UMK. Feministka i aktywistka miejska. Miłośniczka audiobooków, kotów i Toskanii, fot. nadesłane

Marsz Równości odbył się. Co więcej, odbył się w Toruniu drugi raz. Jednakże ja nie o marszu, a o odbiorze tegoż wydarzenia przez niektórych felietonistów i przechodniów.

Zacznijmy od przechodniów może. W felietonie Roberta Kamińskiego ów przechodzień za pośrednictwem redaktora narzeka, że w tym marszu to „gównarzeria z UMK”. Rzeczywiście, uniwersytet był godnie reprezentowany, ale żeby szacownych dyrektorów instytutów, kierowników pracowni czy skromne adiunktki i adiunktów gównarzerią nazywać – to się nie godzi drogi przechodniu, obserwatorze marszu.

Absolwentów też raczej nie wypada, gdyż stawili się nierzadko i licznie w osobach własnych, z dziatwą w wieku różnym, a nawet wnuczętami, o czym świadczy mój osobisty ojciec przemykający z wnuczką. O przedstawicielkach i przedstawicielach innych szacownych krajowych uczelni już nie wspomnę, acz mijałam i kłaniałam się serdecznie.

Starszemu Panu zatem wypadałoby doradzić przetarcie okularów, co felietonista „Tylko Toruń” mógł wszelako po rycersku zaproponować. Dodam tylko jednak, aby przechodniów edukować, że inicjatorką toruńskiego marszu równości jest doktora nauk humanistycznych, warto zanotować w kajeciku i wiedzę szerzyć. A młodzieży studiującej i doktorantom również kłaniam się nisko, bo świetnie sobie radzą na lokalnym, krajowym, a nawet międzynarodowym rynku pracy – zapewniam solennie jako koordynatorka jednego z uczelnianych programów stażowych.

Na zakończenie tego wątku dodam, że w marszu brały udział osoby różnych stanów i zawodów, z różnych części Polski, a nawet świata. Bo, niezależnie od haseł francuskiej rewolucji, miłość i akceptacja bliskie są raczej każdemu człowiekowi i nie widzę powodu, aby Toruń nie był dobrym miejscem do świętowania tychże wartości – tak dla mieszkańców i mieszkanek Podkarpacia czy słonecznej Italii.

A teraz przechodzę do drugiego tematu felietonu, który wszakże wcale nie był ani o marszu ani o równości, a aspirował do bycia o kobietach. Śmiem jednak twierdzić, że tematu autor nawet nie liznął (brrr!), zdradził nam jednak, że gustuje w kobietach długowłosych, używających raczej zapachów letnich i lekkich (a może to tylko woń szarego mydła na skórze), w kwiatowych sukienkach i sandałach na bosych stopach.

Fakt, ciepło było bardzo tego dnia, ale stanowczo nie była to wszakże pogoda na gołe stopy i sandały, litości! Kwiaty natomiast jak najbardziej były, osobiście zaobserwowane przeze mnie na głowach znanych mi z imienia i nazwiska koleżanek. Czemu by jednak ograniczyć się do opisu i analizy damskiego tylko emploi na marszu? Wszak byli także mężczyźni, a także osoby queerowe. Zdezorientowanego w tym miejscu mego felietonu czytelnika odsyłam do lektur ogólnodostępnych, a także serdecznie zapraszam na przyszłoroczny Queerfest – festiwal, który tradycyjnie już toruńskie marsze poprzedza.

Wróćmy jednak jeszcze na chwilę do kobiet. Otóż już sto lat temu wywalczyły sobie Polki i Europejki pełnię praw wyborczych (będziemy to świętować 28 listopada), a zatem także pełnię praw do decydowania o swoim wyglądzie, wykształceniu, zatrudnieniu, stanie cywilnym i miejscu w społeczeństwie. A tu się okazuje, że niektórzy tego jeszcze nie zauważyli.

Dlatego też co roku w marcu na ulicę polskich miast wychodzi Manifa, a toruńską również poprzedza festiwal. Mnóstwo się można dowiedzieć o kobietach, o równości, o prawach do samostanowienia – już dziś redaktora Kamińskiego i pozostałych czytelników zapraszam. Jako że w marcu bywa w Toruniu dość chłodno mimo ocieplenia klimatu – na chabry i gołe stopy bym nie liczyła. Ale pan redaktor może wpaść tak jak stoi i wygląda – zdobędziemy się na miłość, równość, akceptację!

Teksty, które publikujemy w rubryce „Felietony”, nie zawsze są zgodne z linią programową redakcji.