Obywatel-społecznik Piszczek

- Gdyby nie praca na własny rachunek, pewnie działałbym w związkach zawodowych – mówi Michał Piszczek, który czuje nieustanną potrzebę działania. (fot. Piotr Lampkowski)

Ile pomysłów na działalność społeczną może mieć jeden człowiek? Każdy z nas potrafiłby powiedzieć, jak ulepszyć świat wokół siebie. Pytanie, ilu z nas wprowadzi choćby jeden z tych pomysłów w życie.

Doba Michała Piszczka ma tylko 24 godziny, ale kiedy zaczyna on opowiadać o tym, co chce zrobić na rzecz innych, można dojść do wniosku, że czas zwalnia specjalnie dla niego, żeby dać mu szansę wcielenia wszystkich idei w życie.

– Powtarzam sobie, że Roman Karkosik też ma tylko 24 godziny, a wszystko jest kwestią samoorganizacji – mówi.

Lista zrealizowanych pomysłów Michała robi wrażenie. Nie widać jednak u niego cienia zarozumiałości, choć jego inicjatywy doczekały się wielu nagród – np. Złotej Karety „Nowości” i Nagrody Ministra Sportu.

Zaczęło się tak naprawdę jeszcze w latach 90. od Kolektywu Autonomistów – grupy ludzi skupionych wokół toruńskiej punkowej sceny muzycznej, organizujących akcje proekologiczne, antyrasistowskie i propagujące kulturę alternatywną. Chwilę wcześniej, zanim Kolektyw został zarejestrowany jako oficjalnie działające stowarzyszenie, Michał organizował największą manifestację środowisk alternatywnych, które stanęły naprzeciw ówczesnym nacjonalistycznym skinheadom, którzy już wtedy uzurpowali sobie prawo do marszów 11 listopada. Jego mieszkanie na Rubinkowie było we wczesnych latach 90. miejscem przyciągającym rozmaitych ludzi, których pomysły na życie odbiegały od normy.

– Kolejnym pomysłem był Klub Kibica Toruńskiego Klubu Hokejowego, ale w wersji pozbawionej całej tej agresji, którą tak często podszyta jest kultura kibicowska – wspomina Michał.

Idea była pokłosiem młodzieńczych wypadów na zachód Europy, a zwłaszcza do Niemiec, gdzie Michał zetknął się z fanami hamburskiego klubu St. Pauli, którego kibice nad zadymy przedkładali dobrą zabawę oraz barwną oprawę połączoną z zaangażowanym przekazem. Członkowie toruńskiego Klubu Kibica TKH przebierali się za krzyżaków, a fanów drużyny przeciwnej częstowali piernikami i zapraszali na piwo.

– Byliśmy traktowani w środowisku kibicowskim jak dziwadła, ale z czasem nas zaakceptowali i polubili do tego stopnia, że staliśmy się inspiracją dla podobnych działań kibiców z Sanoka. A nam chodziło tylko o dobrą zabawę – wyjaśnia Michał.

Klub Kibica TKH przetrwał do dzisiaj, choć forma działania zmieniła się z tego względu, że wiele osób początkowo mocno zaangażowanych założyło rodziny. Pozostała jednak miłość do hokeja, która dla Michała stała się motorem kolejnych działań.

– Kilka lat temu, po wyjeździe do Czech, gdzie zobaczyliśmy mecz klubu Ocelari Trinec, postanowiliśmy założyć w Toruniu polski fanklub tej drużyny – opowiada Michał.

Polscy kibice z jakiegoś Torunia w czeskiej mieścinie kibicują miejscowemu klubowi hokejowemu? Czemu nie?!

– Znów na początku byliśmy traktowani jak połączenie dziwolągów z pomyleńcami, a miejscowe gazety pisały o nas artykuły – śmieje się Michał Piszczek. – Na każdy mecz przejeżdżaliśmy 500 km w jedną stronę. Na najliczniejszą wyprawę pojechało 45 osób.

Jakby tego było mało, Michał niedawno zaczął prowadzić na Tor-Torze Fanshop Hokejowy 1924 Toruń. Sprzedaje w nim kawę, herbatę i gadżety dla fanów toruńskich hokeistów, a środki z tej działalności przeznacza na opłacenie maskotki klubowej. Oprócz tego stworzył tam również punkt, w którym kibice-tatusiowie mogą za darmo zostawić swoje pociechy na czas meczu pod opieką dwóch animatorek.

– Wymyśliłem konkurs rysunkowy dla dzieci bawiących się w naszym miniprzedszkolu oraz sponsoruję klub z działalności firmy produkującej opakowania, którą prowadzę – wylicza.

Jednym z ostatnich pomysłów Michała jest Podwórkowy Dom Kultury, który dosłownie działa na placu zabaw przy ul. Piskorskiej raz w miesiącu.

– Zapraszamy teatry uliczne, organizujemy zabawy dla dzieci, aktywizujemy sąsiadów – opisuje Michał. – Zimą chcemy zorganizować spotkanie z toruńskimi hokeistami, a latem planujemy wyświetlać filmy na ścianie budynku. Pomysłów jest mnóstwo.

Z inicjatywy Michała i radnej miejskiej Sylwii Kowalskiej na targowisku „Manhattan” powstała „Jadłodzielnia” – punkt darmowego dzielenia się jedzeniem. Pomysł okazał się sukcesem i Michał myśli już o założeniu kolejnego takiego punktu w Toruniu.

Społecznikowskie ADHD Michała Piszczka wydaje się nie mieć końca, ale, co najważniejsze, jego pasja do działania potrafi być zaraźliwa – jeśli brakuje ciekawych wydarzeń w twojej dzielnicy, zorganizuj je sam.