Oleksandra Tretyakova mieszka w Polsce od dziesięciu lat. Pochodzi spod Kijowa. Nie wierzy, że na Ukrainie dojdzie do zmiany

Oleksandra Tretyakova nie wierzy w zmiany na Ukrainie (fot. Adam Zakrzewski)

Ukraina nie znika z ekranów telewizorów od kilku dni. Z wypiekami na twarzy śledzimy wydarzenia na kijowskim Majdanie. Torunianie, którzy pochodzą stamtąd, patrzą z dystansem na szanse stowarzyszenia ich ojczyzny z Unią Europejska. Prezydent Janukowycz uważany jest za wiernego Rosji.

Tak krwawo, jak w ostatnich dniach, nie było w Kijowie nawet w trakcie Pomarańczowej Rewolucji. Przyjaciele studentki dziennikarstwa, z pochodzenia Ukrainki, ślady krwi znajdują na każdym kroku. Ta zbroczyła ulice, chodniki, podłogi w metrze i miejskich autobusach.

– Władza postępuje niezwykle brutalnie – mówi Oleksandra Tretyakova, mieszkająca w Toruniu od 10 lat. – Nigdy nie wiadomo do czego Janukowycz może się posunąć. Opowieści o tym, że nie wiedział nic o akcji milicji, można włożyć między bajki. On decyduje o użyciu siły.

Podział państwa jest niezwykle wyraźny. Mieszkańcy stolicy i zachodniej części Ukrainy popierają integrację z Unią Europejską. Donieck i cały wschód trzyma z Rosją.

– W tej części naszego kraju mieszka bardzo wielu Rosjan i rosyjskojęzycznych Ukraińców – opowiada Oleksandra Tretyakova. – Oni myślą zupełnie innymi kategoriami. Wielu chciałoby, chociaż nie wiem, jak to sobie wyobrażają, żeby wróciły czasy Związku Radzieckiego. Część dalej wierzy w komunizm. Są tacy, którzy nawet języka ukraińskiego nie znają.

Sytuacja nie jest prosta. Klasyczny pat. Z jednej strony ulica domaga się wznowienia negocjacji z UE, odwołania obecnego premiera i zmian na szczytach władzy, a z drugiej opozycja jest na tyle słaba i podzielona, że nie widać alternatywy.

– Rozumiem moich rodaków – mówi studentka dziennikarstwa. – Walczą w słusznej sprawie, bo stowarzyszenie, a potem wstąpienie do UE, wyszłoby naszemu krajowi na plus. Tam w wielu miejscach panuje bieda. Jeżeli Polacy narzekają na drogi, to co mają powiedzieć Ukraińcy? Problem polega na tym, że za Kliczką, który teraz stał się przywódcą wieców i manifestacji, nigdy nie stanie tylu ludzi, żeby mógł rządzić. Wschód nie poprze takiego prezydenta czy premiera. Nie zaufają mu. Nie ma żadnego męża stanu czy opatrznościowego, który mógłby zjednoczyć podzielone społeczeństwo.

Trudno wyrokować, jak zakończą się wydarzenia, których świadkami jesteśmy obecnie. Ukraińcy nie postrzegają jednak Polaków, jako swoich jedynych i prawdziwych sprzymierzeńców.

– Polscy politycy zbijają na mojej ojczyźnie kapitał polityczny – mówi dwudziestolatka. – Jest wiele antagonizmów między naszymi narodami. Odczułam to w Polsce parokrotnie. Kiedy chodziłam do podstawówki czy gimnazjum niewybredne komentarze były na porządku dziennym. Jak ktoś ma nisko rozwiniętą kulturę osobistą, to potrafi szybko dokleić łatkę. No bo przecież po co do Polski przyjeżdżają Ukrainki i Rosjanki? To bardzo krzywdzące.

Na studiach jest już znacznie lepiej. Z wykształceniem i wiekiem przychodzi nieco większa tolerancja. Młodzi Ukraińcy, którzy wyjeżdżają do Polski czy na Zachód, wiedzą, jak wiele ich kraj traci znajdując się w orbicie rosyjskich wpływów.

– Wielu nie wraca już na Ukrainę – mówi Oleksandra Tretyakowa. – Na wschód od polskich granic nie ma bowiem państwa w pełni europejskiego. Ludzie liczą, że UE może pomóc ekonomicznie. Tak wiele jest bowiem do zrobienia. Na ukraińskiej wsi bardzo łatwo znaleźć wszechogarniającą biedę, stare lepianki – obraz, który w Polsce już ginie. Jakby czas zatrzymał się tam w miejscu kilkadziesiąt lat temu.

Młoda mieszkanka Torunia bardzo chciałaby, żeby jej kraj zintegrował się z zachodnią Europą.

– Rosja ciągnie Ukrainę tylko w dół – tłumaczy studentka. – UE mogłaby pomóc, chociaż częściowo, wyciągnąć kraj na wyższy poziom. Nie widzę jednak obecnie na to większych szans. Janukowycz jest wierny Moskwie. Nie chce zaogniać sytuacji wewnętrznej, więc imituje działania w stosunku do Zachodu. Gdy przychodzi jednak do decydowania, jak miało to miejsce ostatnio, opowiada się jednoznacznie za opcją rosyjską. To się nie zmieni.

Czy jest dla jego rządów realna alternatywa?

– Taką wydawał się Juszczenko – odpowiada Tretyakova. – Naród wybrał jednak znów Janukowycza.