Oluś potrzebuje Waszej pomocy!

Zbiórka prowadzona jest na stronie https://www.siepomaga.pl/serduszko-olka (fot. Łukasz Piecyk)

Lekarz pozbawił ich złudzeń. Diagnoza o brakującej połowie serduszka i śmiertelnym niebezpieczeństwie dla syna zburzyła ich szczęście. Od tej chwili rodzice chłopca rozpoczęli wielką walkę o jego życie. Pomoc zadeklarował najlepszy kardiolog dziecięcy w Europie, który przyjmie rodziców do niemieckiej kliniki w Münster. Szczęśliwy finał tej historii kosztuje trzysta tysięcy złotych.

Monika i Tomasz Magierowie o dziecko starali się pięć lat. W ubiegłym roku, spacerując po mieście w jednym z wakacyjnych kurortów, pojawił się przed nimi niebieski balonik. Żartowali, że to znak – urodzi im się chłopiec. Na początku grudnia balonik pojawił się ponownie. Wystarczył miesiąc, aby ich marzenie się spełniło – usłyszeli najpiękniejszy dźwięk – bijącego małego chłopięcego serduszka. Jednak w dwudziestym drugim tygodniu ciąży słowa lekarza brzmiały jak wyrok – Zespół HLHS, czyli złożona wada serca. Nieleczona oznacza najgorsze – aż 95% dzieci z tą wadą, bez rozpoczęcia leczenia, umiera w pierwszym miesiącu życia.

– Kolejne dwa tygodnie przepłakałam – mówi przyszła mama. – Nie potrafiłam poradzić sobie z diagnozą. Skrót, który na początku brzmiał tak obco, stał się częścią mojego życia. Tym razem, wpisując go w wyszukiwarkę, szukałam dla Olka ratunku. Kiedy dotarłam do informacji o profesorze Edwardzie Malcu, najlepszym dziecięcym kardiochirurgu w Europie, postanowiliśmy się z nim skontaktować. Mieliśmy wielkie szczęście, ponieważ zgodził się podjąć jego operacji.

Nie znajdując pomocy w Polsce, zdecydowali się na leczenie w niemieckiej klinice. Aby jednak do operacji mogło dojść, potrzeba trzystu tysięcy złotych. Założone na stronie siepomaga.pl konto pozwoliło zebrać już prawie połowę tej sumy. W akcję włączyli się także mieszkańcy regionu – Torunia i okolic oraz ludzie dobrego serca z całej Polski.

– Zbiórkę mocno promowaliśmy w internecie – opisują rodzice Olka. – Pisaliśmy także do znanych osób, które mogłyby przekazać informację o pomocy dalej. Tak nawiązaliśmy kontakt z Anną Lewandowską czy Pawłem Małaszyńskim.

Zbiórka oficjalnie trwa do 10 sierpnia. Do końca wakacji rodzice muszą pojawić się w klinice. Tam, jak zdecydowali lekarze, Monika urodzi Olka siłami natury. Kiedy doktor przetnie pępowinę, a chłopiec weźmie pierwszy oddech, zacznie umierać. Natychmiast podłączony lek pozwoli bezpiecznie doczekać operacji. Pierwszej z trzech. Profesor daje 95% szans na szczęśliwy finał. Co ważne, jeżeli wszystko pójdzie dobrze, chłopiec w przyszłości będzie mógł normalnie się rozwijać.

– Odzyskałam wewnętrzną siłę, a przeraźliwą rozpacz zastąpiła nadzieja – mówi Monika. – Dziś wiem, że się nie poddam i zrobię wszystko, co może zrobić matka, by ratować życie swojego dziecka. Muszę dać Olusiowi największą szansę na przeżycie. Na to, by nie umarł zaraz po narodzinach, a w przyszłości mógł być zdrowy i szczęśliwy.

Wielką nadzieję przysłania jednak lęk o coraz bliższy finał zbiórki pieniędzy. Naprawa serduszka jest bardzo droga. Sumę tę powiększają także koszty porodu oraz późniejszej rehabilitacji.

– Kochamy synka jak nikogo innego na świecie – dodaje szczęśliwa przyszła mama. – Chciałabym zatrzymać go tam, gdzie jest bezpieczny i nic mu nie grozi. Głaszczę swój brzuch, czuję ruchy Olka i mówię mu, że mamusia o niego zadba najlepiej, jak umie. Że będzie zdrowy i szczęśliwy. Dni jednak uciekają bardzo szybko, a każdy z nich przybliża nas do ostatecznego starcia.

Zbiórka prowadzona jest na stronie https://www.siepomaga.pl/serduszko-olka