Omenaa Mensah: to ja, czekolada

Omenaa Mensah była gościem C.H. Toruń Plaza (fot. Łukasz Piecyk)

– Uwielbiam żartować sobie w restauracjach. Gdy kelner pyta: jaką kawę podać?, odpowiadam: no, taką jak ja. Patrzy na mnie zdziwiony, a ja dodaję: cappuccino. O tolerancji i Afryce, z Omeną Mensah, dziennikarką, założycielką Omenaa Foundation, rozmawia Michał Ciechowski 

Patrzę na tytuł książki i zastanawia mnie jego definicja – „Gorzka czekolada”.

Bardzo mnie cieszy, gdy rozmowa o książce rozpoczyna się od tytułu, bo to jest clouwszystkiego. Czekolada kojarzy się z czymś słodkim, z radością i endorfinami. Wśród różnych jej rodzajów jest też ta gorzka, z odrobiną goryczki. Gorzka dlatego, że życie kolorowej dziewczyny w Polsce nie zawsze jest słodkie.

Dlatego ją Pani napisała?

Fundacja, którą stworzyłam rok temu, ma trzy filary: edukacja, tolerancja i współpraca biznesowa. Najwyższym stadium edukacji jest tolerancja. Chcę w Afryce zbudować szkołę. Aby to zrobić, muszę nauczyć Polaków szacunku do różnorodności kulturowej. Tolerancja to filar, w który książka wpisuje się idealnie. Kanon tolerancji jest niezmiernie bliski mojemu sercu, gdyż sama jako młoda dziewczyna doświadczyłam jej braku ze względu na kolor skóry.A tak naprawdę nigdzie na świecie nie mam domu. Gdziekolwiek jestem zawsze mnie pytają skąd pochodzęLecącdo Afryki myślałam, że tam będę zaakceptowana. Paradoksalnie, wszyscy pytali mnie: dlaczego mam tak jasny kolor skóry?

Wciąż spotkać można „zamożnych amatorów czekolady”?

Oczywiście.Moja wizualność jest dość mocnym determinantem. Zawsze mówię, że zmorą Afryki są jej złoża. To jest zarówno bogactwo, jak i przekleństwo. Podobnie jest z inteligentną kobietą. Zanim zauważy się to, co ma w głowie i sercu, ocenia się jej wygląd. Niestety Kobiety postrzegane są przez pryzmat wyglądu.

Zastanawiałem się, czy na nasze spotkanie zepnie Pani włosy.

Kiedyś nie znosiłam swoich włosów. Robiłam wszystko, żeby były proste. Terazz mojego afro jestem dumna. W dzisiejszych czasach lepiej być jakimś, niż nijakim. Lepiej być nieidealnym, niż banalnie idealnym.

Dlatego włożyła dziś Pani cieliste szpilki i pomalowała na czerwono usta?

Mam też pomarańczowe paznokcie. Buty to ta taka podświadoma sferakobiety. Dużo o nas mówią. Każdy typ obuwia o czymś świadczy.

W książce napisała Pani, że wciąż fałszywie utożsamiany tolerancję z wolnością słowa.

Często pod artykułami na mój temat pojawiają się rasistowskie komentarze. Ostatnio była głośna sytuacja z bratankiem Moniki Olejnik, który jest mulatem. Złapali go kibole i kazali mu śpiewać hymn polski. Późniejkrzyczeli za nim „czarnuchu”. Nie wolno obrażać drugiego człowieka, z powodu jego koloru skóry, z powodu jego odmienności. To nie jest wolność słowa. To jest po prostu rasizm i brak wychowania, które wynosi się z domu.

Niedawno zorganizowała Pani sesję #Tolerance. Czuje się pani, jakten kamyczekporuszający lawinę?

Organizując sesję chciałam, aby uczestniczyływ niej różne osoby. Te, które są niepełnosprawne, mają inne wyznanie czy orientację seksualną. Zależało mi na różnorodności i pokazaniu, że polski świat medialny składa się z wielu barw.

Mówi się „nie oceniaj książki po okładce”.

Trzeba ją otworzyć i przeczytać, aby móc coś oniej powiedzieć. Tak samo jest z nami -ludźmi. Nie oceniajmy drugiego człowieka, bo zobaczyliśmy jego zdjęcie, bo coś o nim usłyszeliśmy. Bo kiedyś sami możemy tak zostać ocenieni.

W kawiarence Dzień Dobry TVN najczęściej biorę latte. Lubię kawę z mlekiem, choć jest w tym też element prowokacji. Gdy spotykam się na rozmowy biznesowe, zdarza się, że ktoś krępuje się przy mnie zamówić czarną kawę.

Uwielbiam żartować sobie w restauracjach. Gdy kelner pyta: jaką kawę podać, odpowiadam: no, taką jak ja. Patrzyna mnie zdziwiony, a ja dodaję: cappuccino.

Zwalczanie ksenofobii i prowadzenie fundacji pomagającej dzieciom w Afryce, to wciąż duże wyzwanie?

Pierwszy zarzut, jaki się pojawił, to pytanie: dlaczego nie pomagasz dzieciom w Polsce?. Po pierwsza pomagam dzieciom w Polsce. A po drugie – poziom wiedzy naszego społeczeństwa na temat tego,co dzieje się w innych krajach afrykańskich,jest bardzo nikły. Dlatego swoją działalnością staram się przybliżać obraz Afryki oraz realnych jej potrzeb.Gdypierwszy raz poleciałam do Afryki, mój ojciec powiedział: Omenaa, nie wolno Ci robić zdjęć głodnych, brudnych dzieci z muchą na czole, ze spuchniętym brzuchem. Taki obraz zawsze jest nam serwowany. Media pokazują brud i głód. Aby moja córka zechciała ze mną tam polecieć musiałam przedstawić jej inny obraz Afryki. Bo to piękny kontynent, przyjaźni ludzie i  najszybciej rozwijająca się gospodarka świata.

I w tym może Pani pomóc.

Wolę zainwestować w tego jednego człowieka, umożliwiając mu zdobycie wykształcenia tak, aby osiągnąl niezależność i mógł lepiej żyć, niż chociażby przekazywać jedzenie. Uważam, że taka pomoc jeszcze bardzej uzależnia ten kontynent od krajów rozwiniętych. Szkoła to miejsce,do którego będę mogła polecieć i pokazać je Polakom.Może nasza młodzież będzie chciała też tam pojechać lub polska szkoła ugości uczniów z Afryki? Chcę też, żebyśmy my Polacy byli dumni ze szkoły, którą kiedyś uda nam się wybudować.

A król Otumfo Osei Tutu II pomaga?

Widziałam się z nim trzytygodnie temu w Rzymie, przy okazji sprezentowałam mu swoją książkę. Siedziałam na spotkaniu z przyjaciółmi i tłumaczyłam poświęcony jemu rozdział. Jest jeszcze kilka osób, którym chciałabym podarować „Gorzką czekoladę”. Dlatego postanowiłam przetłumaczyć ją na język angielski.

Są to osoby szczególne?

Jest ktoś wyjątkowy na świecie, komu chcę ją wręczyć. Jeżeli się uda, w następnym wywiadzie dla waszej gazety na pewno o tym opowiem. W książce osobę tę można znaleźć. W lipcu lecę w tej sprawie do Nowego Jorku.

A kim jest Vincentinez Rwandy?

Jest dziewczynką, której historia zainspirowała mnie do stworzenia serwisu Omenaa.pl. Kilka lat temu wzięłam udział w tak zwanej „Adopcji serca”, dzięki której zaadoptowałam Vincentine. Po trzech tygodniach dostałam list izdjęcie. Wciąż wpłacam na jej edukację. Zmartwiło mnie to, że był to list skserowany kilkukrotnie. Stąd pomysł na serwis internetowy. Na nim znajdują się zdjęcia moich podopiecznych. Nasz wolontariusz leci tam teraz. Będzie robił zdjęcia i nagrywałfilmy. Dzięki temu będzie można zobaczyć, że wpłacone na dzieci pieniądze naprawdę poszły na ich edukację. Nie na wirtualną postać, tylko realne, uśmiechnięte dziecko.

Adopcja na odległośćjest dla nich szansą?

Dzięki temu wewspaniały sposób możemy wspierać ich edukację. Trzeba mieć na miejscu uczciwych partnerów, którym te środki przekazujemy jako Fundacja.

Jak my, Polacy, możemy pomóc?

Wejść na stronę omenaafoundation lub nasz serwis Omenaa.pl, wesprzeć edukację dziecka, które samemu się wybierze. Może być to jednorazowa wpłata, może być comiesięczna. I byćprzy wychowaniu wirtualnego syna czy córki.Uczestniczyć w tworzeniu człowieka, śledzić postępy w nauce i spełnić jego marzenia. Bo dla tych dzieci największym marzeniem jest chodzenie do szkoły.

A Pani jakie ma marzenia?

Chciałabym zbudować szkołę w Afryce. Największe marzenie niech zostanie tajemnicą.