Opozycjoniści trzymają w domach stare powielacze. „Mogą się jeszcze przydać”

Władysław Krypel: - Powielacz dostaliśmy od Zarządu Regionu. Czechosłowacki Cyklos, ręczny, na korbę. Kto nią nie kręcił... (Fot. Łukasz Piecyk)

Trzydzieści lat temu drukowano na nim „Geofon”, zakładową bibułę uznaną przez władze podziemnej „Solidarności” za najlepszą w kraju. Dawni opozycjoniści nie oddają urządzenia do muzeum. Nie wykluczają, że może się jeszcze przydać.

O tej rocznicy mało kto pamięta. Dawni działacze podziemia z toruńskiej „Geofizyki” nigdy nie specjalizowali się w wypinaniu piersi po medale. Woleli być cisi, skuteczni i uważnie obserwujący rzeczywistość. Zostało im to do dziś.

Gdy w 1984 roku ruszali z wydawaniem zakładowej gazety, nikt nie przypuszczał, że przez pięć lat, do nastania demokracji, wyjdzie aż sto numerów. Nazwę bibuły wymyślił Władysław Krypel, pracownik zakładowych warsztatów, robotnik. Geofon – to stosowany w badaniach geofizycznych czujnik odbierający odgłosy z podziemia. Czy można sobie wyobrazić lepszą nazwę dla podziemnej bibuły?

Ludzi zaangażowanych w wydawanie „Geofonu” było kilkunastu. Postawili sobie ambitny cel – dokładnie, co dwa tygodnie, nowy numer w nakładzie 500 sztuk miał trafiać do zakładu. Służba Bezpieczeństwa też o tym wiedziała. Czatowała, prewencyjnie zatrzymywała drukarzy i kolporterów, próbowała wślinić do zakładu tajnych współpracowników, których od razu rozpoznawała i separowała zgrana załoga „Geofizyki”. Te sto numerów „Geofonu”, to chyba największa porażka toruńskiej SB.

– Powielacz dostaliśmy od Zarządu Regionu. Czechosłowacki Cyklos, ręczny, na korbę. Kto nią nie kręcił… – Władysław Krypel o losach tego niezawodnego urządzenia mógłby opowiadać godzinami. W ilu mieszkaniach było, w ilu plecakach wędrowało po mieście… A ile razy się psuło…

– Jego zaletą była i jest do dziś prostota – dodaje. – Nie wytrzymywały metalowe paski napędu. Gdy jeden z nich pękł po raz pierwszy – szukaliśmy zamiennika. Okazało się, że najlepiej wykonać go ze stalowych taśm do owijania materiałów budowlanych. Trzeba było tylko przewiercić w nich delikatnie, bo łatwo pękały, pasujące do Cyklosa otwory. Za każdym razem udawało się to zrobić lepiej. Ostatnia naprawa trzyma do dziś.

Za wydawanie „Geofonu” działacze z „Geofizyki” dostali od władz podziemnej „Solidarności” nagrodę w wysokości 500 dolarów. – Odbierałem te pieniądze od Henryka Wujca w Warszawie, kupiliśmy za to magnetowid w Pewexie. Krążył po Toruniu w roli podziemnego kina – dodaje Władysław Krypel.

Po latach okazało się, że Cyklos zaginął. Został wypożyczony na jakąś wystawę, z której do „Geofizyki” nie wrócił.

– Znalazłem go jednak, trafił ostatecznie do mojego garażu związany drutem, pokiereszowany – wspomina dawny opozycjonista. – Wyczyściłem, nasmarowałem, sprawdziłem podzespoły. Jest w pełnej formie. Gotowy do akcji.

Mówi to człowiek, który od 1980 roku jest działaczem związkowym. Do dziś żyje w jednopokojowy mieszkaniu ze ślepą kuchnią. I nie narzeka. Zachował bowiem niezależność, nikt nie może powiedzieć: masz u mnie dług wdzięczności, musisz zrobić to i to. To definicja szczęścia dziś mało popularna. Boli go, że 100 tysięcy osób z naszego regionu emigrowało za pracą, a bezrobocie w samym Toruniu wynosi 14 procent.

– To jakie by było, gdyby ci zaradni ludzie nie uciekli stąd na Wyspy? – pyta. – Nie wszystko jest OK. Nie łudźmy się. Dla ludzi walczących kiedyś o demokrację, dla których ten powielacz jest symbolem wolności i wolnego słowa, pewne sytuacje są nie do przyjęcia. Jak choćby reglamentowanie prawdy przez znaczną część wychodzącej w mieście prasy i kandydowanie związkowców z ramienia jakichś partii do samorządu. Jakichkolwiek partii, to nie ma znaczenia, bo związek jest od patrzenia każdej władzy i mediom na ręce. To mówię a propos zbliżających się wyborów. Nie tędy droga. Byłem i jestem związkowcem. A to zobowiązuje. Trzeba być z ludźmi, słuchać ich opinii, zachować niezależność. Przynależność partyjna, stołki w samorządzie, to nie dla nas. I nie zdziwię się, gdy wolność i prawda znowu będą chciały wyjść na powierzchnię. Eksplodować. Jakby co, mamy powielacz…