Oskar Gryckiewicz Młodzieżowym Mistrzem Polski w boksie

Złoty medal Młodzieżowych Mistrzostw Polski jest największym sukcesem w karierze Oskara (fot. Łukasz Piecyk)

Reprezentant Pomorzanina Toruń zdobył tytuł Młodzieżowego Mistrza Polski w boksie. Zawody w Koninie były dla Oskara Gryckiewicza debiutanckie, jeżeli chodzi o wagę superciężką. Nie czuł się przed nimi zbyt pewnie. Mimo to spróbował swoich sił i… zwyciężył. Od razu posypały się gratulacje, ale Oskar nie miał czasu na świętowanie. Musiał wracać do pracy.

Pięściarz pochodzi z bardzo usportowionej rodziny. Jego ojciec Jarosław jest doświadczonym sędzią i sekretarzem Komisji Futsalu PZPN. W ślad taty idzie brat Patryk, który rozstrzyga już spotkania na poziomie Futsal Ekstraklasy. Oskar postanowił jednak wybrać rękawice zamiast piłki.

– Próbowałem swoich sił w tym sporcie, ale też w innych dyscyplinach, jak siatkówka czy pływanie – wspomina nowy młodzieżowy mistrz Polski. – W 2012 r. za namową kolegi trafiłem na trening bokserski do Pomorzanina, na zajęcia trenera Henryka Żołnowskiego. Bardzo mi się spodobało i właśnie na boksie się skupiłem.

21-latek dużo trenował, co później umożliwiło mu występy na zawodach i zdobywanie pierwszych medali, ale jego kariera nie była usłana różami. Przez rok Oskar musiał odpuścić boks.

– Wynikało to z obowiązków zawodowych – tłumaczy. – Starałem się jednak w miarę możliwości nie być bierny, chodzić chociażby na siłownię. To jednak boks był głównie w głowie. Bardzo chciałem do niego wrócić.

Na szczęście udało się. Pięściarz pogodził życie zawodowe ze swoją pasją i wrócił na ring. Wiadomo jednak, że w razie konfliktu interesów to praca ma pierwszeństwo. Głównie z tego powodu Oskar do połowy października tylko dwukrotnie pokazał się na zawodach.

Jego trzecim występem były odbywające się od 15 do 20 października w Koninie XXV Młodzieżowe Mistrzostwa Polski w boksie.

– Bardzo obawiałem się tego startu – twierdzi Oskar. – Po raz pierwszy miałem wystąpić w kategorii superciężkiej, czyli powyżej 91 kg. Tutaj górnego limitu wagowego nie ma. Przyznam szczerze – przekonywałem trenera, że mój start nie ma sensu. Przy 94 kg, z którymi przystąpiłem do zawodów, nie widziałem perspektyw na osiągnięcie dobrego wyniku. Trener Żołnowski obstawał jednak przy swoim, bardzo chciał, abym spróbował. W końcu go posłuchałem.

Walki Oskara w Koninie były bardzo zacięte, ale zarówno w pierwszej rywalizacji z Filipem Kowalskim, jak i w kolejnej z utytułowanym Kamilem Bodziochem, sędziowie orzekali werdykt punktowy 3:2 na korzyść torunianina. Dzięki temu 20 października bokser z grodu Kopernika stanął do rywalizacji o tytuł mistrzowski.

– Walczyłem z Damianem Wiśniewskim z Zagłębia Konin – relacjonuje Oskar Gryckiewicz. – Przystąpiłem do tego pojedynku na dużym luzie. Wiedziałem, że mam już zapewniony medal i zrobiłem i tak dużo więcej, niż mogłem się spodziewać. Wydaje mi się, że zupełnie inaczej było w przypadku Damiana, który chyba nie poradził sobie z presją. Kontrolowałem pojedynek przez trzy rundy, co oczywiście zauważyli sędziowie i przyznali mi zwycięstwo punktowe 5:0.

Po triumfie do Oskara spływała masa gratulacji od znajomych czy rodziny. On sam był bardzo szczęśliwy, lecz na świętowanie czasu nie było. Już po dniu przerwy bokser musiał wyjechać na tygodniową konferencję związaną z obowiązkami w pracy.

– Boks traktuję obecnie wyłącznie jako pasję – mówi pięściarz. – W naszym kraju odmiana amatorska nie zapewnia godziwego wynagrodzenia.

Chciałbym spróbować w zawodowstwie, ale do tego są potrzebni sponsorzy, promotor i zainteresowana federacja. Podchodzę jednak do tego spokojnie. Na razie cieszę się medalem i mistrzowską szarfą, które zajęły zaszczytne miejsce w moim pokoju.