Ostatni kufel Śmietanki

Tak prezentował się browar podgórski w latach swej świetności. Podmuch wybuchu zamienił tę budowlę w kupę gruzów. 

Gdyby 25 stycznia 1945 roku dwa wagony z 40 tonami materiałów wybuchowych nie stały akurat w tym miejscu… A stanęły na wysokości Browaru Pomorskiego, największej wówczas firmy prywatnej na Podgórzu. Mówi się, że przygotowali je Niemcy, szykujący się do opuszczenia Torunia, co nastąpiło 31 stycznia.

– Chodziło o wysadzenie w powietrze całego węzła kolejowego Kluczyki – tłumaczy Katarzyna Kluczwajd, historyczka sztuki, regionalistka i znawczyni Podgórza. – Polscy kolejarze przetoczyli jednak te wagony w bezpieczniejsze, z punktu widzenia zachowania infrastruktury kolejowej, miejsce. Sam wybuch nastąpił najpewniej od jakiegoś przypadkowego pocisku.

Skutki były tragiczne. W miejscu, gdzie był browar zatrudniający przed wojną kilkadziesiąt osób, jest dziś skwer, na którym w 2011 roku postawiono tablicę upamiętniającą 31 ofiar eksplozji, która wstrząsnęła całym Toruniem. Zniszczony został wówczas nie tylko browar, ale i kilkanaście domów w centrum Podgórza. Obliczono, że w mniejszym i większym stopniu uszkodzonych zostało 240 domów Podgórza, w tym kościół pod wezwaniem św. św. Piotra i Pawła, z którego podmuch zerwał dach. Szyby wyleciały nawet w mieszkaniach na toruńskiej Starówce po drugiej stronie Wisły. Zniszczeniu uległo też kino Berg uruchomione podczas wojny. Mieściło się tam, gdzie dziś jest Polo Market.

– Tak naprawdę nie wiemy, ile było ofiar. W podziemiach browaru był wówczas szpital. Co z pacjentami? Znamy nazwiska tylko polskich ofiar. Gdyby wybuch wagonów nastąpił w innym miejscu, Podgórz dziś wyglądałby zupełnie inaczej – zapewnia Katarzyna Kluczwajd. – Toruńskie lewobrzeże miałoby duży i ważny zakład przemysłowy. Dzielnica rozwijałaby się znacznie dynamiczniej i miała większe znaczenie.

Znawcy Torunia zgodnie przyznają, że zbyt mało wiemy o okolicznościach tamtej tragedii.

– Opieramy się głównie na wspomnieniach Alojzego Liegmanna, kolejarza, a zarazem więźnia Fortu VIII na początku wojny, który okoliczności wybuchu na Podgórzu opisał w swojej książce – mówi Adam Kowalkowski, toruński przewodnik i miłośnik miasta. – To Liegmann podał informację o zamienieniu tabliczek na wagonach w taki sposób, by te z materiałami wybuchowymi (bądź amunicją, bo jest i taka wersja), trafiły daleko od parowozowni, która była wówczas jedną z najnowocześniejszych w Niemczech. Nie są to jednak informacje potwierdzone, do dziś pozostaje wiele pytań.

Odpowiedzieć na nie choćby częściowo mogłyby badania archeologiczne w miejscu, gdzie był browar, czyli na skwerze koło Domu Muz, wybudowanym w miejscu, gdzie stał wcześniej Dom Polski, zniszczony także w wybuchu 25 stycznia 72 lata temu. – Nasza wiedza o tej części Torunia pogłębiłaby się znacząco – podkreśla Katarzyna Kluczwajd. – Browar był wszak wizytówką przedwojennego Torunia, warto byłoby wiedzieć o nim więcej.

Zagadką jest dziś też smak najsłynniejszego produktu tu wytwarzanego. Słynną Śmietankę Pomorską, piwo o mocy 4,5 procent, znano w całej ówczesnej Polsce. Była podobno świetna… Rozlewnie tego trunku znajdowały się w całym kraju. Gdyby te wagony nie wyleciały wówczas w powietrze, dziś Toruń słynąłby pewnie z piwa. Przedwojenny wierszyk reklamowy: „Kto Śmietankę Pomorską pije, setnych lat dożyje!” zastępowałyby kolejne kampanie reklamowe, a Toruń kojarzyłby się nie tylko z Kopernikiem i piernikami.