PKW, czyli Państwowy Kabaret Wyborczy

Blamaż PKW jest faktem. Tyle co w Polsce na wyniki wyborów nie czeka się w Dolinie Amazonki (fot. Adam Zakrzewski)

Twarze sędziów z Państwowej Komisji Wyborczej są już znane każdemu Polakowi. Kojarzą się z nieudolnością, niekompetencją i okresem PRL-u. We Francji frekwencja w wyborach prezydenckich jest znacznie wyższa niż w Polsce, a wyniki znane są w dniu głosowania. 

W Toruniu oficjalne wyniki do rady miasta poznaliśmy dopiero w środę po południu. Nie oficjalne dane zmieniały się od niedzieli wieczór wiele razy. Członkowie obwodowych komisji wyborczych brali urlopy, żeby pilnować uczciwego zliczenia głosów mieszkańców.

– Państwowa Komisja Wyborcza ma poważny problem do rozgryzienia – mówi prof. Roman Bäcker, dziekan Wydziału Politologii i Studiów Międzynarodowych UMK. – Swoją drogą, zajmie się nim Najwyższa Izba Kontroli. Nie chodzi nawet o sam system komputerowy i jego wadliwość, ale jakość zarządzania dużą instytucją. Karygodne jest, że informatyczny system liczenia głosów nie został przetestowany z wyprzedzeniem. PKW jest odpowiedzialna nie tylko za wynik wyborów, ale także za to, że obywatele wierzą, iż wybory przebiegają w sposób uczciwy.

Lawina komentarzy w Internecie świadczy o tym, że ta wiara została poważnie zachwiana. Tak jak szacunek do organów państwa. Jak bowiem wytłumaczyć sobie logicznie, że w Szczecinie wygrywa kandydat, który nie startował w wyborach?

– Nie wierzę, żeby PKW fałszowała wynik wyborów – mówi Roman Bäcker – Ta instytucja nie ma jednak prawa stwarzania wrażenia, że może to robić. Błąd o charakterze wizerunkowym powinien zaowocować poważnymi konsekwencjami.

W Toruniu oczekiwanie na wyniki było rekordowo długie.

– Nie przypominam sobie, żeby kiedykolwiek w Polsce było takie zamieszanie związane z liczeniem głosów – mówi dr Wojciech Peszyński z UMK w Toruniu. – We Francji w wyborach bierze udział znacznie więcej osób niż u nas, a wyniki spływają także z obwodów w Gujanie Francuskiej czy Polinezji, i wyniki są podawane tego samego dnia. Sytuacja taka, jak w tych wyborach samorządowych, jest kuriozalna na skalę światową.

Przetarg na system elektronicznego zliczania głosów wywołał stan deja vu u szefa Najwyższej Izby Kontroli, która sprawdzała Krajowe Biuro Wyborcze w 2002 roku. Zdaniem politologów, powinna się odbyć dyskusja na temat zmian ustawodawczych zapewniających sprawniejsze działanie najważniejszych instytucji odpowiedzialnych za przeprowadzanie wyborów w Polsce.

– Szanuję sędziów z PKW i ich zasługi – dodaje Wojciech Peszyński.- Zmiana pokoleniowa musi być jednak dokonana, ale poczekajmy z tym, bo trzeba przecież przeprowadzić II turę wyborów. Ustawodawca musi też wyposażyć te organy w realną władzą i środki, żebyśmy nie stawali się obiektem kpin, bo do niedawna my wskazywaliśmy na uchybienia w trakcie wyborów na Białorusi, Ukrainie czy w Rosji, a teraz dajemy pożywkę dla teorii spiskowych w odniesieniu do naszego kraju.