Para z Torunia rusza w świat!

Podróż dookoła świata. Nierealne marzenie czy zwykła wycieczka? Kwestia pieniędzy czy dobrych chęci? Ada i Mikołaj mówią krótko: wystarczy chcieć (fot. Łukasz Piecyk)

Zaczęło się od luźnego pomysłu rzuconego z głupia frant. Przeglądając czasopisma podróżnicze, on powiedział: „A może tak byśmy objechali kulę ziemską?”. Ona odpowiedziała: „Czemu nie”. Pomysł z miejsca stał się ich idée fixe.

– Myślę, że projekt chwycił dlatego, że czuliśmy się przepracowani – mówi Mikołaj Kuras, fotoreporter. – Dobrze jest czasem zrobić sobie przerwę. Od wszystkiego.

– Jeśli teraz tego nie zrobimy, to później nam się pewnie nie będzie chciało – dodaje Ada, która na co dzień jest dziennikarką Radia PiK. – Będziemy starsi, może nie będziemy w stanie spać w namiocie, gdzieś po ludziach, w towarzystwie pająków. Teraz jeszcze nam się chce. Nie bolą nas korzonki. Możemy sobie pozwolić na trochę niewiadomej. Im człowiek starszy, tym mniej ma na to ochotę. A raczej energię.

To było dwa lata temu. Od tamtej pory odkładają każdy grosz. Całość wyprawy opłacą sobie sami. Może się okazać, że pieniądze skończą się po trzech miesiącach. A może też być tak, że wystarczy ich na rok.

– Nastawiamy się na niskobudżetowy wyjazd – wyjaśnia Mikołaj. – Bierzemy ze sobą namiot, karimaty, kuchenki do gotowania. Będziemy nocować, gdzie się da, byle tanio. Nie zamierzamy stołować się w restauracjach. Jeśli zajdzie taka potrzeba – dorobimy sobie. Na przykład możemy posprzątać toalety w zamian za nocleg – żaden problem. Nocleg za pracę – tego będziemy szukać.

Zaczną od Rio de Janeiro. Do Brazylii znaleźli tanie bilety. Zresztą chcieli rozpocząć od Ameryki Południowej. Po kilku miesiącach poszukiwań udało się znaleźć tanie połączenie. Ten lot odbędzie się z Rzymu. A jak zamierzają dostać się z Torunia do Wiecznego Miasta?

– Tego jeszcze nie wiemy – wyjaśnia Ada. – Najprawdopodobniej stopem.

Dalej na pewno odwiedzą Sao Paulo i Kurytybę. Później Paragwaj, bo tam mieszka misjonarz z Torunia, z którym chcą pogadać. A potem Argentyna. W którym kierunku wyruszą z Ameryki Południowej?

– To się zobaczy – uśmiecha się Mikołaj. – Prawdopodobnie na północ, do Ameryki Środkowej. Później jeśli się uda, to zahaczymy o USA i dopiero stamtąd do Azji. Może do Australii. Z Azji przez Afrykę z powrotem do Europy. Nasz limit czasowy to rok. Nie mamy listy krajów, które musimy zaliczyć. Kluczem, którym się kierujemy, są tanie połączenia.

Nie mają pojęcia, ile będą siedzieć w danym miejscu. To zależy od tego, czy znajdą ciekawe historie, czy im się tam spodoba, czy poczują klimat danego miejsca, czy będzie tanio.

Najważniejsze są historie. Ona chce opowiedzieć o ludziach napotkanych po drodze, przygotować o nich reportaże dla radia, on – będzie ich fotografował.

– Pomyśleliśmy, że fajnie mają ci, którzy jeżdżą i opisują świat – mówi Ada. – Jako fotoreporterzy i dziennikarze. Zapragnęliśmy spróbować tego samego. Nie są to dla nas wakacje. Chcemy poznać życie innych ludzi. Na nic się nie nastawiamy. Interesuje nas wszystko, co ciekawe. Jedziemy spontanicznie. Chcemy żyć niespodzianką. Nie mamy wyznaczonej konkretnej marszruty.

Czy czegoś się boją? Jadą przecież na rok… Nie wiadomo dokładnie dokąd…

– Gdybyśmy się nie bali, to bylibyśmy głupi – przyznaje Ada. – Ja na przykład boję się pająków i karaluchów. Ze strony ludzi też oczywiście może nas coś złego spotkać, ale uważamy, że ludzie są raczej dobrzy niż źli.

– Trochę śledzimy sytuację polityczną w różnych krajach – dodaje Mikołaj. – Ale też wychodzimy z założenia, że skoro pewne rzeczy już się zadziały, na przykład w Meksyku, to się więcej nie zadzieją. A na poważnie – niektóre kraje oczywiście wykluczamy: Filipiny, Wenezuelę, Koreę Północną. Nie jest tak, że musimy zobaczyć wszystko. Zresztą się nie da. Z kolei siłami natury nie martwimy się wcale. Bo czy da się przewidzieć trąbę powietrzną albo trzęsienie ziemi?

Spontaniczność spontanicznością, ale czy jest coś, co chcą zobaczyć za wszelką cenę?

– Nie mam tak, że jeśli czegoś nie zobaczę, to będę uważała to za porażkę – mówi Ada. – Bardzo chciałam przejechać się koleją transsyberyjską, ale teraz wiem, że wcale nie jest pewne, czy dostaniemy wizę. Być może będzie tak, że Rosję odłożymy sobie na inną wyprawę. Tak samo marzyłam, by zobaczyć Kanadę i Alaskę, ale jeśli się nie uda – tragedii nie będzie.

– Jeśli chodzi o mnie, to jest coś, co bardzo chciałbym zobaczyć – dodaje Mikołaj. – Jeśli uda nam się wjechać do USA, konkretnie do Kalifornii, to chciałbym pójść na jakiś mecz NBA. Być w USA i nie iść na mecz NBA to jak być w Sankt Petersburgu i nie zobaczyć Pałacu Zimowego.

Ada i Mikołaj zamierzają w czasie podróży prowadzić bloga. Będzie się nazywał „Rok włóczykija” i informował o postępach w ich podróży.
To co? Do zobaczenia po powrocie.