Perfect: Nie boimy się wieku

Koncert grupy Perfect w Toruniu odbędzie się 6 grudnia w hali sportowo-widowiskowej przy ul. Bema (fot. perfect.art.pl)

O przebojach na miarę pokoleń, trasie koncertowej, a także o kolorach w dźwiękach, z Grzegorzem Markowskim, liderem zespołu „Perfect”, rozmawiał Michał Ciechowski


Ostatni punkt trasy koncertowej 35-lecia 
zespołu Perfect to Toruń. Czy będziemy mogli spodziewać się czegoś wyjątkowego?

Mówią, że każdy koncert ma w sobie coś wyjątkowego, może tak będzie i tym razem. Zobaczymy czy będą jakieś niespodzianki – nie mogę ich przecież zdradzić.

Usłyszymy „Autobiografię”, „Niepokonanych” i wiele innych utworów. Teksty te wciąż przywołują emocje sprzed lat?

Na pewno. Nie da się występować przed kilkutysięczną publicznością bez wiary w to, o czym śpiewam. Ludzi nie oszukasz.

Wiele osób mówiąc Perfect, myśli o przekazywanej w utworach prawdzie i walce o „lepszy świat”. Stworzyliście muzyczną historię Polski… 

Nikt z nas tego nie zakładał. Tworzyliśmy zgodnie z tym co myślimy, jak słyszymy i co czujemy. A jeśli stało się to fragmentem muzycznej historii Polski to jest nam bardzo miło.

W jednym z wywiadów powiedział Pan, że muzyka to cała gama kolorów. Musi być na świecie szaro lub źle, aby wydobyć najpiękniejsze kolory w dźwiękach?

Na świecie musi być różnie. Szary nastraja do smutku, nostalgii. Żółty, zielony nastrajają do uśmiechu, radości. Czerwony do miłości. I tak można bez końca o kolorach, ich odcieniach w życiu i w muzyce.

Do najnowszej płyty teksty napisali znani polscy twórcy. A nie myślał Pan kiedyś o autorskim „odezwie” muzycznym?

Po co skoro są lepsi, mądrzejsi? Lubię ich teksty, dobrze się z nimi czuję.  I nie ma potrzeby tego zmieniać.

Jacek Cygan w jednym z wywiadów powiedział, że Polacy uwielbiają piosenki o poważnej tematyce. Po wielu przebojach przyszedł czas na „Wszystko ma swój czas”, w którym znów Polacy się rozkochali. W czym leży sukces utworów?

W prawdzie. Śpiewamy o życiu, nie o pierdołach. Mówimy o rzeczach ważnych. Ludzie się z tym utożsamiają i to chyba cały „sekret”.

Płyta ”DaDaDam jest inna od wszystkich. Są ballady, heavy metal… Na okładce jest czaszka. Każdy ma swoje interpretacje. Co poprzez „DaDaDam” chcecie nam-słuchaczom przekazać?

Ta płyta odzwierciedla to jacy dziś jesteśmy. Może mądrzejsi, ale na pewno bardziej dojrzali i doświadczeni. „Dadadam” wzięło się z piosenki „Wszystko ma swój czas”, bo gdy średnia wieku w zespole to 60+ trudno nie myśleć o starości. Staramy się z niej korzystać z całych sił, ale warto o niej też śpiewać i ja oswajać. Nie boimy się naszego wieku, nie ścigamy się z nikim, gramy to, co czujemy…

Powiedział Pan „Albo mam co i o czym śpiewać, albo nie” – czy już coś powstaje? 

Powstaje. Zbyt długo nie usiedzieliśmy na tyłkach (śmiech). Pracujemy teraz nad akustycznymi piosenkami, zupełnie nowymi. Jak Bóg da, płyta ukaże się jesienią.

Utwory grupy zna kilka pokoleń. Śpiewają dziadkowie, rodzice, a nawet dzieci. Zdarzyło się, że fan Was w jakiś sposób zaskoczył?

Za każdym razem zaskoczeniem jest jak kilkunastolatek śpiewa utwór, który ma kilkadziesiąt lat (śmiech).

Czego zazwyczaj życzy się przed koncertem „legendzie rocka”, jak mianowali Pana Polacy?

Nie wiem czego życzy się legendzie, ale nam dziadkom na pewno zdrowia i siły, żeby móc i chcieć (śmiech).