Piotr Całbecki: Gęsina to strzał w dziesiątkę

Piotr Całbecki sam przygotowuje w domu gęś (fot. Łukasz Piecyk)

Podczas Festiwalu Gęsiny w Przysieku, w trakcie pokazu Magdy Gessler, z marszałkiem Piotrem Całbeckim, jednym z pomysłodawców i promotorów akcji „Kujawsko-pomorska gęsina na św. Marcina”, rozmawia Jacek Kiełpiński.

Kojarzy się Pana nieodwołalnie z tą akcją. Spodziewał się Pan po siedmiu latach aż takich tłumów, takiej popularności tej imprezy?

Faktycznie, wypaliło niesamowicie. Pomysłodawcą takiego właśnie powrotu do tradycji jest Wojtek Zaguła z SOS Music, który zaproponował przed laty pomoc w zakresie wymyślenia produktu promującego region. I to był naprawdę strzał w dziesiątkę. Ale powodem nie była wcale gęsina, choć skojarzenie z instytutem w Kołudzie Wielkiej, skąd pochodzą znane na całym świecie gęsi, jest oczywiste. Chodziło po pierwsze o znalezienie sposobu na wspólne świętowanie Niepodległości.

Wskazaliście ludziom, co jeść tego dnia. Amerykanie czczą swoje święto indykiem…

Właśnie. Kiedyś tego dnia gęsiny się nie jadło. Ale wracając do naszej staropolskiej tradycji – gęsina kojarzy się z tym okresem roku i świętem św. Marcina. Bo to jest ta najwłaściwsza pora na jedzenie gęsi. Jest o tej porze roku utuczona… W naturalny sposób, dodajmy, bo sztuczny tucz w Polsce jest zabroniony prawem. Teraz gęś jest po prostu najsmaczniejsza i taką pozostaje aż do Bożego Narodzenia.

A znał Pan smak gęsiny wcześniej?

Jadłem gęsinę w domu, gdy byłem małym chłopakiem. Moja mama w naszym ogródku pasła gęsi. Ale na to konkretne święto nie było u nas zwyczaju jedzenia jej.

Czyli, udało się stworzyć tradycję. A jak ta nowa, świecka tradycja rozchodzi się po kraju?

Po tych siedmiu latach chyba nie ma już miejsca w Polsce, gdzie gęsina nie byłaby znana i kojarzona z naszym regionem. Gdziekolwiek jadę, na konwenty marszałków, różne spotkania w innych regionach – wszędzie „gęsina na św. Marcina” to zasadnicze skojarzenie z naszym województwem. Jak gdzieś podają gęsinę, to pewnie ma to jakieś związki z kujawsko-pomorskim…

Tworząc markę udało się zarazem sprawić, że gęsina stała się dostępna.

Nastąpiła mała rewolucja w świecie drobiarskim. Jedni hodowcy są zadowoleni, inni nie, bo gęś wypiera inne produkty. Kiedyś, faktycznie gęsiny w sklepach nie było. Wszystko, co produkowano, szło na eksport do Niemiec, a w Polsce w zasadzie nie było dostępne. Teraz gęś jest w każdym sklepie, jest coraz tańsza, myślę, że na kieszeń każdego człowieka, a statystycznie efekt taki, że już o kilka tysięcy procent wzrosło spożycie gęsiny w kraju.

Pan w jakiej postaci gęś jada?

Zdecydowanie preferuję gęś pieczoną w całości. W gęsiarce, takim specjalnym naczyniu. Do tego, oczywiście, sól, majeranek, jabłko…

Czyli tradycyjnie. A te wszystkie gęsie wynalazki: mięsko, pipek?

Ooo, gęsi pipek jest super, na pewno smaczna rzecz. Kto nie spróbował, ten niech żałuje. No i oczywiście półgęsek… Ale to już najwyższa liga. Naprawdę trzeba wiedzieć, jak go zrobić.

Sam Pan tę pieczoną gęś przyrządza?

Tak. Ja zawsze piekę gęś. Zresztą dziś też, oczywiście, mamy ją na obiad. Zaraz jadę z rodziną do domu. Rano już wstawiłem, powinna być dobra…

Właśnie, czas na obiad, który ma być w to święto najważniejszy.

Taki uroczysty obiad sprawia, że jego uczestnicy, w tym dzieciaki, wiedzą, że mamy właśnie święto narodowe, bo po prostu przy stole się o tym dziś rozmawia. Tak jak jest karp na Wigilię, tak na to święto geś. I to już przyjmuje się w całym kraju. A mało tego – takie świąteczne ucztowanie kojarzy się z województwem kujawsko-pomorskim, bo Kołuda, bo kujawsko-pomorska gęsina na św. Marcina, bo ten Festiwal Gęsiny w Przysieku…

Czyli, dwie pieczenie na jednym ogniu.

I o to nam chodziło.