Podprowadzające, czyli piękniejsza strona żużla

Podprowadzające zawsze towarzyszą zawodnikom podczas przedmeczowej prezentacji. (fot. Paweł Skraba)

Kiedy sędzia zawodów włącza zegar odliczający czas do startu danej gonitwy, oczy kibiców nie zawsze są skupione na żużlowcach kopiących koleiny, aby jak najlepiej wystartować. Częściej wzrok wędruje przed taśmę startową, gdzie królują podprowadzające – dziewczyny, bez których trudno wyobrazić sobie żużlowe widowisko.  

Ostatni sezon dla klubu z Torunia był bardzo rozczarowujący. Kibice, nieprzywykli do domowych wpadek na Motoarenie, musieli kilka razy przełknąć gorzką pigułkę porażki. Choć zespół aż do końca zmagań pozostał w dole ligowej tabeli, to jednak jeden element żużlowego widowiska niezmiennie pozostał na najwyższym poziomie. Chodzi oczywiście o występy toruńskich podprowadzających, na które zawsze może liczyć publiczność zgromadzona na Motoarenie. One same też często rozpoczynały przygodę z żużlem od miejsca na trybunach.

– Regularnie na zawody zaczęłam chodzić w roku 2009, kiedy z koleżanką wybrałam się na derby Kujaw i Pomorza – wspomina Dagmara, jedna z podprowadzających. – Zarówno rywalizacja sportowa, jak i atmosfera wywarły na mnie takie wrażenie, że długo nie mogłam o tym zapomnieć. Od tego dnia stałam się prawdziwą pasjonatką czarnego sportu. Byłam wolontariuszką, brałam udział w konkursach na temat żużla, aż w końcu trafiłam na casting do roli podprowadzającej.

Jakie jest konkretnie zadanie dziewczyn? Oprócz efektów wizualnych, które bez wątpienia uatrakcyjniają widowisko, podprowadzające mają być przede wszystkim wskazówką co do ustawienia się na danych polach dla żużlowców. Każda z czterech dziewczyn jest wyposażona w atrybuty, typu pompony czy parasolki w odpowiednim kolorze, do których żużlowcy muszą dopasować się według swojego kasku. Nie zawsze obecność pięknych kobiet może dobrze wpłynąć na koncentrację u mężczyzn, choć same zainteresowane twierdzą, że zamiary są dokładnie odwrotne…

– Większość z nas jest już zajęta, a oni o tym doskonale wiedzą – śmieje się Patrycja. – Przeważnie rozmawiamy przed prezentacją zawodników lub po zawodach. Żartujemy albo omawiamy bieżące sprawy. Wszystko w celu rozluźnienia atmosfery i zminimalizowania ewentualnego stresu.

Do grona podprowadzających nie jest łatwo się dostać, gdyż zespół składa się z zaledwie kilku osób. Dziewczyny, którym się to udało, przekonują jednak, że warto próbować swoich sił.

– Mamy możliwość oglądania zawodów z prawdopodobnie najfajniejszego miejsca, czyli murawy – mówi Dagmara. – Niesamowite, że stanowimy choć małą część tak dużego widowiska.

Wtóruje jej Patrycja.

– Gdy byłam młodsza, zawsze wyobrażałam sobie i zastanawiałam się, jak to jest oglądać zawody pośrodku murawy, być tak blisko toru. Teraz mam okazję przeżywać to na własnej skórze i jedno jest pewne – emocje są jeszcze bardziej odczuwalne niż na trybunach – mówi.

Podobnie jak żużlowcy, podprowadzające również przygotowują się do startu sezonu. Czym zaskoczą nas w tym roku?

– Szczegóły są niespodzianką – odpowiada Patrycja. – Postaramy się, aby było jeszcze piękniej niż do tej pory!

Trzymamy za słowo i mamy nadzieję, że również toruńscy żużlowcy dostosują się do poziomu prezentowanego przez dziewczyny, który bez wątpienia zasługuje na medal. Pierwsza okazja do ich podziwiania już 14 kwietnia od godz. 18. Get Well podejmie wtedy na Motoarenie Betarda Spartę Wrocław.