Pół roku w świecie – Ada i Mikołaj zwiedzają Australię

Wyprawę pary z Torunia śledzić można na stronie rokwloczykija.pl oraz na portalu społecznościowym Facebook. (fot. Mikołaj Kuras)

W ciągu prawie 200 dni odwiedzili kilkanaście krajów na 4 kontynentach. Podróżują drogą powietrzną, lądową i wodną, mając ze sobą dwa plecaki o wadze 25 kg każdy. Odwiedzając najpiękniejsze miejsca na ziemi, spełniają swoje marzenie. Wśród wielu życzliwych im ludzi spotykają tych, którzy, podobnie jak oni, w świat wyruszyli z Torunia.

– Wrócimy do was za 6 miesięcy – piszą z Australii Ada i Mikołaj. – Jesteśmy już za półmetkiem i każdego dnia zbliżamy się do powrotu do domu, za którym tęsknimy. Chcemy jednak jeszcze wiele zobaczyć. Tak długa wyprawa wiąże się z ciągłym planowaniem, więc wbrew pozorom nie wyjechaliśmy na niekończące się wakacje.

Na bieżąco poszukują noclegów, biletów i miejsc, które nie tylko chcą zobaczyć, ale dzięki tworzonym reportażom i fotografiom pokazać je innym. W odległych krajach niełatwo jest mierzyć się z prozą życia – poszukiwaniem miejsc, by coś zjeść czy zrobić pranie.

Przed tygodniem torunianie zwiedzali Kambodżę, będącą jedenastym krajem na mapie ich podróży. Obecnie są w Australii. Jest to czwarty, po Azji i obu Amerykach, kontynent, który odwiedzili. Nocują u Polaków lub ich najbliższych. W krajach, w których nie ma tropikalnych upałów, śpią zaś pod namiotem.

– Przyjmowani jesteśmy jak rodzina – dodaje Mikołaj. – Mieszkańcy zawsze służą radą i pomocą. Część z nich to nasi znajomi lub znajomi znajomych. Wiele spotkań to czysty przypadek. Na pochodzącą z Torunia mieszkankę Boliwii trafiliśmy dzięki innej parze z naszego miasta, którą spotkaliśmy przypadkiem na ulicy w Chile. Z Filipem z San Francisco spotkaliśmy się dzięki Facebookowi. Trafiamy na bardzo wielu cudownych Polaków, którzy zupełnie bezinteresownie chcą nam pomóc. Są zainteresowani naszą historią, chcą nas poznać i porozmawiać. Z wieloma osobami nawiązaliśmy kontakt m.in. przez stowarzyszenia polonijne, do których piszemy w sprawie wywiadów, a także przez ambasadę.

W trakcie półrocznej podróży Ada i Mikołaj starają się poznawać nowe smaki i lokalne specjały, żywiąc się m.in. w „garkuchniach”, czyli rodzinnych barach. Od święta zaglądają do restauracji, by przypomnieć sobie europejskie smaki.

Jako Polacy często stają się obiektem zainteresowania lokalnych społeczności.

– U Mikołaja najbardziej intryguje ich coraz dłuższa broda, u mnie wypłowiałe przez słońce włosy – tłumaczy Ada. – W większości krajów, które odwiedzamy, nasza uroda wydaje się egzotyczna.

Jak podkreślają, jeszcze za wcześnie, by mówić o miejscach, które ich urzekły. Wrócą z pewnością na wybrzeże Morza Karaibskiego, pustkowie Patagonii czy do Luang Prabang w Laosie.

– W trakcie półrocznej wyprawy nie spotkały nas żadne niebezpieczne sytuacje – dodają. – Bardzo się pilnujemy i unikamy potencjalnych zagrożeń. Nie ustrzegło nas to jednak przed atakiem dzikiego ostronosa przy wodospadzie Iguasu. Zwierzak, wyglądający jak słodki pluszak, na widok jednorazowej reklamówki z wodą oczyma wyobraźni zobaczył jedzenie, stanął na tylnych łapach, pokazał pazury i zaczął nas gonić. Do dziś nie wiemy, czy nie jesteśmy gwiazdami YouTube’a.

W niewielkiej miejscowości w Chile pod swój dach zaprosił ich Chilijczyk, który sam nie mając wiele, poczęstował ich kawą, bułką, zagrał na akordeonie i przenocował. Jak podkreślają zgodnie Ada i Mikołaj, żyją chwilą, planując tylko kilka kolejnych dni.

– Wyruszając Torunia, wiedzieliśmy tylko, że chcemy objechać świat dookoła i zacząć od Brazylii – podsumowuje Ada. – Teraz stworzyliśmy plan na najbliższy miesiąc. A co będzie dalej? Zobaczymy. Nie gonimy czasu, cieszymy się każdym odwiedzonym miejscem.