Polski temperament polityczny [FELIETON]

Dr Zbigniew Girzyński, historyk, fot. Adam Fisz

We Francji trwają protesty przeciwko podwyżkom cen paliw. Setki rannych, kilka osób nie żyje. Widok płonących samochodów, dewastowanych skalpów, a nawet takich miejsc jak Łuk Tryumfalny, nikogo już nie dziwi.

Notujący rekordy niepopularności we własnym społeczeństwie prezydent Macron o podsycanie do zamieszek oskarżył „prawicowych ekstremistów”, ale dziwnym trafem, oglądając obrazki z Paryża, ani razu nie zauważyłem prawicowej symboliki, za to aż się roi od czerwonych szantanów z komunistycznym terrorystą Ernesto Che Guevarą.

A pamiętacie Państwo, jak wyglądał Hamburg w lipcu ubiegłego roku, gdy odbywał się tam szczyt G20? Choć słynąca ze sprawności niemiecka policja zgromadziła tylko w tym jednym mieście aż 20 tys. funkcjonariuszy (dla porównania wszystkich policjantów w Polsce jest niespełna 100 tys.), i tak nie zapobiegło to gwałtownym zamieszkom pod oficjalnym hasłem protestujących lewicowych antyglobalistów: „witamy w piekle”.

Tymczasem w Polsce krytykowany przez część mediów Marsz Niepodległości wyglądał jak piknik. Nie liczę głupiego incydentu, gdy następca Romana Giertycha na funkcji szefa Młodzieży Wszechpolskiej, aby zaistnieć medialnie, spalił flagę Unii Europejskiej. Krytykowane przez media z drugiej strony sceny politycznej demonstracje w sprawie reformy sądownictwa słynęły z palenia świeczek.

Narzekanie na styl debaty publicznej, temperaturę politycznych sporów należy do naszych specjalności. Piszę to z autopsji, sam też tak narzekam. Nie narzekajmy! Cieszmy się, że te spory wyglądają tak, a nie inaczej i że dotyczą takich, a nie innych rzeczy. Przyszło nam żyć w szczęśliwych czasach, bo zmieniające się u władzy ekipy w naszym wspólnym domu jedynie inaczej przestawiają meble, a nie go podpalają… Jak widać po obrazkach z Paryża, dosłownie.