Poznaj tajemnice eco-drivingu

Zarządzanie przestrzenią drogową, umiejętność przewidywania oraz ogłada w przyjmowaniu eco-wskazówek są receptą na zwrot kosztów zakupu auta po kilku latach.

Słyszałeś o eco-jeździe, ale wolisz zyskiwać na czasie, niż oszczędzać na paliwie? Co ma piernik do wiatraka? Ekonomiczny styl prowadzenia samochodu nie ma nic wspólnego z byciem zawalidrogą.

Żyjemy w czasach, w których liczy się każda sekunda i złotówka. Co jeśli jedno i drugie może iść w parze, a wystarczy tylko stać się świadomym kierowcą? O pomoc w tej kwestii poprosiłem Adama Knietowskiego, doświadczonego instruktora z Toruńskiej Akademii Jazdy. Plan był prosty. Za kierownicą Mitsubishi Outlandera miałem oduczyć się nawyków szkodliwych dla ruchu drogowego, mojego portfela, a nawet całej planety. Obniżenie spalania na „setkę” o 3 litry traktuję jako osobisty sukces i zachętę dla wszystkich kierowców, by dumę zastąpili pokorą. To nic nie kosztuje. Wręcz przeciwnie! Można na tym zarobić…

Dzień nauki zaczynamy od przejażdżki po mieście. Natężenie ruchu jest stosunkowo wysokie, pogoda deszczowa. Jadę jak zwykle – w moim mniemaniu bezpiecznie, na pewno dynamicznie, nie przejmując się wykresem spalania. Przewidywałem, że za kilka chwil poczuję na głowie kubeł zimnej wody. Dobrnęliśmy do mety. Dystans – 10 km. Średnie spalanie – 9.6 l/100 km w trybie eco, który ma wpływ na pracę klimatyzacji, silnika i napędu. Jedynym pocieszeniem był fakt stosunkowo wysokiej wagi auta – 1555 kg plus ciężar trzech mężczyzn – oraz dość duża pojemność napędzającego Outlandera silnika – 2.2 litra, choć diesla. Nadszedł czas pierwszej zamiany miejsc z instruktorem oraz zerwanie tamy powstrzymującej uwagi na temat moich błędów.

– Jeśli mamy na celu ekonomiczne korzystanie z pojazdu, musimy przede wszystkim dbać o jego stan techniczny – zaczyna Adam Knietowski, instruktor Toruńskiej Akademii Jazdy z wieloletnim doświadczeniem. – Należy zająć prawidłową pozycję za kierownicą, wyczuć auto, wsłuchać się w pracę silnika. Ruszamy zaraz po jego uruchomieniu. Wpasowujemy się w moment obrotowy jednostki, który wyczujemy, wciskając pedał gazu na około 3/4 położenia – szybko zauważymy i poczujemy dynamiczne zachowanie. To oczywiście bardzo subiektywne odczucia, ale łatwo będzie nam ocenić, jakie warunki pracy „lubi” silnik. W miarę szybko osiągamy docelową prędkość. Już z daleka obserwujemy sytuację na drodze, mając czas na podjęcie decyzji wobec choćby zapalającego się czerwonego światła. Hamujemy biegami, które redukujemy wraz ze zwalnianiem. Staramy się, jak najrzadziej korzystać z pedału hamulca, ale jednocześnie pamiętamy, że światło hamowania to bardzo istotny element ostrzegający innych uczestników ruchu. To tzw. hamowanie degresywne, które jest intensywniejsze na początku, nie na końcu drogi hamowania.

Drogę przecina nam ruch z naprzeciwka. Dostrzegliśmy go już wcześniej z oddali, więc klocki hamulcowe zostawiliśmy w spokoju. Ledwie je musnęliśmy. Eco-driving to również oszczędne korzystanie z części eksploatacyjnych.

– Po zatrzymaniu się i wybraniu pozycji neutralnej skrzyni włączył się system START/STOP, który zdecydowanie sprzyja ekonomicznej jeździe – wtrąca Adam Knietowski. – Widzimy przed sobą kilka samochodów. Nie zbliżamy się do nich. Jeździmy według zasady czterech sekund odstępu. To pozwoli nam na wcześniejsze wdrażanie działań, być może zdjęcie nogi z gazu, redukcję biegu, hamowanie silnikiem. Nie jesteśmy w stanie przeskoczyć innych jadących. Kierowcy za nami mogą się niekiedy irytować, ale są w błędzie. Tak czy inaczej będą musieli hamować, a po co robić to gwałtownie? Wielką zaletą zatrzymywania się w większej odległości od tylnego zderzaka poprzedzającego nas auta jest to, że gdy przychodzi już do ruszania, mamy miejsce, by się rozpędzić. W razie nadjechania karetki mamy możliwość usunięcia się z drogi. Patrzmy też w lusterka boczne i wsteczne niemal tak często jak przed siebie. Dzięki temu mamy kontrolę nad tym, co dzieje się za nami. Możemy dostosować intensywność hamowania i zminimalizować ryzyko wjechania innego auta w nasz tył. Trzeba umiejętnie zarządzać przestrzenią drogową. To klucz do bezpiecznej jazdy i niskiego poziomu spalania.

Znów z daleka widzimy sytuację, przed którą warto zdjąć nogę z gazu dużo wcześniej – roboty drogowe. Auta przed nami hamują w ostatniej chwili, by zaraz potem wyczekiwać na moment ponownego ruszenia. My wytracamy prędkość zawczasu. W efekcie otrzymujemy od losu drogę wolną. Nasi poprzednicy rozpędzali się niepotrzebnie, marnując w ten sposób kolejne krople cennego paliwa. Tak samo zrobilibyśmy, dostrzegając, że dany samochód planuje skręt, ale nie zawsze jest to możliwe…

– Delikwent przed nami skręca bez kierunkowskazu, ale mi to nie przeszkadza, bo na jego miejsce dojadę dopiero za kilka sekund, gdybym był tuż za nim, denerwowałbym się, a sam został zmuszony do gwałtownego hamowania czy karkołomnych manewrów – przekonuje Adam Knietowski, surowy, lecz skuteczny nauczyciel eco-drivingu, który przeszkolił setki zadowolonych kursantów. – Najważniejsze jest bezpieczeństwo i dynamika, a cała reszta zasad jazdy energooszczędnej tylko pomoże nam w skutecznym dotarciu do celu.

W końcu osiągamy metę po ponownym dystansie 10 km. Na wyświetlaczu Outlandera między zegarami widzimy grafikę łodyżki, której cztery z pięciu listków zrobiły się zielone. To nagroda za eco-jazdę. Licznik wskazał spalanie o 1.6 litra mniejsze niż w moim wykonaniu. Byłoby znacznie lepiej, gdyby nie tak duże natężenie ruchu. Do akcji po raz drugi, już mądrzejszy, wkraczam ja. Wybraliśmy „luźniejszą” trasę, dzięki czemu zużyłem średnio 6.6 litra na „setkę”. Wynik znakomity, bo o 1/3 niższy niż przy byle jakiej jeździe, w dodatku korzystniejszy niż Mitsubishi podaje w swoich broszurach. Utrzymywany przez kilka lat, pozwoliłby na zakup jeszcze jednego Outlandera, a w ruch poszedł przecież dopiero pierwszy poziom wtajemniczenia w zakresie technik eco-drivingu.

Sama strategia oszczędnej jazdy nie zapewni nam pełnego zadowolenia. Każdy samochód ma na wyposażeniu inny silnik i skrzynię biegów. Od ich umiejętnej obsługi zależy poziom spalania. Przełożenia należy zmieniać aktywnie, ale też bez przesadnej intensywności. Jazda tym stylem z całą pewnością nie ma nic wspólnego ze ślamazarnym tempem. Wręcz przeciwnie – jest stosunkowo dynamiczna, ale tylko wtedy, kiedy to korzystne. Rezultat spalania możemy dodatkowo poprawić, stosując odpowiednie ogumienie – tzw. opony o obniżonym oporze toczenia, ale to wątek na kolejny tekst. Teraz zaznaczę jedynie, że w tych standardowych powinno się regularnie sprawdzać ciśnienie. Co do samej techniki ekonomicznej jazdy, trzeba ją poznać na własnej skórze. Czynności pozornie łatwe okazują się wyzwaniem w obliczu nawyków nabytych przez lata. My – Polacy mamy sporo zaległości.