Prof. Marek Grześ: Komu potrzebna zapora w Siarzewie?

Budowa zapory na Wiśle niedaleko Ciechocinka wzbudza emocje nie tylko wśród ekologów i polityków (fot. Adam Zakrzewski/archiwum)

Wokół zapory we Włocławku i następnej – planowanej w rejonie Ciechocinka i Nieszawy – narosło tyle problemów, że trudno w tym wszystkim się „połapać”. Temat zapór bardzo często pojawia się na łamach gazet. Krótkie doniesienia prasowe przedstawiają prawie zawsze jeden punkt widzenia i to o zabarwieniu sensacyjnym. Czy grozi nam gigantyczna katastrofa budowlana? Czy zapora „przewróci się” ?

Kaskada Dolnej Wisły miała być prawdziwym dobrodziejstwem dla kraju nękanego na przemian powodziami i suszami, kraju cierpiącego na niedobór energii elektrycznej. Kolejne zbiorniki miały utworzyć doskonałą drogę wodną.

Oddanie w 1969 roku do eksploatacji pierwszego obiektu kaskady – stopnia wodnego we Włocławku było świętem narodowym oraz świadectwem potęgi ekonomicznej. Szybko okazało się, że na kolejną zaporę nie ma pieniędzy. Stoi więc sobie samotna tama od przeszło 40 lat i odpiera ataki Wisły. Niestety, niektóre z nich kończyły się tragicznie. Zimą 1982 roku spiętrzone zatorem wody przelały się przez wały zbiornika. Pod wodą znalazło się przeszło 100 km2. Wysokość strat powodziowych porównywalna była z nakładami poniesionymi na budowę obiektu.

Z czasem argumenty przemawiające za kontynuacją „dzieła”, jakim miała być kaskada, traciły swoją moc. Zrozumiano też, że przekracza to możliwości finansowe państwa. Przestała działać Fundacja Kaskady Dolnej Wisły. Ekolodzy coraz wyraźniej zaczęli opowiadać się po stronie przeciwników kaskadowej zabudowy rzeki. W międzyczasie Dolną Wisłę objęto projektem NATURA 2000. I tu zaczął się problem dla kolejnej zapory…

Stopień wodny we Włocławku zaprojektowany i wykonany został jako element kaskady. Zbiornik powstały w wyniku spiętrzenia w rejonie Ciechocinka miał sięgać do tamy we Włocławku. W terminologii hydrotechnicznej określa się to jako podparcie. Jego brak doprowadził do niepokojących zmian koryta, a także utrudnień w pracy elektrowni wodnej i śluzy. Bezpośrednią przyczyną większości kłopotów jest niepokojących rozmiarów erozja dna. Zjawisko to powodowane szczytową pracą elektrowni wodnej, doprowadziło do znacznych ograniczeń w jej pracy. Dwa razy na dobę dochodzi do krótkotrwałego i gwałtownego przyrostu przepływu.

W latach 1997 – 2001 wybudowano poniżej zapory próg stabilizujący poziom wody. Taką rolę spełniają zbiorniki wyrównawcze – tak jak w przypadku zapory w Solinie i zbiornika wyrównawczego Myczkowce. Wśród hydrotechników przeważa opinia, że jedynym rozwiązaniem jest budowa drugiego stopnia w rejonie Ciechocinek – Nieszawa. Z punktu widzenia produkcji energii elektrycznej im dalej od zapory, tym lepiej. Przy wyborze kolejnej lokalizacji pod uwagę należy brać zagrożenie dla Niziny Ciechocińskiej oraz możliwość tworzenia się zatorów ze spławianego ze zbiornika włocławskiego lodu.

W latach 60–tych nikt specjalnie nie zastanawiał się nad ujemnymi dla środowiska skutkami budowy takich inwestycji. Liczył się tylko fakt, że elektrownie wodne dostarczają tanią i czystą ekologicznie energię elektryczną. Tak też jest w rzeczywistości. Pamiętać jednak należy, że każde przegrodzenie rzeki powoduje niekorzystne zmiany w środowisku naturalnym. Nowoczesne budownictwo wodne potrafi wiele z nich zminimalizować. Pomimo ogromnego postępu wiedzy w tym zakresie, nie wszystkie z nich można precyzyjnie przewidzieć. Rzeki nie da się oszukać do końca. Przy podejmowaniu ważnych decyzji powoływani są eksperci, którzy nie ponoszą żadnej odpowiedzialności za swoje opinie. Tak się składa, że autorytety na ogół są w podeszłym wieku, a uciążliwe dla środowiska skutki piętrzenia pojawiają się po kilkunastu latach.

Wzrost świadomości ekologicznej spowodował, że wymagania wobec budownictwa wodnego znacznie wzrosły. W wielu przypadkach nie może ono sprostać wymaganiom ekologii… i tu się pojawia kolejny problem.

Dyskusja na temat planowanej zapory w rejonie Ciechocinek – Nieszawa zatacza coraz szersze kręgi. Niepokojącym jest fakt, że o jej lokalizacji zaczynają dyskutować gminni urzędnicy niższego szczebla – z całym szacunkiem dla władz Ciechocinka i Nieszawy, które chcą zaporę przybliżyć do swych siedzib, widząc w tym rozwiązanie własnych problemów. Aktywizacją gospodarczą i likwidacją bezrobocia starają się zjednać sobie zwolenników. Strach przed runięciem zapory włocławskiej i możliwość otrzymania pracy robi swoje. Jaka jest jednak prawda ?

Nieprawdą jest, że zbiornik włocławski chroni nas przed powodziami. Jego rola w zmniejszeniu zagrożenia jest minimalna – niezauważalna. W czasie ostatniej powodzi w maju 2010 roku wielu mieszkańców doliny Wisły zadawało sobie pytanie – czy zapora wytrzyma? Niektórzy nawet twierdzą, że aby ją „uratować” wysadzono wał powyżej Płocka i zatopiono Nizinę Iłowsko – Dobrzykowską.

Zapory buduje się teraz trzy – cztery lata. Przy ich budowie zatrudniani są specjaliści, a epokę kilofa i łopaty mamy już za sobą. Po wybudowaniu obiektu przy jego obsłudze znajdzie pracę najwyżej kilka osób na jednej zmianie. Rozwój sportów wodnych i turystyki na zalewie nieszawskim to odległa i niepewna sprawa. Przykładem tego może być Zalew Włocławski – brudną wodą skutecznie wystraszono żeglarzy.

Coraz częściej podnoszony jest problem „użeglownienia” Wisły. I słusznie. Można to osiągnąć przez odbudowę zniszczonej zabudowy hydrotechnicznej. Wszelkich prac regulacyjnych na rzece zaniechano, bo miała być kaskada i wszystko miało być zalane przez spiętrzoną zaporami Wisłę. Teraz, żeby spłynąć do Gdańska dużą barką wyprodukowaną w Płocku, trzeba we Włocławku wywołać wezbranie (zrzut wody). Na nim barka w asyście holowników po paru dniach dociera do morza i dalej do holenderskiego armatora. Te niewątpliwie interesujące zabiegi doprowadzają do dewastacji koryta rzecznego.

Pojawiają się pewne poważne wątpliwości. Kiedy poniżej nowej zapory wystąpią takie problemy, jakie mamy dzisiaj poniżej zapory już istniejącej? Czy tamę ciechocińsko – nieszawską nasze dzieci będą musiały podpierać kolejną – w Solcu? Niepokój budzić mogą skutki ekologiczne obecności zbiornika nieszawskiego dla uzdrowiska Ciechocinek.

Śledząc dyskusję nad planowanym stopniem w rejonie Nieszawy, łatwo zauważyć, że najczęściej podnoszony argument za to potrzeba zabezpieczenia tego we Włocławku. O innych korzyściach i ewentualnych stratach nie mówi się prawie wcale, a o „dobrodziejstwach”, jakie miała przynieść zapora, już nikt nie pamięta. Większość z nich straciła swoją ekonomiczną i propagandową moc.

O nowym stopniu wodnym kilka lat temu przypomniał sobie koncern ENERGA. Chce „za swoje” wybudować elektrownię wodną, a pieniądze na pozostałą część inwestycji (jaz, śluza, przepławka dla ryb, zapory boczne, wywłaszczenia gruntów) zamierza uzyskać z budżetu państwa. Trudno to wszystko ogarnąć przeciętnemu obywaWspieranie projektu „Siarzewo” stało się dla wielu „specjalistów”, działaczy społecznych i politycznych kartą przetargową w osiąganiu własnych, prywatnych celów. Może warto skorzystać z wiedzy i doświadczenia innych, zanim wyleje się tysiące metrów sześciennych betonu tam, gdzie nie potrzeba.

***
Prof. Marek Grześ – naukowiec Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu, były kierownik Zakładu Kriologii i Badań Polarnych UMK, hydrolog i glacjolog. Prowadził badania naukowe m.in. na Syberii i Spitsbergenie. Komentator TVN, osobowość medialna. Autor licznych publikacji naukowych. Kierownik i uczestnik kilkunastu wypraw na Spitsbergen.