Tomasz Asensky: Przeciwnicy mają się bać

Debiut Tomasza Asensky`ego już jutro! Elana podejmie na własnym boisku Pelikan Niechanowo.

O kulisach przyjęcia pracy, mankamentach w grze, potencjalnych transferach i przyszłości Elany Toruń, z jej nowym trenerem – Tomaszem Asenskym, rozmawia Karol Żebrowski.

Poprzednim miejscem Pana pracy była pierwszoligowa Olimpia Grudziądz. Miesiąc pozostawał Pan bez pracy i teraz objął stanowisko szkoleniowca drużyny trzecioligowej. Dlaczego?

Projekt, który został mi przedstawiony przez włodarzy Elany jest bardzo ciekawy. Co prawda, już kiedyś byłem w takiej sytuacji, kiedy po mojej pierwszej przygodzie z Olimpią związałem się ze Spartą Brodnica, która również grała w niższej lidze i nie spełniło to do końca moich oczekiwań sportowo-organizacyjnych, ale już teraz widzę, że Elana jest dobrze zarządzana i zrobię, co w mojej mocy, aby nasza drużyna osiągała zadowalające wyniki.

Były inne propozycje pracy?

Pojawiła się opcja drugoligowa, ale warunki w Elanie były konkretniejsze i wybrałem toruński zespół.

Po raz pierwszy miał Pan okazję oglądać Elanę podczas zwycięskiego spotkania z KKS 1925 Kalisz, kiedy trenerem był jeszcze Krzysztof Jabłoński. Czy już wtedy rzuciły się Panu w oczy jakieś mankamenty w grze toruńskiego zespołu?

Nie chcę oceniać pracy mojego poprzednika. Nie potrafię też określić, jak przebiegał okres przedsezonowy, czy trener Jabłoński miał okazję przygotować wszystkich jednakowo. O tym, że Elana jest w tym miejscu, w którym jest mogło zadecydować wiele różnych czynników, na które trener nie zawsze ma wpływ.

Skupmy się w takim razie na teraźniejszości. Ma Pan już za sobą kilka jednostek treningowych i mecz sparingowy z Unią Solec Kujawski.

Jest to na pewno drużyna rozwojowa. Etap, który zastałem wydaje mi się przejściowym, a nie docelowym. Już teraz mogę powiedzieć, że zauważyłem, iż największym kłopotem, który dotyczy nie tylko Elany, ale i wielu innych zespołów, jest wyprowadzenie piłki i rozpoczęcie ataku. Będziemy także pracować nad pressingiem. Musimy postarać się zdobyć jak najwięcej punktów do zimy, a później pomyślimy nad ewentualnymi zmianami.

Możliwa rewolucja kadry podczas przerwy zimowej?

Rewolucja to za duże słowo, ale pewne korekty być może okażą się potrzebne. Będziemy obserwować wszystkich zawodników i szukać najlepszych rozwiązań. Od razu jednak dodam, że nikogo nie skreśliłem i nie widzę problemu, aby obecna kadra pozostała niezmienna – jeżeli chłopacy udowodnią, że na swoje miejsce w Elanie zasługują.

Często w piłce nożnej zawodnicy podążają za trenerem. Teraz takiej możliwości nie było z powodu zamknięcia okna transferowego, ale widziałby Pan w przyszłości kogoś z Olimpii w barwach Elany?

Ciężko mi to w tym momencie stwierdzić. Nie ukrywajmy, zarobki w pierwszej lidze i w trzeciej trochę się różnią. Oprócz tego, dany gracz może po prostu nie pasować do profilu innego zespołu, nawet z niższej ligi. Jeżeli obie kwestie udałoby się jednak połączyć, to nie wykluczam takiej opcji.

Cel jaki został postawiony przed sezonem, czyli utrzymanie, jest aktualny, czy coś się zmieniło w tej kwestii?

Nie, utrzymanie jest priorytetem. Nic nie ujmując trenerom pracujących w niższych ligach, nie wyobrażam sobie pracy w IV lidze, mam trochę inne ambicje i mniej więcej orientuję się, ile punktów jest nam potrzebnych, aby podstawowy cel spełnić.

Włodarze klubowi mówiąc o przyszłości Elany twierdzą, że toruński zespół stać na to, aby w roku 2018 grać w pierwszej lidze.

Są to bardzo ambitne plany. Oczywiście, fajnie by było, gdyby się udało, ale dwie klasy rozgrywkowe w zaledwie 2,5 roku jest bardzo ciężko przeskoczyć. Potrzebne byłoby solidne wzmocnienie kadry.

A jak będzie w takim razie wyglądała obecna drużyna – Elana Toruń, Tomasza Asenskyego?

Mam nadzieję, że będziemy grać bardziej wyrachowaną piłkę. Postaram się w sposób klarowny przekazywać piłkarzom moje wskazówki i liczę na to, że z tygodnia na tydzień poszczególne zagrania będą coraz bardziej widoczne podczas spotkań ligowych, a to wszystko przełoży się na odpowiednie wyniki. Musimy stworzyć swoją tożsamość i to nas przeciwnicy się mają bać, a nie odwrotnie.