Rodzina z Torunia nie poddaje się chorobie i walczy o piękne życie

Lidia Chyła nie poddaje się chorobie. Przeszła operację i stara się o lepsze życie dla chorych synów (fot. Michał Ciechowski)

Walczy od lat – o zdrowie 18-letniego syna Bartka, będącego po wielu operacjach twarzoczaszki, o 35-letniego Radka chorującego na stwardnienie rozsiane i w końcu o siebie. W minione wakacje lekarze wykryli u Lidii Chyły raka. Choć jest już po skomplikowanym zabiegu, jest pełna nadziei. Wie, że musi żyć – dla swoich dzieci.

Miesięcznie rodzina żyje za 1260 zł i drobnej sumy z renty Radka. Po odliczeniu 1200 zł opłat nic prawie nie zostaje. Tylko dzięki pomocy przyjaciół i ludzi dobrej woli ma szansę zapewnić dzieciom godne warunki. Wciąż jednak ledwo wiąże koniec z końcem.

– W życiu bym nie przypuszczała, że spotka mnie do tego wszystkiego jeszcze rak – mówi Lidia Chyła. – Ostatnio pojawiła się nadzieja na zakończenie leczenia Bartka, który choruje od 2. roku życia.

Za chłopakiem jest już kilkanaście operacji twarzoczaszki. Ta ostatnia miała na celu zrekonstruowanie jego kości czołowej. Lekarze, usuwając wcześniej część płatu czołowego, uratowali Bartkowi gnijącą kość i powiekę. Zdeformowali jednak czaszkę.

– W wieku 6 lat choroba na szczęście się zatrzymała – dodaje pani Lidia. – Gdy wszystko miało być dobrze, w tym samym roku zmarł mój partner. Zostałam z długami, a mój świat się posypał. By nas wesprzeć, do Wielkiej Brytanii wyjechała tuż po maturze córka oraz syn, będący na studiach. Inaczej nie dalibyśmy sobie finansowo rady.

Tuż po ich wyjeździe choroba Bartka się odnowiła. W trzeciej klasie szkoły podstawowej chłopak przypadkowo zahaczył o plecak i, upadając, uderzył się w nos. Następnego dnia rano twarz była cała opuchnięta. Dzięki intensywnemu leczeniu wszystko wróciło do normy.

Ból odrodził się, gdy chłopak poszedł do technikum. Tym razem po drugiej stronie twarzy. W nienaturalnie dużych zatokach ponownie zaczęły gromadzić się płyny, które zdrowy człowiek potrafi wydalić.

– Lekarze natychmiast podjęli leczenie i otworzyli mu czaszkę, by widniejące ubytki kości uzupełnić tytanową siatką – opisuje Lidia Chyła. – Wszystko już idzie w dobrym kierunku, samo leczenie zaś wspieramy lekami na wzmocnienie kości.

W międzyczasie, prawie 9 lat temu, z Wielkiej Brytanii do Polski powrócił Radek skarżący się na kłucie w nogach. Pierwsze diagnozy nie wróżyły nic dobrego. Lekarze podejrzewali stwardnienie rozsiane. I to się potwierdziło. Dzięki natychmiastowym badaniom, rehabilitacji i refundacji mężczyzna ma dostęp do Interferonu, czyli preparatu stosowanego w leczeniu stwardnienia rozsianego.

– Stan zdrowia syna w ostatnim czasie się pogorszył – dodaje mama mężczyzny. – Obecnie przebywa w szpitalu, ponieważ wystąpiły problemy z funkcjonowaniem jego jedynej nerki. Poprzez komplikacje w czasie przesunie się także zaplanowana na marzec jego operacja.

Kiedy już nic nie miało prawa się wydarzyć, na początku ubiegłego roku pani Lidia wyczuła w jednej z piersi guzek. Gdy kobieta odwlekała wizytę u lekarza, narośl się powiększała. Świat rodziny załamał się po raz kolejny w lipcu 2017 r. Przyszedł czas na walkę z rakiem i chemię.

– Długo nie wierzyłam, że diagnoza ta jest możliwa – wspomina Lidia Chyła. – Skierowanie na operację usunięcia guzka otrzymałam w bardzo szybkim tempie. Przeszłam 16 chemioterapii. Lekarze nie ukrywali moich złych parametrów rakowych. Dziś już jestem po operacji i patrzę na świat optymistycznie. W całej mej walce wspierali mnie przyjaciele i ludzie o wielkim sercu – w tym dyrekcja i pracownicy Zespołu Szkół Mechanicznych Elektrycznych i Elektronicznych w Toruniu. Teraz musi być więc dobrze, bo wiem, że jestem synom i córce bardzo potrzebna.