Rozprawmy się ze słabościami

(fot. Łukasz Piecyk)

Polki są w stosunku do siebie bardzo surowe. Zapominają, że mają podobać się szczególnie same sobie, a nie innym – mówi Ewa Chodakowska, Trenerka Wszystkich Polek, w rozmowie z Michałem Ciechowskim.

 

Jak to się stało, że zaskarbiłaś sobie serca milionów Polek?
Moim planem było zwracać się przede wszystkim do Polek. Byłam przekonana, że najwyższa pora, aby polskie dziewczyny w siebie uwierzyły – że mogą wymagać więcej od siebie i życia. Jesteśmy kowalami własnego losu, a jednak swój potencjał wykorzystujemy niezupełnie tak, jak można by to zrobić. Trening pozwala nam poznać swoje ciało i stwierdzić, że ograniczenia nie istnieją.

 

Jesteś więc trenerem ciała czy umysłu?
Trening w pewnym sensie jest coachingiem. Pokazuje, że jest narzędziem, które pomaga wzmocnić w mózgu samodyscyplinę, a nie tylko zgubić kilogramy i uzyskać siłę. Bardzo dużo osób, które zdecydowały się ćwiczyć z moimi materiałami, zmieniło swoje życie diametralnie. W trakcie treningu wychodzą nasze słabości, a z tym powinniśmy walczyć. Głowa nie daje rady, a ciało potrafi więcej. Podobnie jest w życiu – mamy siłę, ale o niej zapominamy. Jeżeli nie podejmiemy się zmian w sposobie myślenia, nie mamy szans na rewolucję.

 

Zastanawia mnie, co było w Polsce przed pojawieniem się Ewy Chodakowskiej?
Zdawałam sobie sprawę, że wracam z Grecji do swojego kraju, aby wprowadzić niemałą rewolucję. Przedtem jednak rozmawiałam z wieloma dziewczynami przez Facebooka. To są osoby, które ćwiczą ze mną do dziś. Jeszcze kilka lat temu wysyłałam im około trzydziestu tysięcy programów ćwiczeniowych, rozpisanych w oparciu o tekst i zdjęcia. Po paru miesiącach dziewczyny same zaczęły wysyłać mi efekty swojej pracy na fotografiach. Wraz z tym zmieniło im się nastawienie do życia. Te właśnie sygnały wypracowały mnie taką, jaką jestem dziś. Jeżeli mówimy o sukcesie, to jest to osiągnięcie każdej Polki, która ze mną trenuje.

 

Podobno masz dwa wizerunki – medialny i „trenerki-killerki”.
Na treningach oczekuję od uczestników, aby dali z siebie wszystko. Jeżeli mam im pokazać, że niemożliwe nie istnieje, musimy przełamać ich słabości. A to robią sami podczas intensywnych ćwiczeń. Są momenty, kiedy na ich twarzach pojawia się grymas, a nawet nienawiść do trenera. Z czasem to jednak mija, a satysfakcja jest ogromna. Trochę więc „killerka”, ale przede wszystkim przyjaciółka…

 

która ma prawie dwa miliony like’ów na Facebooku. Nie mogłem się powstrzymać, żeby nie sprawdzić, ile ma Anna Lewandowska.
Ile?

 

Milion trzysta tysięcy.
Kibicuję każdej osobie, która ma podobną pasję. Z Anią się znamy, lubimy i przybijamy piątkę. Jeżeli ktoś nie chce pracować ze mną, ponieważ w jakiś sposób go irytuję, niech nie będzie to jego wymówką od treningu. Może z Anią się uda? Ważne, aby każdy znalazł swój sposób na aktywność fizyczną.

 

Może zaczniecie tworzyć treningi dla mężczyzn?
Fitness także jest dla mężczyzn. Coraz częściej przekonują się, że trening z wykorzystaniem własnego ciała jest wystarczająco intensywny. Zanim zaczniecie panowie dźwigać ciężary, pamiętajcie, abyście mogli unieść ciężar własnego ciała.

 

Wracając do kobiet – mam wrażenie, że stałaś się katalizatorem ich akceptacji siebie.
Polki są w stosunku do siebie bardzo surowe. Zapominają, że mają podobać się szczególnie same sobie, a nie innym. Dlatego akceptacja, o której mówię – nie tylko własnego ciała, ale również siebie – jest podstawą każdego treningu. Rozprawmy się ze swoimi słabościami i zaakceptujmy to, czego nie możemy zmienić. Każdy z nas ma siłę. Trzeba wiedzieć, czego się chce i przeć do przodu. Musimy przede wszystkim zacząć trochę częściej ze sobą rozmawiać i trochę częściej odwzajemniać uśmiechy.

 

Toruń to trzeci przystanek w ramach trasy Be Active Tour. Jak wrażenia?
Jak zawsze pozytywne! Było mnóstwo energii, uśmiechu i przelanego potu. Wspólnie walczyliśmy o siłę w ciele, ale także w umyśle. Ponownie spotkałam się z osobami, z którymi mam wspólny mianownik.

 

Warsztatami kolejny raz zawładnęły dziewczyny.
Mężczyźni byli mniejszością. Panowie coraz częściej jednak przekonują się, że nasz trening to nie tylko „babskie machanie nogą”.