Sezon grzewczy w natarciu: „Nie palmy śmieci!”

Tuż po zmroku w piecach lądują plastikowe butelki i inne śmieci. Czarnego dymu przecież nocą nie widać (fot. Adam Zakrzewski)

Proceder, który spędza sen z powiek ekologom, strażakom, a przede wszystkim mieszkańcom, wciąż jest niebezpieczny. Poprzez dym, który wdychamy razem z powietrzem, do organizmu dostają się substancje smoliste, metale ciężkie oraz siarka.

Wrzosy – największe osiedle domków jednorodzinnych w Polsce. Na horyzoncie kilka tysięcy kominów wyziewa siwy lub brunatny dym. Czarny pojawia się dopiero wieczorem, kiedy nikt nie może go zauważyć. Tak, niestety, jest co roku. Nasilenia tego zjawiska spodziewać się możemy w najbliższym czasie.

– Dym nad toruńskimi Wrzosami zimą wisi jak smog – mówi Piotr Grzelak, kominiarz. – W domach jednorodzinnych mieszkańcy palą nie tylko węglem. Do pieca trafiają zwykłe śmieci. Jeden z właścicieli wrzucał do ognia plastikowe znicze. Miał ich trzy worki. Jak stwierdził, ogień przyjmie wszystko – grunt, żeby było ciepło.

Wielu mieszkańców pali czym popadnie. Najczęściej powodem tak nieodpowiedzialnego zachowania jest zła sytuacja finansowa. W piecu lądują stare meble, lakierowane ramy okienne czy folie, których resztki osadzają się później w kominie.

– Sadza zalegająca w przewodzie kominowym może się zapalić albo spowodować tak zwaną „cofkę”, wtedy w mieszkaniu zacznie ulatniać się śmiertelny tlenek węgla – ostrzega kominiarz. – Co pewien czas kontrolujemy sprawność kominów, ale na okresowe przeglądy w zeszłym roku wpuściło nas tylko dwóch na około stu mieszkańców. A zmusić nikogo nie mogę.

Od października do marca nad Wrzosami zauważyć można chmurę przypominającą kopułę, która nie dopuszcza odpowiedniej ilości tlenu. Wychodząc na spacer wciągamy wiec wraz z powietrzem pył i mikrodrobinki. Tym samym do naszych płuc dostają się substancje, które powodują choroby układu oddechowego, a nawet nowotwory.

– Próżno by szukać na toruńskich Wrzosach komina, który ma zainstalowany chociaż najprostszy filtr – dodaje Grzelak. – Dosyć często w tym rejonie, przez nieodpowiednią eksploatację pieca, dochodzi również do pożarów kominów.

Takich niebezpiecznych incydentów spodziewać się można od samego początku okresu grzewczego. Zapobiegać im próbują kontrole straży miejskiej. Niewpuszczenie patrolu do budynku może skutkować wysoką karą grzywny.

– Kontrole w sezonie grzewczym prowadzimy na bieżąco – informuje Jarosław Paralusz, rzecznik prasowy straży miejskiej w Toruniu. – Interweniujemy, gdy mamy podejrzenie, że w piecu, oprócz opału dozwolonego, palone mogą być śmieci. Takie zgłoszenia otrzymujemy również od samych mieszkańców. Przez cały czas prowadzimy działania informacyjne i uświadamiające torunian o zagrożeniu, jakie niesie ze sobą spalanie odpadków. Jeżeli ktoś się do tego nie stosuje, nasze interwencje kończą się nałożeniem kary.

A tych w zeszłym roku było kilka. W ciągu prawie pięciu miesięcy Straż Miejska interweniowała 82 razy. Skończyło się na 78 pouczeniach, jednym mandacie oraz 3 wnioskach do sądu. Takie działania mają odstraszać nieodpowiedzialnych palaczy. Ale nikt nie ma wątpliwości, że skutek jest mizerny.

Podczas spalania śmieci powstają tlenki węgla i azotu, cyjanowodór, metale ciężkie, a także rakotwórcze dioksyny i furany. Substancje te szkodzą nie tylko osobie, która pali śmieciami. Cierpi też najbliższe otoczenie, wody gruntowe i ziemia. Spalając plastikowe butelki i folie, właściciel domu wytwarza chlorowodór, który w połączeniu z parą wodną tworzy kwas solny. Ten zaś w postaci kwaśnego deszczu trafia na ziemię. A stąd już tylko krok do trutych w ten sposób warzyw, owoców, jajek i mleka.

Najbardziej podatne na truciznę, wydobywającą się przez komin z domowego pieca, są dzieci. Spalanie śmieci daje więc złudne oszczędności, gdyż wszyscy płacimy za to zdrowiem.

– Te substancje, które wdychamy wraz z dymem z komina, nas zabijają – podsumowuje toruński kominiarz. – Papierosy przy tym to pikuś. Nie żartuję.