Specjalistyczny Szpital Miejski czeka komercjalizacja? Dyrektor zaprzecza

Magistrat zabezpieczył już środki na pokrycie strat szpitala, więc wszystko wskazuje na to, że o komercjalizacji nie ma mowy. Jak będzie -przekonamy się w drugiej połowie tego roku (fot. Adam Zakrzewski)

Toruński szpital zamknie 2013 rok ze stratą. Do końca marca poznamy dokładną kwotę. Teraz już wiemy, że waha się ona w kwotach od 4 do 6 milionów złotych. Dla lecznicy przy Batorego to kolejny okres, który zamyka z nie najlepszym wynikiem finansowym. Jaka przyszłość czeka więc placówkę, której właścicielem jest samorząd Torunia?

Najbardziej radykalnym rozwiązaniem byłoby zlikwidowanie szpitala. Takie wizje pojawiały się już na początku problemów finansowych lecznicy, ale nikt naturalnie takiej opcji nie rozważał na poważnie. Sporo prac włożono natomiast w opracowanie koncepcji fuzji szpitala z Miejską Przychodnią Specjalistyczną, która jest w bardzo dobrej kondycji finansowej. Część usług, które świadczą obie placówki, pokrywają się i to było głównym powodem, aby rozważyć ich połączenie. Dzięki temu skala działania byłaby większa, a koszt jednostkowy – mniejszy. Ta opcja także spaliła na panewce. Analiza ekonomiczna wykazała, że ewentualnie połączenie obu placówek dałoby stosunkowo niewielkie zyski. Raptem byłoby to 200 tys. złotych.

– Takie działania byłyby nieuzasadnione – tłumaczy Krystyna Zaleska, dyrektor Specjalistycznego Szpitala Miejskiego, prywatnie żona Michała Zaleskiego. – Odbiłoby się to kosztem pracowników przychodni, którzy musieliby się liczyć z pogorszeniem uposażenia.

Tajemnica poliszynela?

Ustawa o działalności leczniczej z 2011 roku umożliwia przekształcenie szpitala w spółkę prawa handlowego przez samorząd, który nadzoruje daną placówką. Taka sytuacja pozwala m. in. na wejście zewnętrznego inwestora. Czy to realna możliwość w przypadku Torunia?

– Do takiego rozwiązania właściciel szpitala stara się nie dopuścić – informuje Sylwia Derengowska z Urzędu Miasta. – W lecznicy prowadzone są ciągłe działania oszczędnościowe. Toruń wspiera szpital finansowo w ramach istniejących rozwiązań prawnych (w 2012 roku lecznica dostała pożyczkę w wysokości 5 mln złotych, którą magistrat ostatecznie umorzył, przy. red). Aktualnie ogłaszany jest nabór ofert firm zewnętrznych na opracowanie prognozy sytuacji finansowej szpitala w dwóch opcjach – jako samodzielnego publicznego zakładu opieki zdrowotnej i jako spółki prawa handlowego.

Samorządy, które zdecydowały się na komercjalizację swoich lecznic do 2013 roku, mogły liczyć na rządową dotację w postaci spłaty obecnego zadłużenia. Polskie prawo zakłada jednak, że jeżeli samorząd nie pokryje zadłużenia swojej lecznicy w ciągu trzech miesięcy od ostatecznego sprawozdania finansowego, to będzie zmuszony skomercjalizować ją lub zlikwidować.

Wszystko po staremu

Wiemy już, że Urząd Miasta zarezerwował w budżecie środki na spłatę szpitalnych długów.

– Nasza sytuacja zaczęła się pogarszać w 2010 roku – informuje Krystyna Zaleska. – Do tej pory musieliśmy zainwestować m. in. w nowy blok operacyjny. Stale polepszająca się baza naszego szpitala pozwoli na ubieganie się o dodatkowe pieniądze jako szpital akredytowany, czyli certyfikowany przez Ministra Zdrowia. Jesteśmy także w trakcie spłacania sześciomilionowego kredytu komercyjnego, który zaciągnęliśmy w 2012 roku.

Dyrektor szpitala wskazuje, że źródło problemu tkwi w rozwiązaniach systemowych, które nie uwzględniają realnych potrzeb czy możliwości realizowania o wiele większej liczby kontraktów. A o zapłatę za nadwyżki trudno. Szpital miejski wkroczył już na wojenną ścieżkę z Narodowym Funduszem Zdrowia. Przed sądem trwa już proces o zwrot ponad dwóch milionów złotych za 2010 i 2011 rok. W sprawie kolejnego miliona trwają rozmowy, które mają doprowadzić do porozumienia. Przygotowywany jest już jednak pozew za należności z 2012 roku.

– Komercjalizacja niesie za sobą ryzyko bankructwa, bo przekształcenie w spółkę prawa handlowego automatycznie stawia nas w tym samym szeregu co inne zwykłe firmy – tłumaczy Krystyna Zaleska. – Konieczność bilansowania budżetu szpitala w takiej sytuacji jest koniecznością. Wydaje mi się, że tzw. prywatyzacja nie rozwiązuje jednak do końca tego problemu. Najlepszą ocenę działalności szpitala dają jednak sami pacjenci, a w tym wypadku nie mamy się czego wstydzić.

W Toruniu głośno o komercjalizacji SSM zrobiło się w trakcie tzw. wojny o ostry dyżur, kiedy to lecznica przy ul. Batorego podjęła decyzję o nieprzyjmowaniu pacjentów w razie nagłych przypadków, tłumacząc to brakiem Szpitalnego Oddziału Ratunkowego oraz ponad 8-krotnie mniejszą dotacją na takie działania. Wtedy też Sylwia Sobczak, p. o. dyrektora szpitala na Bielanach, wystosowała oświadczenie, w którym pisze, że decyzja SSM mogła być podyktowana planami tzw. ciche prywatyzacji. Co dokładnie miała na myśli dyrektor Sobczak – tego nie wiemy, gdyż do poniedziałku jest na urlopie. Oba szpitale jednak do końca lutego będą świadczyły pomoc na ostrym dyżurze według starych zasad (w dni nieparzyste – Batorego, w dni parzyste – Bielany). Obecnie trwają negocjacje, które rozwiążą ten problem dzięki zasadzie proporcjonalności. Nowe ustalenia wejdą w życie od początku marca. Wtedy też poznamy ich szczegóły