Spotkanie autorskie z Agnieszką Steur już 1 października

Spotkanie odbędzie się w Bibliotece Pedagogicznej w Toruniu (fot. nadesłane)

Biblioteka Pedagogiczna im. gen. bryg. prof. Elżbiety Zawackiej w Toruniu zaprasza na spotkanie Agnieszką Steur – autorką powieści fantasy „Wojna w Jangblizji. W Tamtym Świecie” i „Wojna w Jangblizji. W domu”.

Wydarzenie odbędzie sięw Bibliotece Pedagogicznej w Toruniu, przy ul. Dąbrowskiego 4, w środę 1 października 2014 r. o godz. 13.00.

Agnieszka Steur jest polonistką, nauczycielką, pisarką i dziennikarką. Ukończyła kierunek Języki Słowiańskie i Kultura na Uniwersytecie Amsterdamskim. Jest zwolenniczką nauki języka polskiego dzieci urodzonych i wychowywanych w polsko-holenderskich rodzinach. Spotyka się z rodzicami prowadząc wykłady na temat wychowania dwujęzycznego dzieci. Przez kilka lat pracowała jako pedagog w Polskiej Szkole w Utrechcie i aktywnie uczestniczyła w działalności tej placówki. Prowadzi blog o tematyce emigracyjnej i kulturalnej Emigrantka.

W 2013 r. ukazała się nakładem wydawnictwa Poligraf pierwsza powieść fantasy Agnieszki Steur zatytułowana „Wojna w Jangblizji. W Tamtym Świecie”. Jest to pierwsza część cyklu przewidzianego na trzy powieści. Premiera kolejnej części “Wojna w Jangblizji. W domu” odbyła się w sierpniu 2014 r. W połowie 2013 r. w Holandii na rynku wydawniczym pojawiła się dwujęzyczna (polsko-holenderska) publikacja książkowa tej autorki, będąca zbiorem jej felietonów. Książka „Słowa do użytku wewnętrznego” w całości poświęcona jest życiu emigracji oraz łączeniu się i przenikaniu wielu kultur

 

OD AUTORKI:

          Na początku 2013 miała miejsce premiera mojej pierwszej książki, „Wojna w Jangblizji. W Tamtym Świecie”. Teraz na półkach pojawiła się jej druga część „Wojna w Jangblizji. W domu”.

          Powieść fantasy zaczarowała mnie bardzo dawno i czułam, że potrafię tworzyć w tym gatunku. Jednak nie tylko „bajka dla starszych” mnie fascynowała, ale także możliwość przekazania czegoś więcej.

          Jangblizja stała się dla mnie możliwością opowiedzenia moich przemyśleń na temat emigracji, wielokulturowości, poczucia wyobcowania i różnic, które czasem tak trudno ze sobą pogodzić. To opowieść o dwóch światach ze sobą powiązanych ściślej niż ich mieszkańcy zdają sobie z tego sprawę i potrafią przed sobą przyznać. W mojej opowieści chciałam też zawrzeć inne wartości, które są dla mnie bardzo ważne. Przede wszystkim rodzina i odpowiedzialność za innych. Obserwowanie dzieci to jedna z największych radości, ale i trosk. Świadome obserwowanie zmian w nich zachodzących jest źródłem codziennych zachwytów. Z czasem odkryłam, że również obserwowanie rodziców może stać się źródłem wielu przemyśleń.

          Czytelnik śledzi przygody książąt wysłanych do groźnego i obcego miejsca, które każdy z nas zna. W Jangblizji wybucha wojna i młode osoby muszą zostać ukryte, trafiają właśnie tu, gdzie my żyjemy. Od dawna jestem zafascynowana różnicami między ludźmi, którzy tak blisko siebie żyją. Jak często nam, emigrantom wydaje się, że Holendrzy zachowują się dziwnie i jak równie często Holendrzy nam się dziwią. Ta myśl właśnie była zalążkiem pomysłu mojej książki; pokazać to co znamy, jako obce i dziwne. Pragnęłam skoncentrować się na różnicach dzielących ludzi. Chciałam, aby Jangblzija była inna, aby to był świat fantastyczny. Pozwoliłam zatem istotom tam żyjącym ewoluować. Mieszkają tam więc osoby podobne Psom, Koniom i innym zwierzętom, ale są już prawie jak ludzie. No właśnie „prawie”.

          Moi bohaterowi „przychodzili do mnie” w różnej kolejności i o różnych porach. Książę i księżniczka pojawili się pierwsi. Przyjaciół zyskali w chwili, gdy dowiedziałam się, że kolejne znajome małżeństwo rozwodzi się i jak zawsze w takich sytuacjach najbardziej cierpią dzieci. Brak zaangażowania rodziców w boleść maluchów był tak dotkliwy, że w mojej książce ci młodzi ludzie zostali sierotami.

          Jangblizjanie nie rozumieją naszego świata, nie potrafią pojąć, dlaczego jemy mięso, dlaczego nie dbamy o środowisko i z jakiego powodu zawsze i wszędzie się spieszymy? W pierwszej części przedstawiłam czytelnikowi bohaterów i opowiedziałam o ich problemach i wątpliwościach, w drugiej rozwijam wszystkie wątki i bardzo dużo wyjaśniam.  Nie wszystko, ma się rozumieć, bo mam zamiar napisać jeszcze trzecią część.

          Żyjąc 15 lat w Holandii, znajduję inspiracje wszędzie. Lud Płynnych wymyśliłam spędzając godziny na basenie z dziećmi. W drugiej części tych inspiracji jest jeszcze więcej.

          Gdy przyjechałam do Holandii szybko odkryłam, że wiele osób ma już wyrobione zdanie na mój temat, nawet mnie nie znając, było mi ciężko, ale dzięki najbliższym i swojej pracy przekonałam się, że ważne jest to, co się robi a nie to, co o nas myślą inni. Nie poddając się ponurym myślom, doszłam do wniosku, że nie istnieją rzeczy niemożliwe. Jeśli tylko czegoś się pragnie i podąża w tym kierunku, można osiągnąć wszystko. Wiem, że brzmi to jak oklepany tekst, ale tak to już jest z życiowymi prawdami. To właśnie staram się przekazać na kartach moich książek.

          Utrzymując kontakt ze znajomymi w Polsce i poznając Holendrów, odkryłam, że wyobcowanie bardzo często nie ma nic wspólnego w szerokością i długością geograficzną. Czasem można czuć się obcym w swym własnym domu. Może emigrantom jest łatwiej, bo dokładniej można wytyczyć granice wyobcowania. Ci, którzy są u siebie i czują się nie na miejscu jest jeszcze trudniej.

          Dlaczego dobrze się tu czuję, bo spełniam moje marzenia i uczę się, wciąż się uczę. Poznaję ludzi i bez przerwy znajduję nowe inspiracje, bo one są wszędzie. Jednego jestem pewna, gdybym nie znalazła się w Królestwie Niderlandów nie powstałyby książki, które już napisałam i które jeszcze napiszę.