Studenci dziennikarstwa oczyszczeni z zarzutu zniesławienia. Wygrali z właścicielem Kotłowni

Patryk Zarębowski i Martyna Jankowska przez prawie dwa lata bronili swojego dobrego imienia przed toruńskim sądem (fot. nadesłane)

Wszystko zaczęło się od artykułu w studenckiej gazecie, który wstrząsnął całym Toruniem. Finał sprawa znalazła w sądzie. Dwoje studentów UMK, oskarżonych o zniesławienie, zostało ostatecznie oczyszczonych z zarzutów.

Kotłownia, najsłynniejszy klub studencki w Toruniu doczekał się tyle samo zagorzałych miłośników, co zaprzysięgłych hejterów. „Kocioł” gwarantuje zabawę do upadłego, lecz – zdaniem wielu – można mu sporo zarzucić. Kontrowersje wokół klubu były tajemnicą poliszynela wśród żaków. Kiedy w grudniu 2012 roku studenci drugiego roku dziennikarstwa i komunikacji społecznej przygotowywali numer gazety „Krzyk Uczelni”, zaproponowany przez Martynę Jankowską i Patryka Zarębowskiego artykuł jednogłośnie uznano za temat numeru.

– Rozmawialiśmy z byłymi pracownicami „Kotła” – wspomina Martyna. – Opowiedziały nam o kilku wstydliwych sekretach tego miejsca. O przelewaniu wódki „z czerwoną kartką” do butelek po lepszych trunkach i sprzedawaniu jej w barze, robakach na zapleczu i serwowaniu przeterminowanego jedzenia.

Artykuł zawierał również wypowiedź właściciela klubu, Mirosława Drężka, w którym zaprzeczał zarzutom. Tekst otrzymał tytuł „Grzechy Kotła”. Ale reakcją szefostwa nie była wcale pokuta za grzechy.

– Dzwonili do mnie przed publikacją, domagając się wycofania tekstu z druku – wspomina studentka. – Od razu poczułam, że coś jest nie tak.

W okolicach lutego 2013 roku do Jankowskiej przyszedł wstrząsający list. Z sądu. Szefostwo klubu pozwało studentów o zniesławienie. Groziło im do dwóch lat więzienia.

– Prawie zawału dostałam, jak zobaczyłam wezwanie. Zaczęłam myśleć, że będę miała na zawsze splamioną kartotekę, nie dostanę nigdy pracy. A może skończę w więzieniu? Rysa na szkle na zawsze – Martyna wspomina ciężkie chwile z ironicznym uśmiechem.

Adwokatem Martyny i Patryka został Łukasz Płaza. Od początku był przekonany, że racja jest po stronie młodych dziennikarzy.

– Właściciel klubu twierdził, że padł ofiarą spisku, który miał go pozbawić dobrego imienia, lokalu i długoletniej pracy dla uniwersytetu – mówi Płaza. – Artykuł został jednak napisany rzetelnie, z wykorzystaniem wszystkich dziennikarskich środków weryfikacji. Na potwierdzenie słów z tekstu były nagrania z udziałem świadków i samego Drężka, gdzie potwierdził, że kupował alkohol „z czerwoną kartką”.

Zeznania byłych pracownic Kotłowni, które potwierdziły argumenty Martyny i Patryka, przeważyły szalę na ich stronę. Proces jednak ciągnął się półtora roku i był dla nich bardzo ciężkim przeżyciem.

– Kiedy siedziałam na ławie oskarżonych czułam się strasznie – wspomina Jankowska. – Wiedziałam, że jestem niewinna, ale czułam się, jakbym była złodziejem albo mordercą. W pewnym momencie zaczęłam się nawet zastanawiać, czy może faktycznie nie popełniłam przestępstwa.

W kwietniu tego roku sąd wydał pierwszy uniewinniający wyrok. To nie był koniec stresu młodych dziennikarzy – czekała ich jeszcze apelacja. Wreszcie sąd okręgowy ostatecznie oczyścił Martynę i Patryka z zarzutów.

– To nie wyglądało dobrze, dwóch studentów kontra dobrze zarabiający mężczyzna, właściciel dwóch klubów w mieście – komentuje obrońca. – Jednak okazało się, że zasady państwa prawa działają i zwyciężyła wolność słowa.

Martyna przyjęła decyzję sądu z wielką ulgą. Dziś, studentka Uniwersytetu Wrocławskiego uważa to za początek nowego rozdziału w życiu.

– Półtora roku męczarni i niepewności. Sporo mi się pozmieniało przez to w życiu. Nauczyłam się pokory, ale po tych doświadczeniach czuję się silniejszym człowiekiem – deklaruje.